Reklama

Cudze mieszkanie to żyła złota

Wynająć lokal, odświeżyć i umeblować, a potem podnająć. To prosta recepta na biznes. Short term rental arbitrage robi furorę w USA. U nas ten biznes dopiero zaczyna raczkować.

Aktualizacja: 04.12.2019 08:06 Publikacja: 03.12.2019 21:00

Nie trzeba być właścicielem mieszkania, by na nim zarabiać

Nie trzeba być właścicielem mieszkania, by na nim zarabiać

Foto: AdobeStock

Prawniczka Joan i nauczycielka matematyki Holly z Atlanty na wynajmie nieruchomości zarabiają od kilku lat. Zaczynały od jednego mieszkania. Teraz mają trzy. Lokale nie należą do żadnej z nich.

– Wynajmujemy mieszkania o gorszym standardzie, wymagające remontu – opowiada Joan. – Remontujemy je i urządzamy. Okazyjnie kupujemy meble na wyprzedażach garażowych. Potem podnajmujemy mieszkania krótkoterminowo za pośrednictwem Airbnb. Oczywiście już za wyższą stawkę. Zarabiamy na różnicy w czynszu.

Trzy mieszkania przynoszą inwestorkom z Atlanty ok. 60 tys. dol. zysku rocznie. Ten biznes dla kobiet pracujących na co dzień w innych zawodach to dodatkowe źródło dochodu.

– A umowy z właścicielem nieruchomości podpisujemy na okres od roku do kilku lat – dopowiada Joan. – W Stanach biznes staje się coraz bardziej popularny. Nie trzeba być właścicielem mieszkania, by na nim zarabiać.

Szkolenia w klubie

Także w Polsce na wynajmie mieszkań chce się wzbogacić coraz więcej osób. Na nowych osiedlach z dobrym adresem inwestorzy kupują nawet co drugie mieszkanie. Część oddaje lokale w zarządzanie wyspecjalizowanym firmom. Ale short term rental arbitrage, czyli zarabianie na nie swoim mieszkaniu, nie jest u nas jeszcze popularny.

Reklama
Reklama

Jak jednak podkreśla Maciej Klukowski, dyrektor home management w sieciowej agencji Metrohouse, w Polsce ten system najmu już działa.

– Jest nawet kilka nieformalnych klubów skupiających osoby zajmujące się podnajmem – mówi. – Kilku trenerów proponuje szkolenia, a w internecie można znaleźć prezentacje takich działań sygnowane przez osoby przedstawiające się jako specjaliści w tej wąskiej branży.

Zdaniem Macieja Klukowskiego głównym argumentem przemawiającym za tym modelem jest duży zasób nieruchomości wymagających remontu. – Są mieszkania nieremontowane nawet przez kilkadziesiąt lat. Ich właściciele, nie mając pieniędzy lub wiedzy, wolą je komuś przekazać i nie zajmować się nimi przez kilka lat – wyjaśnia dyrektor z Metrohouse.

Jednocześnie zwraca uwagę na zagrożenia. Biznesem zajmują się często młode osoby chcące zarobić szybkie pieniądze. – Starają się podnająć dużo mieszkań. Mogą się pojawić problemy z bieżącymi płatnościami – wyjaśnia. A właścicielowi trzeba płacić czynsz, nawet gdy mieszkanie stoi puste.

Jak podaje Maciej Klukowski, marże z podnajmu nie przekraczają 20–25 proc. (minus koszty dostosowania mieszkania). – Brak zainteresowanych oznacza, że interes szybko robi się nierentowny – przestrzega.

Na przeszkody zwraca uwagę także Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments.

Reklama
Reklama

– Co do zasady najemca nie ma prawa do podnajmowania nieruchomości. Odpowiednie klauzule trzeba zapisać w umowie, a nie każdy właściciel się na to zgodzi – mówi. – Trudno też sobie wyobrazić, że właściciele mieszkań zgodzą się na gruntowny remont lokali pod dyktando najemcy. W grę może wchodzić co najwyżej mało kosztowne odświeżenie i home staging, po wcześniejszym zapewnieniu sobie w umowie możliwości podnajmu mieszkania.

Koszty w ryzach

To wszystko, jak podkreśla Bartosz Turek, jest oczywiście możliwe. – Rozwiązanie wymaga jednak nie tylko bardzo dobrej znajomości rynku, ale też wyczucia stylu i trzymania kosztów w ryzach – podkreśla analityk HRE Investments.

– Trudno też jest mi sobie wyobrazić, aby zaniedbane mieszkanie, za które właściciel żąda np. 2,5 tys. zł miesięcznie, wynająć – po podniesieniu jego standardu – za więcej niż 3–3,5 tys. zł. W takim przypadku nakłady na odświeżenie rzędu 10 czy 20 tys. zł, które wydają się niezbędnym minimum, zwracałyby się ponad rok – wskazuje Bartosz Turek.

Zwraca też uwagę na bardzo dużą konkurencję na rynku najmu krótkoterminowego. Czasem dochodzi do zaniżania stawek.

– Flipping na rynku najmu nie jest więc prostym i bezpiecznym zajęciem, choć bez wątpienia pozwala na rozpoczęcie przygody na tym rynku bez dużego zasobu gotówki, która jest potrzebna na zakup mieszkania – przyznaje.

Za cenę jednego lokalu w dużym mieście, w tym modelu, jak szacuje analityk HRE Investments, można pozyskać i przygotować do wynajmu kilka lokali. – Dlatego chętni na podjęcie niemałego przecież ryzyka mogą się znaleźć – ocenia Bartosz Turek. Dodaje, że znane są też przykłady firm, które wynajmują mieszkania i podnajmują je na krótko. – Firmy te dobrze sobie radzą i osiągają porządne zyski – podkreśla.

Reklama
Reklama

Także Artur Kaźmierczak, partner współzarządzający Grupą Mzuri, mówi o operatorach zajmujących się takimi inwestycjami.

– Z reguły wynajmują duże mieszkania, by je udostępniać długoterminowo na pokoje – przypomina. – Taki sposób prowadzenia biznesu wynika z niechęci właścicieli mieszkań do samodzielnego prowadzenia najmu na pokoje, a w pewnej mierze także z nieświadomości możliwości powierzenia najmu operatorowi, który zarządzałby mieszkaniem w ich imieniu, co byłoby dla nich finansowo bardziej korzystne – dodaje.

A Maciej Klukowski komentuje, że takie rozwiązania sprawdzają się najlepiej w większych miastach, gdzie nie ma problemu z szybkim znalezieniem najemcy.

Nieruchomości
Deweloper obiecał mieszkanie za złoty medal w igrzyskach. Zmienia zasady dla Kacpra Tomasiaka
Nieruchomości
Rejestr Cen Nieruchomości otwarty. Rynek bardziej przejrzysty, ale są hamulce
Nieruchomości
Lublin, drony, obligacje. Interbud planuje ekspansję do nowych miast
Nieruchomości
Parki handlowe dojrzewają, galerie zyskują drugie życie
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama