fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2020

Bogusław Chrabota: Poważne pytania do Szymona Hołowni

Fotorzepa/ Sławomir Mielnik
Start w wyborach prezydenckich znanego dziennikarza to pozornie dobra wiadomość. W wyścigu pojawia się człowiek o niekwestionowanych walorach moralnych i umysłowych. Czasy nas jednak uczą, że idealizm i marketing to za mało, by mądrze rządzić.

W sprawie zgłoszonej w niedzielę kandydatury Szymona Hołowni do wyścigu prezydenckiego mam mieszane uczucia. Pozornie to świetna wiadomość. Zadeklarował swój start znany dziennikarz, kolega z łamów „Rz" (był przez chwilę felietonista naszego tytułu), człowiek o niekwestionowanych walorach moralnych i umysłowych. Zapewne też nieskażony genem zła, często towarzyszącym czynnym politykom. Na dodatek realizuje obywatelski sen o istocie demokracji. Chce pokazać, że po prezydenturę może sięgnąć każdy, kto o takiej funkcji zamarzy i będzie miał wystarczająco dużo siły, by swój plan zrealizować.

Odpowiada też na ckliwe pojękiwania części polskich elit, które polityki i polityków szczerze nienawidzą, uznając, że to patologia, brud i korupcja. To właśnie im marzy się kandydat „spoza układu", który siłą swojej aureoli odrodzi polską politykę i sprawi, że będzie ona odtąd czysta, dobra i piękna. I to ktoś – kto jak Hołownia – tak pięknie potrafi o tym mówić. Kandydat Hołownia jest jak miód na ich obolałe serca.

Ale jest też druga strona medalu, z której wynikałoby, że wszystko co powyżej to brednie i banały. Bo kandydatura redaktora Hołowni to próba sięgnięcia po władzę przez człowieka kompletnie do tego nieprzygotowanego. A może nawet nie chodzi o żadną władzę, tylko o happening, hucpę, kampanię marketingową, za którą stoi stacja telewizyjna lub jakiś produkt, na przykład seria kolejnych książek Hołowni?

Odrzućmy na bok te podejrzenia. Pozostańmy przy intencjach kandydata. Pytam go więc na poważnie: jakie ma doświadczenie w polityce? Jaki dorobek? Jak gruby kajet z propozycjami i notes z numerami telefonów? Co o niej w ogóle wie, skoro nigdy w niej nie uczestniczył, a nawet o niej nie pisał? Pytam brutalnie, bo w polityce, prócz pięknoduchostwa i umiejętności retorycznych, podobnie jak w każdym wykonywanym na poważnie zawodzie, potrzebne są kompetencje i kwalifikacje. Jak grubą skórę ma Szymon Hołownia, by wytrzymać hejt, który pojawi się w trakcie kampanii? Jak sobie poradzi ze śmiesznością, kiedy z niej zrezygnuje bądź ją przegra? Co powie wtedy ludziom, którzy mu zawierzyli?

Czasy nas uczą, że sam idealizm i marketing to za mało, by mądrze rządzić. Mamy prezydentów spoza polityki tu i tam, i oba przypadki, każdy bardziej od drugiego pokazuje, że demokracja przy ich wyborze cierpiała chwilowo na śmierć mózgową. Czekam więc na poważną odpowiedź. Staje się to jeszcze ważniejsze po debacie kandydatów PO.

Czy bliżej nam do Europy Zachodniej czy do Ukrainy? Jesteśmy dojrzałą demokracją, czy gromadą desperatów? Na te pytania Polacy i Szymon Hołownia dostaną odpowiedź późną wiosną.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA