fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Phil Hogan, komisarz UE ds. rolnictwa i rozwoju obszarów wiejskich: Potrzeba małych rolników

AFP
Dlaczego wielkie farmy mają dostawać po milionie euro, gdy mali gospodarze z trudem utrzymują się na rynku? Musimy przywrócić równowagę – mówi komisarz UE ds. rolnictwa i rozwoju obszarów wiejskich Phil Hogan.

Rz: Kierunek reformy polityki rolnej budzi opory państw członkowskich. Jeszcze przed prezentacją propozycji na lata 2021–2027 francuski minister rolnictwa powiedział, że to ślepe, masowe i drastyczne cięcia.

Akurat w czasie ostatniej rady ministrów rolnictwa francuski minister i praktycznie wszyscy pozostali wyrazili poparcie dla kierunku, w którym zmierza reforma: uproszczenie polityki, jej modernizacja, większe ambicje dla klimatu i dla środowiska. Podzielam punkt widzenia, że polityka rolna powinna być dobrze finansowana i rozumiem sprzeciw wobec cięć proponowanych w nowym unijnym budżecie. Ale Komisja Europejska nie może zaproponować deficytu. To państwa członkowskie musiałyby włożyć więcej do budżetu. Bardzo liczę na to, że Francja – czołowa siła rolna w UE – je do tego przekona.

Jednocześnie z cięciami proponujecie więcej wymagań dotyczących środowiska i klimatu, czyli mniej pieniędzy, ale większą warunkowość. Czy to nie będzie zbyt obciążające dla rolników?

Już teraz rolnicy muszą brać pod uwagę wymagania klimatyczne i środowiskowe, my poprosimy ich o więcej.

Ale za mniej pieniędzy.

Przecież rolnicy dalej będą dostawać pieniądze od unijnych podatników, i to znaczące – 365 mld euro w latach 2021–2027. Jednocześnie UE podpisała się pod porozumieniem klimatycznym z Paryża i musimy tego dotrzymać. To jest dla nas bardzo ważne również z punktu widzenia eksportu. Na wielu rynkach sprzedajemy nasze produkty właśnie pod marką jakości i poszanowania środowiska, to jest źródłem naszego sukcesu.

W swojej propozycji mówicie wiele o elastyczności wobec państw członkowskich i uproszczeniu polityki rolnej. Wyznaczacie dziewięć celów w polityce rolnej, ale to państwa członkowskie mają decydować, jak je wypełniać. Brzmi dobrze, ale pojawia się obawa, że może to zwiększyć biurokrację, bo państwa będą musiały wam przedstawiać szczegółowe plany wydatkowania pieniędzy.

Obecny system jest oparty na regułach i ich przestrzeganiu, nowy będzie oparty na wynikach. A to momentalnie likwiduje część wymogów biurokratycznych na poziomie UE i krajowym. To, co proponujemy na przyszłość, to więcej swobody w wypełnianiu europejskich celów. Bo wiemy, że nie ma uniwersalnej recepty dla wszystkich, nie będziemy w Brukseli decydować za każdego rolnika.

Ale to w Brukseli będą akceptowane te plany wydatkowe.

Będziemy je oceniać, a potem kontrolować wydatkowanie pieniędzy, bo to są pieniądze unijnego podatnika. Bo to jest wspólna polityka rolna. Ale to państwa zdecydują, jak konkretnie wypełniać te cele. Ich zadaniem jest przekonać nas, że ich projekty będą prowadziły do wypełniania wyznaczonych na poziomie europejskim celów: ekonomicznych, środowiskowych, społecznych. Powinny do tego skonsultować się ze wszystkimi zainteresowanymi. Czynimy je bardziej odpowiedzialnymi za ich programy.

Chciałabym zapytać o możliwość przesuwania pieniędzy między filarami. Teraz dopuszczalne maksimum to 25 proc. i Polska to wykorzystuje, przesuwając pieniądze z drugiego filaru, czyli funduszu rozwoju obszarów wiejskich, do pierwszego, czyli dopłat bezpośrednich. Teraz proponujecie 15 proc. w dwie strony. Na początku prac nad reformą mówiono o obniżeniu tego pułapu do 5 proc. Dlaczego jednak 15 proc.?

Nie komentuję plotek, tylko fakty. Teraz faktycznie proponujemy 15 proc. Ale jeśli kraj chciałby, to może dodatkowo przesunąć 15 proc. z filara pierwszego do drugiego na cele klimatyczne i środowiskowe, bez konieczności krajowego współfinansowania.

A jaki jest argument na rzecz 15 proc.? Dlaczego nie zostawić 25 proc.?

Nie zgadzam się z tym, bo potrzebujemy więcej inwestycji w rolnictwie, unowocześniania praktyk rolnych i więcej ambicji w odniesieniu do środowiska i klimatu.

To dlaczego nie 5 proc.?

To byłoby bardzo mało, żyję w realnym politycznym świecie i wiem, że to byłoby nie do zaakceptowania.

Istnieje ciągle różnica między wysokością dopłat w różnych państwach UE. Państwa z niższymi dopłatami, głównie w Europie Środkowo-Wschodniej, od lat żądają ich zrównania. To także postulat Parlamentu Europejskiego. W waszej propozycji jest zmniejszenie różnic, ale nie zniesienie. Dlaczego?

Proponujemy podniesienie dopłat dla tych, którzy są poniżej 90 proc. średniej UE, czyli zatrzymujemy się w połowie drogi. Nie możemy iść dalej, bo z powodu brexitu, ale także nowych priorytetów, jak obrona, bezpieczeństwo czy migracja, popieranych też przez Polskę, nie mamy na to pieniędzy. Jak państwa członkowskie dadzą więcej pieniędzy, to możemy pójść dalej. Moim celem dla kolejnego budżetu było zadbanie o interesy małych i średnich gospodarstw rolnych, pomoc dla młodych rolników i ambitne cele klimatyczne i środowiskowe. Nie mogę zapewnić wszystkiego.

Wspomniał pan o wsparciu dla małych i średnich gospodarstw. Rzeczywiście w propozycji jest limit wypłat: stopniowe ograniczenie od 60 tys. euro na gospodarstwo, i ustalenie maksimum na poziomie 100 tys. euro. Dlaczego?

Jestem za sprawiedliwszym rozdziałem funduszy i przesunięciem części od wielkich farm w stronę małych i średnich. Zobaczymy, czy państwa członkowskie, w tym Polska, mnie poprą. Potrzebujemy małych i średnich gospodarstw.

Ale dlaczego to niesprawiedliwe, że wielkie gospodarstwa dostają więcej dopłat?

A dlaczego wielkie farmy mają dostawać po milionie euro, podczas gdy mali gospodarze z trudem utrzymują się na rynku? Musimy przywrócić równowagę. Małe gospodarstwa nie mogą korzystać z instrumentów finansowych, do których mają dostęp te duże. Więksi producenci mają po prostu znacznie więcej opcji finansowania swojej działalności. A my musimy być sprawiedliwi.

Może lepiej, żeby na rynku zostały tylko wielkie farmy? Może to bardziej efektywne z gospodarczego punktu widzenia?

Ja nie chcę oglądać zagłady społeczności wiejskich. Potrzebujemy energii, żywotności na terenach wiejskich i rolników zainteresowanych dostarczaniem publicznych dóbr. Musimy chronić wszystkie sektory, musimy zapewnić odpowiednie gospodarowanie. Jeśli tego nie zrobimy, to skończymy tak jak Stany Zjednoczone, z wielkimi, porzuconymi obszarami rolnymi na Środkowym Zachodzie. Nie chciałbym tego oglądać w Europie. Jestem wielkim zwolennikiem rodzinnego modelu rolnictwa.

Pytanie o liczby. Mówi pan o obniżce o 15 proc. funduszu rozwoju obszarów wiejskich i o 1 proc. filaru pierwszego. Ale krytycy już podają wyliczenia w ujęciu realnym o redukcji odpowiednio o 23 proc. i 15 proc.

Używanie tych kategorii jest wprowadzaniem w błąd. Jeśli ma pani hipotekę i płaci 1000 euro miesięcznie, to za 20 lat też będzie pani płacić 1000 euro miesięcznie. Tak samo opłacani są rolnicy, w cenach bieżących. Przez siedem lat dostają nominalnie tę samą kwotę dopłat. To nie ma nic wspólnego z inflacją. Dopłaty bezpośrednie od 1962 roku nigdy nie były indeksowane. I politycy, którzy się zajmują rolnictwem, powinni o tym wiedzieć, a nie wprowadzać opinię publiczną w błąd. Dla całej UE dopłaty bezpośrednie będą o 3,9 proc. mniejsze niż w 2020 roku.

A po co w ogóle utrzymywać wspólną politykę rolną? Dlaczego nie oddać tego państwom członkowskim i nie doprowadzić do jej renacjonalizacji, skoro są kłopoty z pieniędzmi do wspólnego budżetu UE?

To byłaby bardzo zła decyzja. Europejskie rolnictwo jest konkurencyjne dzięki wspólnym zasadom działania. Gdy od czasu do czasu przydarzają się problemy, to interweniujemy na poziomie europejskim. Mamy wielkie możliwości eksportowe, przede wszystkim w Azji, i bardzo wysokiej jakości żywność i napoje. W 2017 wyeksportowaliśmy produkty rolne za 132 mld euro, co po raz pierwszy w historii dało nam nadwyżkę na poziomie 20 mld euro. Ten rekordowy poziom pozwala na tworzenie miejsc pracy na terenach wiejskich. UE jest traktowana jako jeden organizm na obszarach, z którymi jest powiązana 57 umowami o wolnym handlu. I zaczynamy osiągać dywidendę z tych porozumień

Phil Hogan ma 58 lat, jest irlandzkim politykiem z centroprawicowej partii Fine Gael. Z wykształcenia ekonomista i pedagog, zarządzał rodzinnym gospodarstwem rolnym. Na przełomie 1994 i 1995 r. przez miesiąc był ministrem finansów, potem w latach 2011–2014 ministrem środowiska i społeczności administracji lokalnej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA