fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Konrad Szymański: Strefa euro nie odjeżdża Polsce

Prezydent Frank-Walter Steinmeier w piątek przy Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie.
PAP, Tomasz Gzell
Niemcy chcą zapobiec zepchnięciu Polski na margines Unii po wygranej Emmanuela Macrona.

Nowy prezydent Francji 15 maja przyjechał do Berlina z planem radykalnego pogłębienia strefy euro. Jednak w piątek w Warszawie Frank-Walter Steinmeier zapewniał: „Jest dla mnie jasne, że Polska jest rdzeniem Europy". Niemiecki prezydent, który powitał kompanię honorową polskim „czołem, żołnierze" i uczestniczył z Andrzejem Dudą w inauguracji Targów Książki" (Niemcy są gościem honorowym), starał się łagodzić kontrowersje, np. dotyczące Trybunału Konstytucyjnego. Oba kraje dzielą jednak głębokie różnice w podejściu m.in. do planu relokacji uchodźców, przyjęcia euro czy roli Donalda Tuska na czele Rady Europejskiej. W niedzielę do Warszawy miał przylecieć szef niemieckiej dyplomacji Sigmar Gabriel, ale przełożył wizytę ze względów osobistych.

O stosunkach polsko-niemieckich „Rzeczpospolita" rozmawia z Konradem Szymańskim.

Rzeczpospolita: Polska intensyfikuje kontakty z Berlinem, bo obawia się, że po zwycięstwie Emmanuela Macrona francusko-niemiecki tandem przejmie inicjatywę w Unii?

Konrad Szymański, sekretarz stanu ds. europejskich w MSZ: Od powołania rządu Beaty Szydło z żadnym partnerem w Europie nie mamy tak intensywnych stosunków, jak z Niemcami. Powody są oczywiste: to nasz kluczowy partner gospodarczy, ale także kluczowy partner dla reformy Unii, najpierw pod kątem politycznym, a być może później także instytucjonalnym. Wynik wyborów we Francji niczego tu nie zmienia.

Po spotkaniu z Macronem kanclerz Merkel po raz pierwszy dopuściła możliwość zmian unijnych traktatów. A teraz pan mówi o zmianach instytucjonalnych. Szykuje się porozumienie w tej sprawie?

Jesteśmy gotowi zasiąść do poważnej rozmowy o tym, jak Unia powinna funkcjonować. Od początku uważamy, że nie należy wykluczać zmian traktatów, w szczególności po kryzysie, jakim był wynik referendum brytyjskiego. Rosnąca gotowość do zmian traktatowych w Niemczech jest więc sukcesem. Ale do realizacji tego planu droga będzie długa, bo oczekiwania są tu całkowicie rozbieżne. Mamy tego pełną świadomość.

Na czym polega ta rozbieżność?

Dla nas istotne jest, aby sam proces polityczny w Unii był w większym stopniu przywrócony państwom i parlamentom narodowym. Tylko tak stanie się bardziej obliczalny, będzie lepsza nad nim kontrola. To jedyny sposób, aby państwa i narody wzięły odpowiedzialność za Unię. A taki powinien być cel strategiczny.

Macron namawia Niemcy, aby pójść w przeciwnym kierunku, przekazać nowe kompetencje Brukseli.

Nasze stanowisko nie musi prowadzi do ograniczania kompetencji Brukseli. Kluczem jest sposób ich wykonywania, większa kontrola procesu politycznego. Rozumiem francuskie propozycje, ale żadne państwo członkowskie, nawet tak ważne, jak Francja czy Polska, nie decyduje o wyniku zmiany instytucjonalnej w pojedynkę. To wymaga rozmów w gronie wszystkich państw członkowskich Unii. My pokazujemy, jakie są nasze aspiracje: ich drugim elementem jest zachowanie integralności jednolitego rynku i integralności Unii przynajmniej w obecnej skali.

Co na to Niemcy, mogą odegrać rolę pośrednika miedzy Polską i Francją?

Nie szukamy pośrednika. Państwa członkowskie występują w tym procesie bezpośrednio i we własnym imieniu. Niemcy nie mają powodu sądzić, że są czynnikiem organizującym tę debatę. Ale mogę powiedzieć, że w kwestii integralności Unii, utrzymania jednolitego rynku mamy bardzo dobre wzajemne zrozumienie z Berlinem.

Trójkąt Weimarski może odżyć?

Nie ma żadnych powodów, żeby utrzymywać go w stanie zawieszenia, nie przyłożyliśmy do tego ręki, jesteśmy gotowi rozmawiać. Oczywistym tematem, który może doprowadzić do rewitalizacji Trójkąta, są plany w zakresie unijnej polityki obronnej. Chcemy tu realizować bardzo ambitne projekty, ale pod określonymi warunkami: synergii z NATO i wspólnych definicji zagrożeń tak na południu, jak i wschodzie w planowaniu unijnej polityki obronnej. To może być grunt dla odbudowy sensu całego projektu integracji. Polska już teraz jest mocno zaangażowana.

Wychodząc z Eurokorpusu?

Mówimy o skoku jakościowym w unijnej polityce obronnej. Eurokorpus nie tylko tego nie zapewniał, ale w ostatnich latach tak dalece skoncentrował się na zagrożeniach na południu, że doprowadziło to do reakcji MON.

Polska ma zupełnie inną koncepcję rozwiązania kryzysu uchodźców niż Niemcy. To nie rozsadzi współpracy w Berlinem?

Nie jestem pewien, czy zupełnie inną. Nie wierzymy, że zarządzanie ponadnarodowe ruchem uchodźców, relokacje są kluczem do rozwiązania kryzysu. Ale takiej wiary nie ma chyba w żadnej ze stolic europejskich. Europa może natomiast uruchomić szeroki wachlarz narzędzi zewnętrznych jak umocnienie granicy zewnętrznej, a także takie skoordynowanie polityki humanitarnej, rozwojowej i inwestycyjnej na rzecz krajów, gdzie rodzi się presja migracyjna, by wygasić przyczyny pierwotne migracji. Polska jak najbardziej zachęca Unię do takich działań.

To wystarczy, aby przełamać konflikt z Niemcami?

Aby konflikt zniknął, obie strony muszą zrozumieć swoje racje. Oczekujemy jedynie, że Unia wycofa się z pomysłów, które jak widać gołym okiem, nie działają. Jesteśmy zaangażowani we wszystkie działania zewnętrzne UE w zakresie migracji, mimo że kryzys nas bezpośrednio nie dotyka. To wyraz naszej solidarności z Europą w sprawie uchodźców.

To może spór o przyłączenie się Polski do unijnego planu relokacji uchodźców powinien zostać rozstrzygnięty w referendum, jak to zrobił Viktor Orbán w ub.r.?

W rządzie nie ma prac nad referendum w sprawie uchodźców. Natomiast dostrzegamy presję społeczną w tej sprawie, która może się wzmagać, jeśli Polacy będą mieli poczucie, że UE stawia nas pod ścianą w sprawie przymusowego przyjmowania uchodźców.

Bez przyjęcia euro nasza współpraca z Niemcami zawsze będzie ograniczona, tym bardziej że wybór Macrona stwarza tu nową jakość.

Na czym polega ta nowa jakość?

Jeśli uda mu się zreformować Francję, dojdzie do głębokiej integracji unii walutowej, a my możemy wylądować na marginesie Unii.

Przyglądamy się bardzo uważnie temu, co się dzieje w strefie euro. I główna rzecz, którą widzimy, to nieusuwalne sprzeczności między północą i południem. Zanim się przerazimy, że strefa euro nam odjeżdża i za miesiąc będzie w innym punkcie integracji, chcielibyśmy zobaczyć, w jaki sposób radzi sobie z tymi wewnętrznymi napięciami. Bardzo gładko zaprezentowane plany reformy strefy euro przez francuskiego prezydenta, oparte na poluzowaniu polityki fiskalnej, uwspólnotowieniu długu i emisji euroobligacji, zostały po prostu w Berlinie odrzucone. I trudno się temu dziwić, logikę niemieckiego stanowiska całkowicie rozumiem. Strefa euro musi wymyślić coś naprawdę nowego w tej sprawie. Unia transferów po prostu się nie powiedzie, bo wytworzyłaby olbrzymią presję na finanse publiczne krajów północy. Dziś nikt nie wie, w jakim stanie strefa euro wyląduje za lat dwa, pięć czy dziesięć. Dlatego Polska zachowuje pragmatyczny dystans wobec euro. Będziemy wspierali wszelkie plany uzdrowienia strefy euro, ale nie zgodzimy się na strukturalne podziały w rynku wewnętrznym i w samej Unii.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA