fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sądzie i urzędzie

Protesty wyborcze: sądowa kontrola głosów powinna być jawna

Fotorzepa, Roman Bosiacki
Nic nie stoi na przeszkodzie, by posiedzenia dotyczące protestów wyborczych były otwarte nie tylko dla uczestników sporu, ale też dla publiczności.

Prawo pozwala sądowi otworzyć dla publiczności posiedzenia dotyczące protestów wyborczych, choć dotychczasowa praktyka była inna. Publika była obecna tylko na ogłoszeniu werdyktu.

Przypomnijmy choćby głośną, acz nieskuteczną akcję protestów w sprawie w 1995 r., po zwycięstwie w wyborach prezydenckich Aleksandra Kwaśniewskiego nad Lechem Wałęsą, kiedy Sąd Najwyższy stosunkiem głosów 12:5 uznał, że myląca nieco informacja zwycięzcy, iż ma on wyższe wykształcenie, nie mogła jednak wpłynąć na wynik wyborów.

Mogą być otwarte

Trzyosobowy skład orzekający SN nie musi upublicznić posiedzenia w sprawie protestu wyborczego, ale może to uczynić. Dlaczego nie musi, jeśli zasadą jest jawność rozpraw?

Dlatego że kodeks wyborczy podobnie jak wcześniej ordynacja wyborcza do Sejmu i Senatu stanowi, iż protest wyborczy jest rozpatrywany w cywilnym trybie nieprocesowym, starym i już dokładnie prawnie ugruntowanym. W tych sprawach wyznaczenie rozprawy (czyli jawnego dla wszystkich posiedzenia) zależy od uznania sądu. Mimo niejawnego posiedzenia (czyli orzekania niejako w ciszy gabinetu) sąd może wysłuchać uczestników lub zażądać od nich oświadczeń na piśmie (przy protestach uczestnikami są wnoszący protest, przewodniczący właściwej komisji wyborczej lub jego zastępca, w praktyce szef PKW i prokurator generalny).

Jest jednak jeszcze jeden przepis, art. 148 § 2 k.p.c., który pozwala sądowi skierować sprawę na rozprawę. Nie ma więc przeszkód, by posiedzenia sądowe dotyczące protestów wyborczych były otwarte dla publiczności.

Czytaj także:

Jak się nieoficjalnie dowiadujemy, w takim jawnym trybie mają być procedowane posiedzenia przynajmniej w tych głośniejszych protestach.

– Jeśli sąd uzna, że jest potrzeba np. przesłuchania świadków czy oględzin kart wyborczych, czyli sprawdzenia, czy trafnie uznano je za nieważne, to ze względu na zainteresowanie społeczne, jakie ta sprawa wywołuje, sąd może je uznać za jawne dla publiczności – mówi „Rz" Marcin Łochowski, sędzia Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publiczych SN. – Gdyby przy tym skład SN skorzystał z pomocy prawnej miejscowego sądu, to powinien mu wskazać jawny tryb procedowania. Były już takie precedensy przy poprzednich wyborach.

Bardziej sceptyczny jest Wojciech Hermeliński, do niedawna przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej:

– Postępowanie niejawne nie wyklucza prowadzenia sprawy jawnie. Z pewnością powinni brać w nim udział osobiście zarówno wnoszący protest, jak i inni uczestnicy postępowania, może też mężowie zaufania. Obecność publiczności uważam za zbędną. Chodzi o to, by z tego powodu nie przedłużać postępowania. Konkretny skład SN może jednak zadecydować o jawnym prowadzeniu sprawy ze względu na zainteresowanie opinii publicznej.

Być może obawy o trudności ze sprawdzaniem głosów są przesadzone, gdyż po głośnej sprawie nadzwyczajnej liczby nieważnych głosów na Zachodnim Mazowszu w wyborach samorządowych w 2014 r. wprowadzono obowiązek wskazywania nie tylko przyczyny nieważności głosów np. postawienie na jednej karcie dwóch krzyżyków, ale i odrębnego przechowywania kart.

Opakowane karty

Anna Godzwon, ekspertka od procedur wyborczych, wskazuje, że karty te są w odrębnych opakowaniach, co ułatwi ich sprawdzenie.

Na podstawie rozstrzygnięć (opinii) poszczególnych składów Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN może zadecydować o nieważności wyboru senatora lub posła (do tego czasu ich mandaty są ważne) oraz przeprowadzeniu ponownych wyborów na danym terenie lub wskazując czynności, które należy ponowić. Ma na to 90 dni.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA