fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wynagrodzenia

Podwyżka płacy minimalnej może zmienić w 2020 r. mapę zarobków

Adobe Stock
Na największe zwyżki wynagrodzeń mogą teraz liczyć osoby najmniej zarabiające. Ale jest też ryzyko, że stracą pracę.

Zróżnicowanie regionalne zarobków w Polsce nadal jest dosyć duże. Najwyższe wynagrodzenia można uzyskać zwykle w wielkich miastach i silnych ośrodkach przemysłowych, podczas gdy na tzw. prowincji jest znacznie słabiej.

Czytaj także: Duży koszt skokowego wzrostu płacy minimalnej

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w ostatnich latach najwyższą średnią płacą mogły się pochwalić miasto Jastrzębie-Zdrój (zagłębie górnicze) i powiat lubiński (tu swoją siedzibę ma firma KGHM Polska Miedź). W 2018 r. wynosiła ona odpowiednio 8,1 tys. oraz 7,9 tys. zł. Na drugim biegunie był powiat kępiński (woj. wielkopolskie), gdzie średnia płaca była 2,5 razy niższa i wynosiła tylko 3,1 tys. zł.

Regionalna mapa płac

Takich miejsce, gdzie przeciętne wynagrodzenie jest dość niskie, mamy w Polsce całkiem sporo. W sumie, jak wynika z naszej analizy, aż w 94 proc. powiatach w Polsce było ono niższe niż przeciętna płaca w Polsce.

Duże regionalne zróżnicowanie płac pokazuje też opracowanie przygotowane przez PKO BP. Eksperci banku przyjrzeli się szczegółowej strukturze wynagrodzeń we wszystkich powiatach i policzyli, jakie są zarobki grupy 25 proc. najsłabiej opłacanych pracowników. Okazało się, że tylko w ok. 100 powiatach grupa ta zarabia powyżej 2600 zł brutto (czyli powyżej przyszłorocznej płacy minimalnej), za to w pozostałych ok. 280 – mniej niż 2600 zł.

Czytaj także: „Płaca minimalna to nie zabawka”. Będą zwolnienia i wzrost szarej strefy

PKO BP podsumowuje, że tak duże zróżnicowanie zarobków oznacza, że wyraźne podwyżki minimum płacowego od stycznia 2020 r. mogą wywołać rewolucję na regionalnych rynkach pracy, gdyż obejmą znaczący odsetek lokalnych pracowników. Te podwyżki to efekt wzrostu płacy minimalnej aż o 15,6 proc., z 2250 zł w 2019 r. do 2600 zł. Tak postanowił rząd PiS, a prezes Jarosław Kaczyński zapowiedział, że płacowe minimum w ciągu trzech lat ma wzrosnąć nawet do 4 tys. zł.

Podwyżka czy zwolnienie

Jednocześnie może to oznaczać zmiany na regionalnej mapie wynagrodzeń i lekkie zmniejszenie różnic w poziomie zarobków w metropoliach i na prowincji. – Tam gdzie dziś płace są najniższe, można spodziewać się większych podwyżek – przyznaje Andrzej Kubisiak, ekspert rynku pracy Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Różne badania potwierdzają, że istotną cechą polskiego rynku pracy jest duże zróżnicowanie płac w zależności od branży czy lokalizacji firmy. Tak duży wzrost płacy minimalnej będzie więc najbardziej odczuwalny w powiatach poza wielkimi ośrodkami i w zawodach niewymagających wysokich kwalifikacji – dodaje Kubisiak.

Ekonomiści podkreślają, że zmiany w strukturze wynagrodzeń są możliwe, jednak wiele zależy też od tego, jak zachowają się pracodawcy. – Jeśli strategią firmy w odpowiedzi na wzrost płacy minimalnej będą zwolnienia, to owszem, słabiej opłacani pracownicy sporo zyskają, ale tylko ci, którzy utrzymają pracę – zauważa Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska.

Różne strategie firm

Skąd te zwolnienia? – Podniesienie minimalnego wynagrodzenia o 15,6 proc. to decyzja administracyjna i oznacza dla sporej części firm skokowy, niewynikający z warunków rynkowych, wzrost kosztów pracy – wyjaśnia Monika Fedorczuk, ekspert Konfederacji Lewiatan. – Firmy muszą się do tego wzrostu jakoś dostosować, w niektórych przypadkach mogą to zrobić właśnie poprzez zwolnienia, przejście do szarej strefy albo wzrost cen świadczonych usług czy wytwarzanych produktów – zaznacza ekonomistka.

Z ostatnich badań agencji zatrudnienia Randstad Polska wynika, że w Polsce prawie połowa pracodawców zatrudnia przynajmniej część pracowników w oparciu o płacę minimalną. Dla nich duży wzrost płacowego minimum jest więc sporym wyzwaniem. Jak sobie z nim poradzą? Prawie 20 proc. z tej grupy nie widzi żadnego problemu, ale 15–30 proc. planuje dostosowanie po stronie zatrudnienia.

Około 26 proc. firm planuje wstrzymanie rekrutacji nowych pracowników, tak by nie zwiększać swojego funduszu płac. Jednak aż 18 proc. deklaruje wprost, że zwolni część załogi. Z analiz Credit Agricole Bank Polska wynika, że do 2024 r. – jeśli płaca minimalna wzrośnie do 4 tys. zł – liczba pracujących (poza sektorem rolnictwa) ukształtuje się na poziomie o 104–460 tys. pracowników niższym (w scenariuszu optymistycznym lub pesymistycznym) niż w przypadku, gdyby płaca minimalna rosła w dotychczasowym tempie.

Pensja pod stołem

Co szósty (16 proc.) z pracodawców badanych przez Randstad chce w związku z podwyżką płacy minimalnej stosować więcej elastycznych form zatrudniania. Będzie więc zachęcać swoich pracowników do samozatrudnienia, pracy tymczasowej czy ograniczy liczbę godzin pracy.

Nikt się do tego nie przyznaje, ale zdaniem ekonomistów można się też spodziewać wzrostu zatrudnienia półoficjalnego lub nieoficjalnego i tzw. wypłat wynagrodzeń pod stołem. Takie zjawiska mogą mieć miejsce głównie w mikrofirmach, i to właśnie na lokalnych rynkach.

Z kolei ok. 29 proc. firm deklaruje, że zostaną wstrzymane podwyżki wynagrodzeń pracowników o wyższych płacach. – To pozwoliłoby pracodawcom na bardziej elastyczne zarządzenie swoim funduszem płac. I myślę że taka strategia może być dosyć popularna, w efekcie zobaczymy w przyszłym roku stabilizację wyższych płac, a wysoki wzrost tych niskich – komentuje Andrzej Kubisiak.

Ceny w górę

Najczęściej jednak firmy (44 proc.) chcą normalnie zapłacić więcej pracownikom, a poniesione koszty zrekompensować wyższymi cenami oferowanych towarów lub usług. – Może tak się zdarzyć głównie w przypadku podstawowych usług, bo tam trudno o wzrost produktywności pracy w wyniku zastosowania nowych rozwiązań technologicznych czy automatyzacji pracy – zauważa Kubisiak.

Zdaniem Jakuba Borowskiego w sumie podwyżka płacy minimalnej od stycznia 2020 r. może dołożyć do inflacji ok. 2,5 pkt. proc. Ale nie jest to jakoś strasznie dużo. – Proszę pamiętać, że część branż, gdzie jest sporo pracowników otrzymujących płacę minimalną, nie ma wpływu na inflację konsumencką. Przykładowo w budownictwie wyższe koszty pracy mogą oznaczać wyższe ceny mieszkań czy budowy dróg, ale to nie liczy się do koszyka dóbr konsumenckich – zaznacza Borowski. Podobnie usługi administracji publicznej, choć świadczy je sporo osób – także tych o niskich wynagrodzeniach – zwykle nie mają ceny, bo nie płacimy za nie. – Skokowa podwyżka płacy minimalnej to jednak opowieść głównie o zmianach na rynku pracy, a nie poziomu cen – podsumowuje Borowski.

Jak rosną płace w regionach

Duże zróżnicowanie wynagrodzeń widać także na poziomie województw. Najwyższe jest w województwie mazowieckim. W okresie styczeń–październik 2019 r. przeciętna płaca wynosiła tu już nieco ponad 6 tys. zł. W woj. dolnośląskim i pomorskim przekraczała 5,2 tys. zł, a na kolejnych miejscach plasują się woj. śląskie i małopolskie (powyżej 5 tys. zł). Najniższe płace mają wschodnie regiony Polski, z woj. warmińsko-mazurskim na czele, gdzie średnie wynagrodzenie to ok. 4,1 tys. zł. W woj. podkarpackim, lubelskim, świętokrzyskim i podlaskim nie przekraczało zaś 4,4 tys. zł.

W ciągu ostatniego roku dobra koniunktura na rynku pracy i w gospodarce przyniosła podwyżki praktycznie we wszystkich regionach. Ciekawe jednak, że wbrew oczekiwaniom w mniej zamożnych województwa wzrost wcale nie był największy. W woj. warmińsko-mazurskim wyniósł w 2019 r. (w okresie styczeń–październik w porównaniu z okresem styczeń–październik 2018 r.) tylko 5,4 proc., zaś w woj. kujawsko-pomorskim – 8,7 proc. W pozostałych regionach Polski wschodniej podwyżki sięgnęły od 5,9 do 6,6 proc.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA