fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski: Sankcje za smog nadal realne

materiały prasowe
Po raz kolejny przyjrzymy się inwestycji w Ostrołęce. W ostatnim raporcie jej budowę oceniliśmy jako nierentowną – mówi prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski.

Włączacie się w kampanię edukacyjną promując walkę ze smogiem. To pierwszy raz, kiedy podejmujecie takie działania i to kilka miesięcy po publikacji raportu na ten temat.

Akcja edukacyjna, która zapoczątkowaliśmy z partnerami społecznymi (Polskim Alarmem Smogowym i agendą afiliowaną przy ONZ Global Compact Polska), jest odpowiedzią na jedną z rekomendacji z wrześniowego raportu NIK. Część wniosków jest kierowana do wszystkich obywateli. Byśmy nie palili śmieciami.

Nie wystarczy uchwalanie przepisów normujących jakość kotłów czy paliw stałych, co jest powinnością władz centralnych, ani też kontrola przestrzegania tego prawa, do czego narzędzia mają władze samorządowe. Trzeba zmienić postawy.

Chcieliśmy wykorzystać naturalne zainteresowanie kwestią jakości powietrza tuż przed rozpoczęciem szczytu klimatycznego w Polsce. Celem jest uświadomienie ludziom, jak wiele mogą zrobić sami.

Jak NIK ocenia wdrażanie programu „Czyste Powietrze" Czy podjęte dotąd działania uchronią nas przed wyrokiem w zawieszeniu nałożonym przez Trybunał Sprawiedliwości UE?

Program Czyste Powietrze stanowi zbiór 15 rekomendacji Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów. Część z zaplanowanych działań została wprawdzie wykonana, jednak w mojej ocenie sposób ich realizacji nie daje gwarancji znaczącej poprawy sytuacji

Pewne działania już zostały podjęte, a niektóre są dopiero zapowiadane. Na razie realny budżet na program termomodernizacji domów to 180 mln zł. To niewiele, jak na skale potrzeb. Ale w perspektywie jest ponad 100 mld zł. W przyszłości będziemy sprawdzać jak te pieniądze są wydawane i jakie przynoszą efekty.

Mam jednak wrażenie, że program rządowy był przygotowywany tak, by nie wywoływać emocji branży górniczej. Choć niewątpliwie zawiera wiele cennych pomysłów.

Uważam, że ryzyko zastosowania sankcji finansowych ze strony Trybunału w dalszym ciągu jest wysokie. Obawiam się także, że przyjęty w Programie Czyste Powietrze okres finasowania termomodernizacji i wymiany źródeł ciepła w budownictwie jednorodzinnym - 10 lat - może być uznany zbyt długi dla uchylenia się przed sankcjami finansowymi.

Ministerstwo Środowiska nadal nie widzi konieczności obniżenia poziomu zanieczyszczeń, przy którym ogłaszany jest alarm smogowy.

Faktycznie trochę kolorujemy rzeczywistość. Nasze normy są bardziej liberalne niż w innych krajach europejskich. A przecież Polacy nie mają większej odporności na smog niż Hiszpanie czy Niemcy. Normy powinny być we wszystkich krajach identyczne. To była jedna z rekomendacji raportu NIK.

Kiedy będzie następny raport dotyczący smogu?

Już niedługo. Na przełomie stycznia i lutego opublikujemy wnioski poszczególnych krajów europejskich. Pokażemy doświadczenia 15 krajów UE i podjęte przez nich działania, a także skutki podejmowanych przez decyzji. To będzie swoista mapa drogowa dla decydentów w Polsce. Zobaczą, jakie efekty można osiągnąć, i w jakim czasie podejmując określone działania.

W grupie badanej są państwa o różnych doświadczeniach – zarówno kraje zachodnioeuropejskie radzące sobie ze smogiem, jak też takie jak Polska, Węgry, Estonia czy kraje bałkańskie, które muszą jeszcze dużo zrobić w tym temacie.

Jesteśmy koordynatorem tych prac. Byliśmy też ich inicjatorem wraz z holenderskim organem kontrolnym.

Wskazujecie na zaniechania na polu rozwijania odnawialnych źródeł energii. Zielona energetyka dostała zadyszki, za co możemy zapłacić nawet 8 mld zł. – alarmujecie w listopadowym raporcie. To scenariusz optymistyczny czy pesymistyczny?

Groźba niewypełnienia celu w zakresie odnawialnych źródeł energii (OZE) w finalnym zużyciu jest realna. Bo mamy do czynienia z malejącym udziałem zielonej energii. W 2016 r. przekroczył on zaledwie próg 11 proc. i był najniższy od 2013 r.

Prognozy NIK nie są zbyt kasandryczne. Szacując potencjalny koszt transferu brakującej porcji zielonej energii posiłkowaliśmy się także ekspertyzami zewnętrznymi m.in. Instytutu Energetyki Odnawialnej, które plasują koszt transferu statystycznego na poziomie od 7,5 do nawet 11,4 mld zł. Scenariusz zakładający koszt 8 mld zł oceniam jako najbardziej prawdopodobny.

Dlaczego formułowanie wniosków trwało tak długo? Wstępnie mówiło się o publikacji wiosną. Podobno nie wszystkie kontrolowane podmioty dostarczały odpowiedzi na czas.

Priorytetem w pierwszym półroczu jest kontrola wykonania budżetu, stąd też pierwszeństwo w publikacjach mają w tym okresie raporty z kontroli budżetowych.

W przypadku kontroli dotyczącej rozwoju sektora odnawialnych źródeł energii terminy uzyskiwania odpowiedzi były dłuższe niż standardowo, co wynikało ze stopnia skomplikowania badanej materii. Z tego też względu, kontrola w Ministerstwie Energii trwała dłużej niż początkowo zakładaliśmy. Wpływ na opóźnienie miało też to, że niektóre skontrolowane podmioty (w tym Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi), wykorzystując swoje uprawnienia, złożyły zastrzeżenia do wystąpień pokontrolnych.

Najważniejsze jest to, że w tej kwestii nie ma polemiki z wnioskami NIK.

Minister energii nie odniósł się do meritum raportu. Nadal twierdzi, że podejmowane teraz działania doprowadzą do wypełnienia naszych zobowiązań w zakresie OZE.

Minister poinformował o szeregu działań, jakie zamierza podjąć, w tym o swoich zamierzeniach legislacyjnych dotyczących nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii i przewidywanych mechanizmach wsparcia, głownie instalacji produkcji biogazu i hydroelektrowni. Z naszego punktu widzenia to dużo. Bo nie można wypełnić zobowiązań w zakresie OZE bez wdrożenia rekomendacji NIK.

Rekomendacje te nie są po to, by odmalować smutną rzeczywistość, ale w oparciu o sformułowane wnioski podjąć działania naprawcze. Chodzi m.in. o modyfikacje ustawy odległościowej z 2016 r. , która zmieniła rachunek ekonomiczny dla takich inwestycji, radykalnie ograniczyła możliwość rozwoju farm wiatrowych po wprowadzeniu przepisów o minimalnym dystansie dzielącym je od zabudowań i braku możliwości modernizacji takich elektrowni.

Z kolei te przepisy i sposób ich przygotowania mogą nasuwać uzasadnione wątpliwości czy nie były one pisane z punktu widzenia interesów branży górniczej i energetycznej. Zwłaszcza, że kopalnie i większość elektrowni kontroluje państwo.

Sam raport NIK sprzed czterech lat mógł się przyczynić do uchwalenia tego prawa.

Raport pokazujący gminy stawiające wiatraki na działce lokalnych decydentów mógł stać się orężem polityków. Te sytuacje, które stwierdziliśmy w ok. 1/3 z 28 przebadanych gmin - budziły protesty społeczne.

Inna sprawą jest to, że nasze raporty decydenci wykorzystują instrumentalnie. Przykładem może być raport dotyczący wykorzystania fotoradarów. Stwierdziliśmy w nim, że urządzenia stacjonarne są potrzebne, zwłaszcza na skrzyżowaniach w dużych miastach, ale te mobilne stawiane na trasach wyjazdowych, gdzie nigdy nie dochodzi do wypadków, służą zapełnianiu gminnej kasy. Efektem było prawo, w którym początkowo zlikwidowano wszystkie radary podpierając się raportem NIK choć nigdy nie formułowaliśmy takiego wniosku.

Główna rekomendacja po raporcie o OZE – publikacja projektu polityki energetycznej z zarysowanym planem dla zielonej energetyki została wypełniona. Jak NIK ocenia ten dokument, w tym decyzję o postawieniu na energetykę solarną i wiatraki na morzu, ale też niemal całkowite wygaszenie potencjału energetyki wiatrowej na lądzie w perspektywie 2040 r.?

Ze wstępnej oceny ekspertów NIK wynika, że projekt Polityki energetycznej, nie jest dokumentem, o którym mowa w Prawie energetycznym. Brakuje wymaganej oceny realizacji polityki energetycznej państwa za poprzedni okres, a przypominam, że NIK już w 2015 r. alarmowała, że w Polsce może zabraknąć prądu.

Przede wszystkim zaś w przedstawionym projekcie dokumentu nie ma programu działań wykonawczych na okres 4 lat. Jest niezgodne z wymogami Prawa energetycznego. Brak szacunków, co do nakładów inwestycyjnych i długości procesu inwestycyjnego nowych technologii oze, a takimi są elektrownie wiatrowe na morzu, nie pozwala na ocenę możliwości zrealizowania celu. Należy zakładać, że te koszty będą większe niż dla elektrowni wiatrowych na lądzie. Sam cel oze na rok 2030 (stanowi 66% celu dla UE) też jest mniej ambitny niż na rok 2020 (gdy ma kształtować się na poziomie 75% celu UE).

Na początku przyszłego roku planuję zainicjowanie rozmów o przyszłości energetyki odnawialnej w Polsce. Będzie to swoisty okrągły stół, do którego zaprosimy przedstawicieli branży i reprezentujące ich organizacje, a także decydentów.

Co w najbliższych miesiącach będzie badała NIK?

Jesteśmy w toku kontroli dotyczącej inwestycji w moce wytwórcze energii elektrycznej w latach 2012-2018. W ramach tego badania chcemy sprawdzić czy inwestycje podejmowane w energetyce konwencjonalnej zapewnią pokrycie zapotrzebowania na energię w kraju, czy grożą nam sytuacje określane jako blackout. Po raz kolejny przyjrzymy się inwestycji w Ostrołęce. W ostatnim raporcie (z 2015 r.), wykorzystując wyniki analiz zleconych przez zarząd Energa SA, inwestycję tą oceniliśmy jako nierentowną. Na razie widać ogromne trudności inwestorów z pozyskaniem finansowania. Za inwestycją w tej lokalizacji przemawiałaby potrzeba zapewnienia stabilnej pracy systemu elektroenergetycznego w północno-wschodnim rejonie kraju , natomiast istnieją ograniczenia związane z brakiem dostępu do złóż paliwa w bliskiej odległości. Inne pytanie dotyczy możliwości ekonomicznego wydobycia węgla w Polsce na poziomie zapewniającym rozwój energetyki opartej o czarne paliwo. Dziś widzimy rekordowy import węgla, głównie z Rosji. A to nie zapewnia niezależności energetycznej.

W kolejnych raportach, w tym z kontroli dotyczącej inwestycji w moce wytwórcze energii elektrycznej oraz z kontroli dotyczącej efektywności energetycznej gospodarki odpowiemy na pytanie m.in. o to, czy zakładany przez rząd wzrost zapotrzebowania na energię jest konieczny, by utrzymać wzrost gospodarczy. Przykłady niektórych krajów np. Danii świadczą o czymś zupełnie przeciwnym.

A wstępne wnioski?

Jest na nie za wcześnie. Te raporty ukażą się dopiero w 2019 r.

Krzysztof Kwiatkowski jest prezesem Najwyższej Izby Kontroli od sierpnia 2013 r. Wcześniej (od 2009 r.) był ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym w pierwszym rządzie Donalda Tuska. Po ustawowym rozdzieleniu tych funkcji na stanowisku prokuratora generalnego 31 marca 2010 r. zastąpił go Andrzej Seremet.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA