Zdrowie

Potrzebne miliardy na utrzymanie gabinetów stomatologicznych w szkołach

NIEWIELU LUBI LECZYĆ MALUCHY
Rzeczpospolita
Aby nowe gabinety stomatologiczne w 26 tys. szkół nie stały puste, nakłady z NFZ na leczenie powinny wzrosnąć z 2 do 4 mld zł.

Minister zdrowia Łukasz Szumowski będzie wprowadzał w życie pomysł PiS i ministra Radziwiłła powrotu gabinetów stomatologicznych do szkół.

– Projekt w najbliższym czasie trafi do uzgodnień i konsultacji. Planuje się, że ustawa wejdzie w życie 1 września 2018 r. – potwierdza ministerstwo. Rzeczniczka Ministerstwa Edukacji Narodowej Anna Ostrowska zapowiada, że szczegóły będą przedstawione w maju podczas kongresu „Dobra opieka". Dziś wiadomo, że utworzenie gabinetów mają sfinansować samorządy, a opiekę stomatologiczną Narodowy Fundusz Zdrowia.

Stomatolodzy mają leczyć uczniów w gabinetach zlokalizowanych w szkole, współpracujących ze szkołą lub w dentobusach, które mają dojeżdżać do najmniejszych szkół. 16 dentobusów, które poprzednik ministra Szumowskiego odebrał w grudniu, jest gotowa do drogi i mogłaby ruszyć w teren jeszcze w tym kwartale. Gorzej z gabinetami.

– Nie jestem zwolenniczką tworzenia gabinetów w szkołach, bo ich wyposażenie byłoby albo niepełne, albo bardzo drogie – mówi dr Emma Kiworkowa, stomatolog i wiceprezes Fundacji Wiewiórki Julii. – Dostępność opieki stomatologicznej powinno się zwiększać, stawiając na dobre centra stomatologiczne w rejonie. A potrzeby są ogromne. 92 proc. z przeszło 30 tys. dzieci przebadanych przez Fundację wymaga leczenia stomatologicznego – dodaje.

Wysokie koszty, małe efekty

Samorządowcy twierdzą z kolei, że koszt utrzymania gabinetów znacznie przewyższy możliwości finansowe gmin.

– Nawet jeśli warte co najmniej kilkadziesiąt tysięcy zł wyposażenie takiego gabinetu będzie leżeć w gestii lekarza, to szkoła musi zapewnić pomieszczenie, media, ochronę i sprzątanie, co daje ok. 20 tys. zł rocznie – mówi Marek Wójcik, ekspert Związku Miast Polskich. – A za 20 tys. zł dyrektor szkoły może zorganizować dla uczniów wspaniałe rzeczy. Szkoda, by szły na utrzymanie gabinetu, który będzie funkcjonował na pół gwizdka, bo szkoła nie zgodzi się wynająć dentyście gabinetu na usługi komercyjne – dodaje Wójcik.

Podobne wątpliwości zgłasza prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego (ZNP) Sławomir Broniarz.

– Pomysł jest szczytny, ale nie znamy źródeł finansowania opieki medycznej i stomatologicznej nad uczniami. Jeśli kosztami zostaną obciążone samorządy, część uczniów wciąż może być pozbawiona leczenia. Bo będzie uzależnione od zamożności gminy.

Byłoby inaczej, gdyby ustawa gwarantowała szkołom możliwość odpłatnego wynajmowania powierzchni w szkole. Tak się dzieje obecnie m.in. w Lublinie, gdzie działa ponad 70 gabinetów szkolnych.

– To albo dawne gabinety, których nie zamknięto, a wynajęto na preferencyjnych warunkach, albo gabinety w nowych szkołach, w których zadbano o miejsce na opiekę stomatologiczną. Część wyposażenia była finansowana z subwencji oświatowej, o część zadbali najemcy – mówi Ewa Dumkiewicz-Sprawka, kierownik wydziału oświaty i wychowania w lubelskim magistracie.

W poszukiwaniu specjalistów

Eksperci mają wątpliwości, czy którykolwiek z 784 pedodontów, czyli stomatologów dziecięcych wykonujących zawód, zdecyduje się na otwarcie gabinetu w szkole i pracę za głodowe stawki NFZ (plomba kosztuje ok. xx zł, podczas gdy w prywatnym gabinecie w Warszawie ceny zaczynają się od 100 zł za wypełnienie i ok. 130 zł za znieczulenie wziewne). Choć teoretycznie dzieckiem może zająć się każdy dentysta (tych jest w Polsce blisko 12 tys.), większość woli pracować z dorosłymi.

– Współpraca z małym pacjentem jest dużo trudniejsza. Często nie udaje mu się wytłumaczyć, że nieprzyjemny zabieg jest dla niego dobry. Potrzeba i wiedzy, i specyficznego podejścia. Bez tego dzieci mogą mieć uraz, a nawet dentofobię. Dlatego najlepiej, żeby małych pacjentów przyjmowali pedodonci – mówi dr Emma Kiworkowa.

A zdaniem ekspertów dentystów nie uda się przyciągnąć do szkół bez podniesienia nakładów na opiekę stomatologiczną. Dziś to zaledwie kilka groszy na głowę mieszkańca. Tymczasem plan finansowy NFZ na 2018 r. zakłada przeznaczenie na stomatologię 2,42 proc. budżetu Funduszu, czyli 1 901 028 mln zł. To tylko o 0,08 pkt proc. więcej, niż zakładał plan za 2017 r. (2,34 proc. i 1 822 844 mln zł).

– Nakłady na stomatologię spadają systematycznie od 2014 r., kiedy to wynosiły 2,7 proc. budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia. W 2015 r. obniżono je do 2,6 proc., a w obecnym wynosić ma o 0,18 pkt proc. Tymczasem już dziś 75 proc. tych środków przeznaczane jest na leczenie zębów u dzieci, a żeby realnie leczyć uzębienie polskich uczniów, należałoby je podnieść dwukrotnie, do ok. 4 mld zł – podkreśla Marek Wójcik. – W przeciwnym razie skończy się na rozwiązaniu połowicznym – w kilkudziesięciu na 26 tys. polskich szkół powstaną gabinety, ale nie będzie chętnych do łatania dziur w zębach – mówi.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL