fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Opłaca się zapychać szpitalne oddziały - NFZ płaci więcej za badania w trakcie hospitalizacji

Fotorzepa, Robert Gardziński
Szpitale pękają w szwach, bo Fundusz płaci dziesięć razy więcej za badania w trakcie hospitalizacji.

Gdy rządzący i eksperci mówią o ograniczaniu hospitalizacji i wykonywaniu części procedur w przychodniach i w ramach chirurgii jednego dnia, systematycznie spada liczba wizyt w przychodniach specjalistycznych. Również lekarze pierwszego kontaktu na droższe badania wysyłają pacjentów do szpitala.

Trzy dni leżenia

– Skierowanie do szpitala od lekarza rodzinnego to norma – przyznaje Janusz Boniecki, dyrektor Szpitala Powiatowego w Ostródzie i wiceprezes Polskiej Federacji Szpitali. – Lekarz podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) dostaje ryczałtową stawkę kapitacyjną od każdego pacjenta i w jej ramach musi sfinansować leczenie. Nie opłaca mu się więc zlecać badań, bo wtedy zostanie mu mniej pieniędzy. A wielokrotnie stawka kapitacyjna nie pokrywa kosztów badań. Wpisuje więc podejrzenie groźnej choroby i zmusza szpital do wykonania diagnostyki – tłumaczy dyrektor. Jego lekarze starają się zbadać pacjenta jak najszybciej. – Ale jeśli przebadamy go w dwa dni, a stawka za trzy dni jest znacznie wyższa, ordynatorzy mają pokusę, by przetrzymać go tę dobę dłużej – przyznaje.

Czytaj też:

Trzydniowa hospitalizacja to norma, niezależnie od oddziału. Wcześniej nie wyjdzie ani niemowlę z podejrzeniem „trzydniówki", ani dorosły, który do szpitala przyszedł na podanie leku. Rzeczywiście – najtańsza porada specjalistyczna wyceniana jest na 30 zł, a za trzy dni hospitalizacji NFZ płaci ok. 2,5–3 tys. zł.

Nic dziwnego, że – jak wynika ze sprawozdania finansowego z działalności Funduszu za 2018 r. – w ubiegłym roku NFZ wydał na leczenie szpitalne 42,47 mld zł, tj. o 3,7 mld zł (blisko 10 proc.) więcej niż rok wcześniej. Mniej środków przeznaczył za to na leczenie w przychodniach specjalistycznych – 4,6 mld zł, o 1 mld mniej niż w 2017 r. Fundusz tłumaczy wprawdzie, że wynika to z rozliczania części porad specjalistycznych w ramach szpitalnego ryczałtu, ale eksperci uważają, że chodzi o mniejszą liczbę porad specjalistycznych na NFZ, bo większość poradni działa poza szpitalami.

Dwa lata do ortopedy

W efekcie zamykane z braku kadr oddziały szpitalne mogą przyjąć coraz mniej pacjentów, a Polacy, którzy nie chcą się leczyć prywatnie, stoją w długich kolejkach. Jak wynika z najnowszego barometru Fundacji Watch Health Care, średni czas oczekiwania do lekarza wynosi 4,3 miesiąca, a do specjalisty – średnio 3,8 miesiąca. Najdłużej, bo blisko dwa lata (22,2 miesiąca) czeka się na wizytę u ortopedy, ponad rok (13,6 miesiąca) do angiologa i blisko rok (10,1 miesiąca) do reumatologa. O 3,5 miesiąca skróciła się za to kolejka do endokrynologa – do 8,1 miesiąca.

Opinia dla „Rzeczpospolitej"

Marcin Pakulski , były prezes Narodowego Funduszu Zdrowia

Zjawisko wysyłania pacjentów na badania do szpitala wynika z jednej strony z kolejek do specjalistów, z drugiej z limitowania procedur w przychodniach specjalistycznych i podstawowej opieki zdrowotnej. Rozwiązaniem może być jednodniowa hospitalizacja diagnostyczna, pod warunkiem uzależnienia stawki od efektu, a nie długości pobytu pacjenta. Należałoby premiować efekt w postaci postawienia diagnozy, a taką dzienną diagnostykę można z czasem przenieść do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej pod warunkiem właściwej wyceny. Mam wątpliwość, czy zniesienie limitów na drogie badania przyniosłoby efekt, bo rodziłoby pokusę ich dublowania.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA