fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Uchodźcy

Erdogan nazywa przywódców Grecji "faszystami"

AFP
Prezydent Turcji wybrał zły moment do szantażowania Unii Europejskiej. W czasach epidemii maleje znacznie jego siła przetargowa.

– To, co czynili naziści w obozach, czynią obecnie Grecy w imieniu Zachodu. Zabijają. Są to płatni legioniści Zachodu – w taki sposób skomentował sytuację na granicy turecko-greckiej prezydent Recep Erdogan. Greckich przywódców nazwał barbarzyńcami oraz faszystami.

Takie słowa świadczą o stopniu frustracji prezydenta, który nigdy nie słynął z umiarkowanych określeń pod adresem swoich wrogów. Zalicza się do nich nie tylko Grecja, ale i Zachód pod postacią Unii Europejskiej, która stoi murem po stronie Aten w konfrontacji z Ankarą.

Rzecz dotyczy tysięcy imigrantów i uchodźców, którym Turcja otworzyła drogę do granicy z Grecją szantażując tym samym UE oraz NATO w celu uzyskania wsparcia finansowego oraz wsparcia przez sojusz tureckich działań w syryjskiej prowincji Idlib. Tysiące imigrantów koczują więc od dwóch tygodni na szczelnie zamkniętej przez Greków granicy, a ci, którym udaje się przekroczyć graniczną rzekę Evros (Marica), są odsyłani z powrotem do Turcji.

Skarżą się, że zostali ograbieni z telefonów komórkowych, na brutalne traktowanie przez greckie służby oraz że zostali pozbawieni prawa do składania wniosków azylowych, co jest sprzeczne z prawem międzynarodowym.

– Trudno mówić o bezkompromisowej postawie Grecji w sytuacji, gdy coraz bardziej rygorystycznie kontrolowane są granice w Europie w sytuacji zagrożenie koronawirusem – tłumaczy „Rzeczpospolitej" Tania Bozaninou z opiniotwórczego greckiego dziennika „To Vima".

Wprawdzie w Turcji ujawniono właśnie pierwszy przypadek infekcji, ale nawet w tureckich mediach pojawiają się informacje, że dane rządowe na ten temat mogą nie być wiarygodne, lecz zmanipulowane w sytuacji zagrożenia dla tureckiej branży turystycznej i 50 mln turystów rocznie.

Do zawieszenia przez Ankarę przyjmowania wniosków azylowych ma zastrzeżenia

Ylva Johansson, komisarz UE ds. wewnętrznych, która w czwartek rozmawiała na ten temat w Atenach z premierem Kiriakosem Micotakisem.

Grecki rząd nie zamierza w tej sprawie ustąpić. Po jego stronie jest zdecydowana większość społeczeństwa oraz cała opozycja.

– Wydarzenia nad Evros stworzyły rzadki moment zjednoczenia. Potrzebowaliśmy tego po dziesięciu latach upokorzenia. Prawdopodobnie zaskoczyliśmy zarówno przyjaciół, jak i wrogów, którzy myśleli, że zmiękliśmy – pisał w środę dziennik „Kathimerini".

Nastroje jedności w Grecji wzmacniają tureckie prowokacje graniczne, tym bardziej że tureckie F-16 naruszyły w środę grecką przestrzeń powietrzną nad rzeką Evros. Był to precedens na niekwestionowanej przez Ankarę linii granicznej.

Tego rodzaju desperackie posunięcia pozwalają sądzić, że Erdogan wydaje się być w defensywie w relacjach z Unią, zajętą w pierwszej kolejności walką z rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Kilka dni temu prezydent Turcji wyjechał z Brukseli jedynie z obietnicą „nowego początku" w negocjacjach. Liczy więc teraz na rozmowy z Angelą Merkel oraz Emmanuelem Macronem w najbliższy wtorek. Dotyczyć mają „przeniesienia na nową płaszczyznę umowy UE–Turcja", jak sformułowała to szefowa niemieckiego rządu. Zdaniem Ankary Unia nie wywiązuje się z zobowiązań finansowych umowy z 2016 roku i nie przekazała obiecanych 6 mld euro na pomoc dla niemal 4 mln syryjskich uchodźców w Turcji. Komisja UE udowadnia, że niezgodnie z umową przekazane zostało 3,2 mld euro na realizowane obecne projekty. W drodze jest dalsze 1,5 mld euro na zatwierdzone przedsięwzięcia. W zamian Turcja miała pilnować, by uchodźcy nie szturmowali granic UE.

Turcja chce więcej euro, i to jak najszybciej. Sytuacja gospodarcza pogarsza się od miesięcy i proces ten ulegnie przyśpieszeniu w chwili zapaści turystycznej. – Erdogan jest przyparty do ściany – piszą niemieckie media.

Także politycznie. Jego partia AKP ma zaledwie 29 proc. poparcia. To najniższy poziom w historii. Największa partia opozycyjna CHP, może liczyć na 27 proc., a lewicowo liberalna (kurdyjska) HDP na 12 proc. W dodatku zaledwie jedna trzecia obywateli popiera działania prezydenta w Syrii, a 49 proc. jest przeciw.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA