fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Telewizja

Robert Górski: Sekretne wyjście Adriana

materiały
Robert Górski, twórca „Ucha Prezesa”, ujawnia Jackowi Cieślakowi, jaka gwiazda zagra Jarosława Gowina.

Rzeczpospolita: Czy „Ucho Prezesa”, pokazujące w każdym odcinku, jak prezydent RP jest lekceważony przez prezesa PiS, miało wpływ na zmianę jego postawy i dwa weta wobec ustaw dotyczących sądownictwa?

Robert Górski: Zastanawiam się nad tym, żeby ozdobić samochód reklamą o treści: „Wesela, pogrzeby, obalanie rządów". A już serio: przypisuje mi pan demoniczne możliwości kreatora polskiej polityki. Chyba jednak zbyt duże!

 

To tłumy demonstrujące przed pałacem prezydenckim krzyczały, żeby prezydent przestał być Adrianem i stał się na powrót Andrzejem.

Słyszałem, jak tłumy skandowały „Adrian, Adrian". I chociaż prezydenckie okna nie wychodzą na Krakowskie Przedmieście, tylko na ogrody – to mogło mieć pewien wpływ, ponieważ nie ma nic gorszego dla polityka niż sytuacja, kiedy staje się śmieszny. Ale gdybym ja nie wymyślił Adriana – pewnie w innej formie taka figura by powstała. Program mógł być więc katalizatorem pewnej presji, ale na pewno nie bezpośrednią przyczyną.

 

Czy, wiedząc gdzie wychodzą prezydenckie okna, wie pan, jak politycy odbierają program?

Główną reakcją jest irytacja. Jednocześnie mają poczucie, że nie mogą jej pokazać, ponieważ nie wypada krytykować satyryka, a tym bardziej zabraniać emisji programu, bo wyjdą na ludzi pozbawionych poczucia humoru bądź zamordystów, co niedobrze wpływa na wizerunek. Tylko pani Pawłowicz dała czytelny komentarz, że to wszystko jest do chrzanu. To pasuje zresztą do jej osoby.

Próbowano dorobić panu gębę, mówiąc, że ociepla pan wizerunek obozu rządzącego.

Przejawem tego było mówienie o miłym kocie, który nie pije mleka, tylko wodę. Tak: starano się skanalizować potencjał polityczny programu, kładąc nacisk na sferę obyczajową.

 

W PiS wypadało nawet pozytywnie mówić o programie.

Myślę, że panowała dezorientacja i trudno było jednoznacznie rzecz określić. To ludzi najczęściej irytuje, kiedy nie wiedzą, w którą stronę skierowany jest wektor!

I pan też nie wie?

Nie jestem fanatycznym zwolennikiem ani jednej, ani drugiej strony sporu. Od czasu do czasu mam jakieś wątpliwości.

Te wątpliwości dotyczą rzeczy fundamentalnych: pozakonstytucyjnego charakteru głównego ośrodka władzy na Nowogrodzkiej oraz tendencji, by w Polsce było jak za Gomułki, do czego dąży postać prezesa.

Rzeczywiście, fakt, że wszystko dzieje się w gabinecie prezesa partii, a nie Rady Ministrów, jest złamaniem podstawowych zasad demokratycznych. Rządzi ktoś, kto oficjalnie nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności. Rządzi jednoosobowo i wszyscy są na jego zawołanie. Ale nic u nas nie jest jednoznaczne. Jeden z ostatnich sondaży udowadnia, że większa część wyborców PiS popiera weta prezydenta. O ile twardy elektorat myśli o nas źle i wie, w jakiej walucie i z kim się rozliczamy, o tyle ludzie o bardziej stonowanych poglądach podzielają diagnozy wyrażane w programie. Zresztą nie wszystko wymyślam sam. Często posiłkuję się komentarzami z sieci, zasłyszanymi na ulicy, wziętymi z gazet czy usłyszanymi u publicystów, którym ufam. Źródeł nie ujawnię!

 

Co pan zrobi w kolejnym sezonie z prezydentem, skoro przestał być Adrianem?

Na pewno nie będę mógł tak często jak do tej pory korzystać z usług kolegi Pawła Kośnika, który stworzył postać prezydenta.

Wejdzie do gabinetu prezesa?

Nie chcę tego zdradzać. Powiem tylko, że jest inne rozwiązanie niż wejście do gabinetu i wyjście z programu. Prezydent na pewno nie będzie teraz siedział na korytarzu, czekając na audiencję. Ale poczekajmy też, jak się potoczy historia Andrzeja Dudy, ponieważ weta były raptem dwa, a trzeciego zabrakło. I nie wiadomo, czy prezydent nie wróci na korytarz. Trzeba będzie trzymać rękę na pulsie.

Kto odegra większą rolę?

Na pewno sprawca zmian w sądownictwie. Ale chciałbym też wprowadzić kilka postaci z opozycji, korzystając ze specjalnego okienka sejmowego, bo trudno, żeby przyszły do gabinetu prezesa. Raz się tak zdarzyło, ale to była sytuacja wyjątkowa. Tymczasem protesty wygenerowały parę nowych twarzy. Trwa ich festiwal, bo próbuje się wykreować polskiego Macrona. To na pewno przyniesie dramaturgiczną odmianę.

 

Jeżeli założyć, że „Ucho Prezesa" miało wpływ na prezydenta – czy będzie miało na opozycję, której rozbicie pozwala spać spokojnie prezesowi?

Nie przesadzając ze swoim wpływem, zauważyłem, że Ryszard Petru zrezygnował z przewodniczenia parlamentarnemu klubowi po odcinku poświęconym jego portugalskiej eskapadzie. Jeśli tak – to może uda się też zmotywować opozycję do jedności i integracji. Ale to się okaże dopiero przed wyborami.

Jak pan przygotował się do grania roli prezesa, co czasami daje taki efekt, że nie wiadomo, który z panów jest prawdziwy?

Jestem zdziwiony, że tak to wyszło, bo przystąpiliśmy do kręcenia serialu z marszu. Nie ćwiczyłem szczególnie mimiki i gestów. Być może mam skrzywienie zawodowe i – obserwując postać – rejestruję podświadomie jej charakterystyczne przyruchy. Kaczyński ma ich zresztą więcej niż Tusk, którego wcześniej grałem. Mówi wolno, celebruje słowa, podkreśla gestem, bo jest świadomy swojej pozycji. Czasami krzyczy. Tego jeszcze nie pokazałem. Najwięcej dowiedziałem się o prezesie, gdy przymierzałem garnitur do serialu w sklepie na Targowej na warszawskiej Pradze, gdzie nic się nie zmieniło od lat 70. Koleżanka opowiadała mi, na czym polega specyfika ubioru prezesa. Mianowicie na tym, że ma marynarki szyte na miarę, ale koszule już nie, dlatego mankiety wyślizgują się spod rękawa, a poszczególne elementy ze sobą nie współpracują. Ważny na pewno był moment, kiedy zaczynaliśmy i nałożono mi na za duży garnitur kocią sierść. Wtedy poczułem się jak w skórze prezesa.

Chciałby się pan spotkać z Kaczyńskim, żeby  poobserwować go z bliska?

Jestem dosyć nieśmiałym człowiekiem, więc nie wiem, o czym mielibyśmy rozmawiać. Z Tuskiem można rozmawiać o piłce nożnej. Z Kaczyńskim może o boksie i rodeo? Ale ja się na tym nie znam.

W pierwszym odcinku nowej serii zobaczymy Andrzeja Seweryna.

Skąd pan to wie?

A kogo zagra?

Gowina. Mamy wiele zgłoszeń od aktorów – wprost i bardziej zakamuflowanych. Jednak tak wybitnych aktorów jak Andrzej Seweryn na razie nie będzie na planie. Zazwyczaj unikamy zresztą rozpoznawalnych twarzy, by nie odciągały uwagi od specyfiki granej postaci.

Jak „Ucho Prezesa" wpłynęło na popularność Kabaretu Moralnego Niepokoju?

Graliśmy teraz nad morzem i mieliśmy nadkomplety. Już na samym początku uprzedzam jednak widzów, że nie zagramy nic z „Ucha Prezesa", i ludzie nie wychodzą. Kabaret Moralnego Niepokoju nigdy nie kojarzył się z polityką. Rozdzielamy te dwa projekty.

A nie chciał pan grać „Ucha Prezesa" na żywo w teatrze?

Mieliśmy różne dziwne propozycje, żeby grać na scenie, ale trudno mi to sobie wyobrazić. Pojawiły się też oferty, żeby zrobić film, i to wydaje mi się bardziej prawdopodobne. Nawet stworzyłem zarys fabuły. To byłoby do zrobienia. Oczywiście się nie uda, bo nie będzie pieniędzy albo ktoś się przestraszy.

Spodziewał się pan 100 mln wejść na YouTubie?

Nie. I nie mogłem wyjść ze zdumienia!

Zdyskontuje pan ten sukces kupnem willi z ogródkiem?

W tym serialu nie chodzi tylko o zarabianie pieniędzy. Florydo, nie czekaj więc na nasze inwestycje! Kabaret nam wystarczy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA