fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Warszawa

Pałac Saski - determinacja albo kompromitacja

Stare zdjęcie Pałacu Saskiego. Widok od strony fontanny w Ogrodzie Saskim
Fotorzepa/ Darek Golik
Jeśli prezydent Andrzej Duda nie weźmie sprawy w swoje ręce i nie upomni się o Pałac Saski, ten, zamiast pomnikiem niepodległości, pozostanie trwałym symbolem politycznej i urzędniczej niemocy. Dla prezydenta to walka o własną wiarygodność. Czasu na działanie jest coraz mniej - pisze Piotr Otrębski, dziennikarz i varsavianista.

W stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości dobiegła końca wieloletnia dyskusja o przyszłości zachodniej pierzei placu Piłsudskiego w Warszawie. Deklaracja Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej o restytucji Pałacu Saskiego miała być symboliczną inauguracją odbudowy – zgodnie z wolą głowy państwa – dla uczczenia stulecia niepodległości. Jak przekonywał Andrzej Duda, Pałac Saski wraz z Grobem Nieznanego Żołnierza ma stanowić „trwały pomnik niepodległości i symbol ciągłości państwowej oraz przywiązania obywateli do rodzimej kultury i dziedzictwa”. Premier Mateusz Morawiecki zaproponował nawet nazwanie gmachu Pałacem Niepodległości. Wielu urzędników zapewniało, że prace budowlane na placu Piłsudskiego rozpoczną się bez zwłoki: minister kultury Piotr Gliński zapowiadał, że odbudowa będzie „sprawna”, a przedstawiciel prezydenta – minister Wojciech Kolarski podkreślał, że ruszy jeszcze w 2019 roku, w oparciu o szczegółową „mapę drogową”. 27 lutego, po przełomowej wspólnej konferencji Marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego i Prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego wydawało się nawet, że udało się powrócić do czasów, kiedy próbę odbudowy podjęto ponad partyjnymi podziałami. W maju 2007 roku media informowały, że wokół kwestii odbudowy panuje polityczna zgoda, a przedstawiciele PiS-u i PO mówią jednym głosem: trzeba odbudować Pałac Saski i kamienice przy ul. Królewskiej. Jak dobrze pamiętamy, była to wówczas wola prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego.

Krok naprzód, krok wstecz

Ostatnie miesiące pokazały jednak, że wszystko nam się mogło tylko wydawać, a dyskusja do dziś zdaje się trwać w najlepsze. Czy zatem znów stoimy w punkcie wyjścia, a idea odbudowy została wpisana w ramy sporu politycznego? Osobiście znam wpływowe osoby, a nawet całe środowiska warszawskie, które w zależności od konfiguracji politycznej zmieniają swój stosunek do odbudowy Pałacu Saskiego.

Sytuacja dodatkowo skomplikowała się po wyborach. 12 listopada (wybór nowego marszałka Senatu) stało się jasne – odbudowa tego ważnego i niezwykle symbolicznego gmachu przy najważniejszym placu w Polsce potrzebuje porozumienia ponad podziałami politycznymi. Pomimo utraty przez PiS Senatu, restytucja Pałacu wciąż jest możliwa, jednak teraz partycypacja polityczna i społeczna w tym przedsięwzięciu musi być jak najszersza. Kluczem do sukcesu nadal pozostaje determinacja obozu władzy. Bez niej zapewne nic się nie wydarzy. Tymczasem nawet nie wiadomo kto miałby sprawę dalej poprowadzić, a wielu urzędników państwowych w sprawie Pałacu nabiera wody w usta.

Miasto niechętne, ale nie będzie przeszkadzać

Stolica rządzona przez Hannę Gronkiewicz-Waltz nie chciała wznowienia odbudowy Pałacu Saskiego wstrzymanej przez prezydent w 2008 r. Swój wyraźny sprzeciw wielokrotnie artykułował stołeczny konserwator zabytków Michał Krasucki, który chciał zachowania status quo z wieczną ruiną Grobu Nieznanego Żołnierza. Jednak po zmianie w warszawskim ratuszu stosunek do Pałacu też musiał się zmienić. Zastępca Rafała Trzaskowskiego, Paweł Rabiej szedł do wyborów samorządowych z hasłem odbudowy zburzonego w grudniu 1944 r. przez Niemców gmachu. Temat na potrzeby kampanii wyborczej Nowoczesnej wyciągnął Sławomir Potapowicz, obecnie wiceprzewodniczący Rady Warszawy z ramienia większościowego klubu KO. Samorządowiec, jak sam deklaruje, wciąż jest zwolennikiem odbudowy Pałacu Saskiego i będzie wspierał działania w tej sprawie.

