fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Sondaż: Bruksela oceniana surowo

PAP/EPA
Budowa bardziej zintegrowanej Unii Macrona i Merkel będzie trudna. Europejczycy są sceptyczni.

W wieczór wyborczy 8 maja francuski prezydent „spotkał się z narodem" na dziedzińcu Luwru przy akompaniamencie finałowej kantaty IX symfonii Beethovena: hymnu Europy. To miał być potężny sygnał, że oto wielkie zwycięstwo nad skrajną prawicą odnieśli zwolennicy dalszej integracji. Z takim zresztą przesłaniem zaraz potem Macron pojechał do Berlina, do Angeli Merkel.

Ale dwa kompleksowe badania poglądów o integracji mieszkańców dziesięciu najważniejszych krajów Wspólnoty zadają kłam takiej wizji. Pierwsze z nich, przeprowadzone na zamówienie londyńskiego Chatham House, wykryło poważne przeszkody, z jakimi będą musieli zmierzyć się przywódcy Francji i Niemiec, zanim zabiorą się do przekazania większych kompetencji Brukseli.

Elity i reszta

To głównie spektakularne rozejście się „elit" i „zwykłych ludzi" w ocenie korzyści z integracji. O ile 71 proc. tej pierwszej kategorii ankietowanych uważa, że „skorzystało" na członkostwie w Unii, o tyle już tylko 34 proc. „ogółu" społeczeństwa podziela taką ocenę!

– Macron nie został wybrany przez Francuzów, aby ratować Europę, tylko aby ratować francuską gospodarkę. To będzie reforma niezbyt radykalna, długa, która dopiero stopniowo przyniesie efekty – mówi „Rz" Martin Michelot, wiceszef instytutu analitycznego Europeum w Pradze.

Rzecz niezwykła, aż 54 proc. „ogółu" pytanych uważa, że ich kraj „miał się lepiej 20 lat temu". Od tego już tylko krok do przyznania, że minione pokolenia było „stracone". Tym bardziej że dla 47 proc. zwykłych ludzi „poszerzenie Unii poszło za daleko", a według 55 proc. w ciągu dziesięciu lat kolejne kraje pójdą w ślady Wielkiej Brytanii i wyjdą ze Wspólnoty. W tym układzie trudno się dziwić, że tylko 24 proc. zwykłych mieszkańców Unii chce, aby Bruksela otrzymała „więcej uprawnień". Dwa razy tyle (48 proc.) jest przeciwnego zdania – popiera odebranie części kompetencji eurokratom. Reszta stawia na status quo.

W historii Unii to zawsze „elity" popierały głębszą integrację, czasem wbrew reszcie społeczeństwa. Raczej można być pewnym, że do powołania euro, a nawet wielkiego poszerzenia Unii w 2004 r. by nie doszło, gdyby spytano o to w referendum Niemców. Ale nawet ten układ przestał już działać, skoro dziś ledwie 37 proc. „elit" opowiada się za większą integracją. 31 proc. woli odebrać część kompetencji Brukseli, a 28 proc. – zachować status quo.

Badacze Chatham House wykryli też głęboki podział opinii publicznej na zwolenników tez „liberalnych" i „autorytarnych". Wśród tych ostatnich 69 proc. uważa np., że „imigracja nie była dobra dla mojego kraju", zaś 83 proc. nie wierzy, aby „politycy troszczyli się o dobro ogółu". To reakcja na globalizacje, kryzys finansowy, masowy napływ uchodźców, głęboką zmianę Unii, co w krótkim czasie zmieniło życie ludzi nie do poznania. Niekoniecznie zresztą na lepsze.

– Unia poniosła klęskę w Grecji, nie potrafiła dać sobie rady z kryzysem uchodźców, poziom życia w krajach Wspólnoty rozchodzi się, nikt nie wie, jak powstrzymać rosnące wpływy Niemiec. Ludzie to widzą – tak tłumaczy wyniki ankiety prof. Zdzisław Krasnodębski, eurodeputowany PiS.

Południe boi się Niemiec

Tyle że jak pokazują badania przeprowadzone również w dziesięciu krajach Unii na polecenie waszyngtońskiej Fundacji Pew, to niekoniecznie w Polsce i szerzej Europie Środkowej frustracja z powodu integracji jest największa. Bo o ile 74 proc. Polaków, 68 proc. Niemców i 67 proc. Węgrów ocenia pozytywnie Unię, o tyle już tylko 56 proc. Francuzów i Włochów oraz 62 proc. Hiszpanów podziela także ocenę.

Skąd to się bierze?

Jednym z powodów jest sposób, w jaki Unia zarządzała kryzysem migracyjnym. Co prawda to Warszawa i Budapeszt otwarcie sprzeciwili się planowi podziału uchodźców, ale teraz okazuje się, że podobna liczba Francuzów i Niemców (po 75 proc.), a także Holendrów (74 proc.) co Polaków (77 proc.) i Węgrów (82 proc.) uważa, że ich rządy narodowe, a nie europejska centrala powinny decydować o tym, czy przyjmować imigrantów z krajów zamorskich. To także na południu Europy (89 proc. w Grecji, 69 proc. we Włoszech, 68 proc. w Hiszpanii) w znacznie większym stopniu dominuje przekonanie, że „Niemcy mają nadmierne wpływy w Europie" niż w Polsce (54 proc.), na Węgrzech (49 proc.) czy we Francji (42 proc.). To raczej nie jest dobry punkt startu dla narzucenia przez francusko-niemiecki tandem nowych instytucji dla strefy euro.

Tym bardziej że dominująca rola Berlina raczej szybko nie zniknie. – Brexit spowodował, że Niemcy tracą partnera, który popierał liberalne reformy gospodarcze i dyscyplinę budżetową. Aby uniknąć wrażenia, że sama o wszystkim decyduje, Merkel będzie pokazywać, że współpracuje po partnersku z Macronem. Ale jeśli pozostanie u władzy, nie odejdzie od rygorystycznej polityki finansowej. Nie widzę wielu obszarów do realnego współdziałania z Francją – mówi „Rz" Sophia Besch z Center for European Reform w Londynie.

Na razie przytłaczająca większość (77 do 18 proc.) pytanych nie chce, aby ich kraj wyszedł z Unii. Ale jednocześnie wyraźna większość (53 do 37 proc.) chce uzyskać prawo do głosowania w referendum nad „statusem" swojego kraju we Wspólnocie.

– Dla nas to sygnał, że ludzie oczekują większego wpływu na rozstrzygnięcie podejmowane w Unii. Czas, w którym Bruksela o wszystkim decydowała, minął – uważa Bruce Stokes, dyrektor w fundacji Pew.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA