Materiał: CENTRUM STRATEGII ROZWOJOWYCH

Wydarzeniem, któremu nie nadajemy właściwego znaczenia, jest oczekiwane dołączenie Polski do Grupy G20. Rozmawiając z 26-latkiem, trudno wyjaśnić, że to, jak wyglądała Polska w 1991 r., nie zapowiadało tego, co pod względem gospodarczym mamy obecnie i co jest naszym ewidentnym sukcesem. Postawa młodszych pokoleń jest postawą „prawa nabytego” – dobrobyt jako część pejzażu, mamy go na stałe. Mimo że jest to naturalne, są w tej postawie pewne niebezpieczeństwa, główne z nich polega na przekonaniu, że następny rozdział napisze się sam.

Zarówno klasycy rozwoju osobistego, zarządzania, jak i strategii militarnej wiedzą, że brak wyznaczonej agendy z celami nie pozwala wykorzystać nadarzających się okoliczności. Historycznie długofalowy cel pod roboczym hasłem UE i NATO pozwolił nam na skuteczną koncentrację zasobów i wspólnych wysiłków, nie można nie doceniać wpływu szczęścia i opatrzności. Chociaż dobrze wiemy, że szczęściu trzeba pomóc i o tym, że sprzyja ono odważnym.

Jesteśmy w momencie, gdzie bez zdefiniowania następnych ambicji może nas czekać dryf rozwojowy. Rzeczywistość wokół nas dokonuje dynamicznych przewartościowań w konkretnych kierunkach. Możemy z tych nowych wiatrów korzystać lub walecznie sprzeciwiać się globalnym trendom, pewnie z nikłym sukcesem.

Kierunkiem, do którego mamy zasoby, który inspiruje, jest dalszy etap rozwoju gospodarczego nazwany roboczo „w drodze do G7”. To podejście może być nazwane megalomanią – raptem jesteśmy w przedsionku G20. Z kolei dla ludzi zajmujących się rozwojem gospodarczym jest to głębia strategiczna i ambicja rozwojowa. To nie jest tak, że musimy znaleźć się w G7 (chociaż byłoby optymalnie), chodzi o „wyśnienie ambicji” – poruszanie się po wyznaczonej ścieżce może zaprowadzić nas np. do pozycji G10, ale to znacznie lepiej niż dryf rozwojowy.

Od wizji i ambicji zaczyna się ruch i bieg, a wiemy dobrze, że nie pobiegniemy maratonu ze skręconą nogą. Oprócz wielu doraźnych problemów rozwiązanie co najmniej dwóch daje możliwość podjęcia wyzwania. W drodze do G7 to projekt przekraczający perspektywę jednej kadencji. Konieczny jest konsensus polityczny wokół najważniejszych kierunków i sposobów ich realizacji. Gospodarka nie jest lewicowa ani prawicowa, gospodarka ma budować dobrobyt społeczeństwa i wzrost gospodarczy. Co czteroletnie diametralne rewizje kierunków nie służą nam. Adaptacja, elastyczność to oczywistość, ale jest to czymś innym niż kwestionowanie głównych kierunków i strategicznych projektów.

Żeby biec maraton, konieczny jest potencjał, a w maratonie gospodarczym to zdolność do konkurowania, to cena energii. Bez działań obniżających ceny energii dla przemysłu nie jesteśmy w stanie rozpocząć tego biegu. Obecna pozycja konkurencyjna Niemiec w tym aspekcie jest lepsza niż nasza. Nie mówiąc o potencjalnym dołączeniu Ukrainy do UE. Jest kilka doraźnych metod poprawienia naszej konkurencyjności w tym aspekcie bez rujnowania budżetu państwa.

Państwa G7 zbudowały swoją siłę poprzez wychodzenie na rynki zewnętrzne, często poprzez prowadzenie wojen ekonomicznych, zdolności do ekspansji i budowania przewag. Każde państwo należące do G7 ma kilka firm o znaczeniu globalnym. Bez zbudowania takich przedsiębiorstw, co jest domeną wspólnego działania prywatnego i państwowego biznesu (czasami wspólnie), realnego działania instytucji państwa we wspieraniu kierunków ekspansji, wykorzystywania narzędzi dyplomacji i służb we wsparciu takich projektów, nie da się osiągnąć postępu w tym obszarze. Są różne modele (japoński, amerykański, europejski) w tym obszarze, jest z czego korzystać w wypracowaniu i wdrożeniu doktryny.

Szacuje się, że w ciągu kilkunastu najbliższych lat Polska może wydać ponad 1,3 bln zł na różnego typu projekty infrastrukturalne, energetyczne, zbrojeniowe. Udomowienie tych pieniędzy i zbudowanie na nich kompetencji pozwalających na wychodzenie na rynki zewnętrzne to nisko wiszące owoce. Local content to czasownik nie rzeczownik, należy go robić i nie jest to wcale tak skomplikowane, jest wiele sprawdzonych przez naszych sąsiadów praktyk.

Obecnie bezpieczeństwo i gospodarka to dwie strony tej samej monety. Silna gospodarka daje nam możliwość bycia bezpiecznym i na odwrót. Polska, zapewniając bezpieczeństwo Europie, bo tak to realnie zaczyna wyglądać, ma legitymację i potencjał do zarabiania na tym. „Polish Fortress” to zarówno centra produkcyjne, centra serwisowe, jak i odblokowanie potencjału polskich MSP w kontekście technologii podwójnego zastosowania i przemysłu obronnego. Szczególnie istotne jest realne otwarcie się na mniejsze i średnie podmioty, rozwiązanie po stronie państwa, które temu sprzyjają i dają przewidywalność.

Czas ucieka, świat nie czeka. W czasach, w których aktualne stało się hasło, że tylko zmienność jest niezmienna, od naszej energii, adaptacyjności i ambicji zależy bardzo dużo. Warto zacząć od tego, na co mamy realny wpływ, zostawiając duchowi historii jego domenę. Taka jest właśnie idea konferencji Poland Future Summit.

Materiał: CENTRUM STRATEGII ROZWOJOWYCH