Prezydent Trzaskowski i Marszałek Karczewski powołali wielostronny zespół roboczy do ustalenia najważniejszych kwestii dotyczących odbudowy. Zarysowała się wspólna idea po dwóch stronach politycznej barykady. Władze miasta deklarują otwartość i od początku biorą udział w pracach nad projektem porozumienia dotyczącego zamiany gruntów i wytycznych dla odbudowy Pałacu Saskiego. Wiceprezydent Michał Olszewski przekonuje: nie będziemy blokować tej inwestycji. Rafał Trzaskowski, choć podkreśla swój sceptycyzm wobec inwestycji, podtrzymuje wolę współpracy z rządem. Trzeba wyraźnie stwierdzić, że wbrew temu, co mówił prezydent stolicy w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, Pałac Saski nie dość, że nie „zaburzy miejskiej przestrzeni”, to stanie się tak bardzo pożądanym elementem organizującym i porządkującym tę przestrzeń.

Stanowisko stołecznego ratusza pozostaje więc ambiwalentne. W rzeczywistości chodzi o to, żeby zadbać o interesy Miasta – nie stracić gruntów i nie partycypować w kosztach realizacji. Michał Krasucki, choć niechętny odbudowie, wysłał niedawno dwa – pozytywne dla zwolenników restytucji – sygnały: po pierwsze, stwierdził w Radiu Warszawa, że gdyby miał wybierać, to wybrałby historyzującą architekturę zachodniej pierzei placu Piłsudskiego, a nie zabudowę rodem z wizualizacji prof. Marka Budzyńskiego (głośna w ostatnich tygodniach wrzutka z propozycją nowoczesnych gmachów przy placu), po drugie zapowiedział, że grupa robocza do stołu rozmów z pewnością wróci. Kiedy?

Brakuje człowieka

W rocznicę ogłoszenia restytucji Pałacu Saskiego ubiegający się o reelekcję prezydent Andrzej Duda do sprawy nie wrócił. Przemawiając 11 listopada na placu Piłsudskiego nawet nie zająknął się o Saskim - pomniku niepodległości. Dla wielu to sygnał, że realizacja zeszłorocznej zapowiedzi może być trudniejsza niż się wydawało, a co gorsza – może się skończyć tak jak z zapowiadanym wcześniej przez prezydenta referendum konstytucyjnym. Tak może być, ale nie musi, bo w przeciwieństwie do referendum – restytucja Pałacu Saskiego jest wolą najwyższych organów państwa i testamentem Lecha Kaczyńskiego.

Niestety, ostatnie spotkanie grupy roboczej w skład której wchodzą przedstawiciele Prezydenta RP, Senatu, strony rządowej, Miasta Stołecznego oraz społecznicy ze stowarzyszenia Saski 2018, odbyło się w lipcu. Zabrakło na nim kilku kluczowych dla procesu postaci – m.in. generalnej konserwator zabytków Magdaleny Gawin i Michała Krasuckiego. Na spotkaniu dyskutowano jednak już najważniejsze szczegóły porozumienia, takie jak zakres działek przeznaczonych do zamiany oraz kwestie techniczne sporządzenia operatów szacunkowych.

Krótko przed październikowymi wyborami, spowolnienie prac minister Gawin tłumaczyła kalendarzem wyborczym. Jednocześnie w rozmowie ze mną zadeklarowała: Pałac Saski na pewno zostanie odbudowany. Problem w tym, że prace grupy roboczej koordynowała do tej pory kancelaria Senatu, a dla skrzydła południowego i kamienic przy ulicy Królewskiej ustalono nawet przyszłą funkcję – siedzibę Senatu. Jak można nieoficjalnie usłyszeć, nowy marszałek Tomasz Grodzki pilnej potrzeby przeprowadzki Izby już nie widzi, choć problemy z obecną siedzibą Senatu są powszechnie znane. W 2017 roku Centrum Informacyjne Senatu wyjaśniało, że „sala posiedzeń jest za mała, brakuje biur, a część urzędników pracuje bez światła dziennego”. Zgadzał się z tym nawet wicemarszałek Bogdan Borusewicz z PO.

Nie wydaje się by nowa kancelaria Senatu koordynację pracy grupy roboczej uznawała za priorytet. Możliwości dalszych działań są zatem dwie: sprawę przejmie rząd lub - ponownie - Pałac Prezydencki. Jako że inicjatywa wyszła od prezydenta, naturalnym wydawałoby się, że to administracja głowy państwa winna rzecz doprowadzić do końca. Pytanie tylko czy będzie się komu tym zająć? W kuluarach od dawna zwracano uwagę, że brakuje osoby oddelegowanej do sprawy Pałacu Saskiego. Wszystkie działania zdawały się być prowadzone przy okazji, po godzinach, przez co roczny bilans prac grupy roboczej nie jest zadowalający.

Specustawa

W pierwszym roku od deklaracji prezydenta zabrakło uchwalenia zapowiadanej przez kilka miesięcy specustawy. Już w lutym marszałek Karczewski deklarował, że trwa „końcowa faza prac nad specustawą, która dokładnie określi warunki i harmonogram odbudowy Pałacu Saskiego”. Poza określeniem harmonogramu ustawa miała również zapewnić, że odbudowany gmach ponownie stanie się wizytówką stolicy. Jak podkreślała minister Gawin, planowano powołanie zespołu konserwatorów, którzy dopilnują, by odbudowa przebiegła jak najwierniej wobec pierwowzoru. Istotne miało być również skrócenie procedur umożliwiających priorytetowe potraktowanie inwestycji.

Niestety projekt ustawy nie został przedłożony ani przez prezydenta, ani przez Radę Ministrów, ani nawet przez Senat pilotujący rozmowy z prezydentem Warszawy.

Teraz sprawy w swoje ręce musi wziąć prezydent Duda. Nie tylko dlatego, że w kampanii będzie rozliczany z tak ważnej i uroczystej deklaracji, ale też dlatego, że jako głowa Państwa powinien przedsięwzięciu cały czas patronować i dbać o jego realizację w duchu szerokiego porozumienia. W przypadku fiaska, zmiana układu sił w Senacie, ani nawet niechęć Miasta Stołecznego nie będzie dla obozu władzy żadnym wytłumaczeniem. Czasu jest coraz mniej – idealną datą oddania inwestycji do użytku jest bowiem rok 1925 – stulecie Grobu Nieznanego Żołnierza.

Pałac Saski zmieni Warszawę

Plac Piłsudskiego to przestrzeń znacząca, od lat organizowana przez widzialne artefakty-symbole. W tym miejscu symbol wypierał symbol (także znaczące zmiany w warstwie nazewniczej). Gmach zwany zwyczajowo Pałacem Saskim, któremu niektóry zarzucają carski rodowód, został w II RP odzyskany i to w sposób bardzo przekonujący. Poprzez sprowadzenie w 1923 r. na ówczesny plac Saski pomnika księcia Poniatowskiego (jednocześnie trwała rozbiórka soboru św. Aleksandra Newskiego) i utworzenie w 1925 r. w arkadach Pałacu Grobu Nieznanego Żołnierza dokonano swoistej sakralizacji miejsca. Od tej pory plac podporządkowany nowej symbolice, stał się centralnym punktem niepodległego kraju, Grób Nieznanego Żołnierza - relikwią narodową, a Pałac - sanktuarium.

Historia miejsca, miejskiego palimpsestu niemożliwa jest do opowiedzenia poprzez pustkę (zgadzam się, że bardzo wymowną). Tę historię można przypomnieć tylko poprzez uobecnienie - poprzez restytucję Pałacu (z poszanowaniem Grobu Nieznanego Żołnierza w obecnej formie) i nadanie mu odpowiednich funkcji – także symbolicznych. W czasie niedawnej debaty z udziałem m.in. wojewódzkiego konserwatora zabytków oraz stołecznego konserwatora zabytków (obaj biorą udział w pracach grupy roboczej) sformułowano zarzut braku funkcji (wciąż nie wiadomo jakim instytucjom miałby służyć odbudowany gmach). Ad vocem wypowiedział się Wilhelm von Boddien, społecznik, który doprowadził do odbudowy Zamku w Berlinie. Jak przekonywał na spotkaniu w Warszawie – nie można być zakładnikiem funkcji lub jej braku. Funkcję zamku berlińskiego wypracowano w trakcie jego odbudowy – co ważne – w toku szerokiej partycypacji. W czasie debaty zgodnie stwierdzono, że Pałac Saski powinien być obiektem dostępnym, żyjącym. Być może na etapie projektowym powinno się uwzględnić możliwość doprowadzenia okien parteru do poziomu placu, żeby w przyszłości partery uruchamiały plac (bez żyjących parterów żaden plac nie będzie miejsce spotkań dnia codziennego) z pełnym poszanowaniem szczególnego charakteru miejsca.

Pałac Saski zmieni nie tylko oblicze placu Piłsudskiego, lecz całej Warszawy. Wraz z odbudową Pałacu konieczne stanie się nowe opracowanie architektoniczne placu i renowacja Ogrodu Saskiego. W ten sposób, nanizany na marginalizowany dziś szlak komunikacyjny plac znacząco ożywi tę część miasta. Być może przesunie się środek ciężkości. Najważniejszy plac Warszawy, dawniej niemal środek (geodezyjny) miasta, przestanie leżeć na zapleczu Krakowskiego Przedmieścia, a stanie się sercem.

Kiedy po upadku komunizmu placowi przywrócono patrona – Józefa Piłsudskiego, nawiązywano do tradycji II RP. Czas na odbudowę symbolu tamtych czasów, z których chcemy czerpać to co najlepsze – zachodniej pierzei najważniejszego placu w niepodległej Polsce.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA