fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2020

PILNE: Szymon Hołownia ogłosił start w wyborach prezydenckich

Fotorzepa, Sławomir Mielnik
Publicysta Szymon Hołownia oficjalnie ogłosił swój start w wyborach prezydenckich w 2020 roku. - Czas na człowieka, który - przychodząc z dołu - naprawi to, co zostało zepsute od góry - mówił Hołownia w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim.

Szymon Hołownia ogłosił swoją decyzję podczas spotkania pod hasłem "Dlaczego i po co", które odbywa się w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim.

"Coś się kończy, więc coś się zaczyna. Chcę z Wami o tym porozmawiać. Spotkajmy się w Gdańsku w niedzielę, 8 grudnia" - tak Hołownia zapraszał na nie na Facebooku.

Oświadczenie Hołowni poprzedził krótki film "My - łączy nas znacznie więcej", w którym poinformowano, że ponad 70 proc. Polaków uważa, że prezydentem Polski może być ktoś, kto nigdy wcześniej nie zajmował się polityką.

- Dlaczego Teatr Szekspirowski? Żeby zakończyć hamletyzowanie: kandyduje czy nie kandyduje. Dlaczego Gdańsk? Bo tu dobrze jest coś zacząć. Ale i dlatego, że prawie rok temu zobaczyliśmy coś, co spowodowało, że coś w nas pękło: Polak zabił Polaka. Tu zaczęło się burzenie wspólnoty. Ale w szoku nie można tkwić za długo  - mówił Hołownia.

Szymon Hołownia mówił, że żyje w świecie miliona szans, ale i w takim, w którym zaraz zabraknie wody w rzekach, w którym miliard ludzi głoduje mimo nadprodukcji żywności. - W Polsce z kolei nie skończyły się jeszcze lata 90., czas polityki prowadzonej siekierą. Ale mamy XXI wiek, w którym politykę prowadzi się nie siekierą, a skalpelem - mówił.

Wspomniał, że dwie prowadzone przez niego fundacje nauczyły go, że można poprawić świat o centymetr, potem kolejny, a potem zobaczyć, że poprawiło się kawał świata.

- Polityka to jedno z narzędzi do zmieniania, a nie bagno. Polityka jest po to, żeby pomagać ludziom odkrywać moc, jaka w niej tkwi. Chcę takiej Polski, która bardziej niż o ławeczki niepodległości dba o 14 milionów wykluczonych komunikacyjnie Polaków. O transseksualną dziewczynę, która, zaszczuta, rzuciła się z mostu - mówił..

- Wyrosłem w Polsce przemawiającej, chce Polski rozmawiającej. Chcę Polski mocno zakorzenionej w światowej wspólnocie. Polski, w której wszyscy przestrzegamy reguł, w której nawet prezydentowi nie wolno chodzić na skróty przez trawnik - mówił.

Hołownia, postrzegany jako publicysta katolicki, powiedział, że potrzebny jest "przyjazny rozdział Kościoła od Państwa".

Stwierdził, że takich zmian nie jest w stanie przeprowadzić polityk - część systemu, który się zawiesił. - Aby się odwiesił, trzeba zamontować w nim niepartyjny bezpiecznik. Nie zrobi tego nikt z partii. Potrzebny jest arbiter, który z różnych partii wyłapie tych, którzy naprawdę chcą zmiany. Prezydent nie jest strażnikiem żyrandola, ma całe mnóstwo ustrojowych narzędzi, by być gwarantem tego, że zmieści się w tym kraju i wyborca PiS, i PO i innych partii. By robić taką Polskę,w której, mimo że jej mieszkańcy się nie zgadzają, są w stanie ze sobą rozmawiać. Powiem wprost - chcę kandydować na prezydenta - potwierdził Hołownia.

Podziękował tym, którzy już po pojawieniu się medialnych pogłosek zareagowali - i tym, którzy go w tej decyzji wspierali, i tym, którzy zareagowali hejtem.

- Dziękuję tym, którzy na pogłoski o moim kandydowaniu reagowali hejtem, bo potwierdzili moją tezę. Polska, w której ktoś obraża kogoś kto ma inne poglądy, nie jest Polską, której chcę - mówił.

Pytany o źródło finansowania swojej przyszłej kampanii Hołownia stwierdził, że chciałby odpowiedzieć, iż do bogatego towarzystwa jezuitów przystąpiła Dominika Kulczyk i wspólnie będą go finansować, ale musi zdementować ewentualne plotki.

- Głęboko wierzę w finansowanie społecznościowe. Nie mam partii, nie mogę liczyć na fundusze partyjne - mówił Hołownia. Powiedział, że początek kampanii finansuje z własnych oszczędności, a liczy na pieniądze od swoich zwolenników. Dodał też, że funkcjonowanie jego dwóch fundacji - Kasisi i Dobra Fabryka (pierwsza prowadzi największy w Zambii dom dziecka, druga organizuje pomoc m.in. dla Bangladeszu, Rwandy czy Senegalu) nauczyło go, że jeśli ludziom na czymś zależy, potrafią w to wiele zainwestować. - Nie wesprą mnie partyjne przelewy, struktury, wielki biznes, Nie potrzebuję ich, bo mam Was - mówił.

Pierwsze informacje o możliwym starcie Hołowni pojawiły się już na początku listopada.

Czytaj także: Migalski: Hołownia, czyli problem partii

Pogłoski wzmógł fakt, że popularny dziennikarz i publicysta po 12 latach zrezygnował z udziału w programie "Mam talent" w TVN, który prowadził z Marcinem Prokopem. Sam Hołownia jednak unikał komentowania doniesień medialnych.

Od listopada jego nazwisko pojawia się w sondażach badających szanse poszczególnych kandydatów w nadchodzących wyborach. Poparcie dla Hołowni w pierwszej turze wahało się od 3 do ok. 8 pkt. proc.

W ostatnim z nich, z 1 grudnia, respondentów spytano, na kogo oddaliby głos, gdyby w drugiej turze znaleźli się Andrzej Duda i Szymon Hołownia. Taki układ dużo większe szanse daje obecnemu prezydentowi - na Dudę oddałoby głos 48,3 proc. ankietowanych. Na Hołownię - 28 proc.

Szymon Hołownia debiutował także w rankingu zaufania IBRiS dla Onetu: ufa mu  20,2 proc. ankietowanych (w tym 8,1 proc. - decydowanie). Nie ufa mu  7,2 proc., ale aż 46,1 proc. respondentów Hołowni nie zna.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA