fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Telewizja

Wilkoń śniący o wilkach

Wikimedia Commons, Attribution-ShareAlike 2.0 Generic (CC BY-SA 2.0), Ja Fryta
We środę 12 lutego Józef Wilkoń świętował 90. urodziny. Jest bohaterem najbliższej, premierowej „Niedzieli z…” w TVP Kultura.

To artysta o wielu obliczach – ilustruje, rzeźbi, maluje. Zilustrował ponad 200 książek – do kilkunastu z nich sam napisał teksty.

Urodził się w roku 1930 w Bogucicach koło Wieliczki. Wiele – jak opowiada w programie - zawdzięcza swemu nauczycielowi ze szkoły podstawowej.

- Miałem piękne dzieciństwo – wspomina Wilkoń. – I dużo szczęśliwych przypadków w życiu.

Studiował malarstwo na krakowskiej ASP (dyplom w pracowni Adama Marczyńskiego), i historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Profesor od rzeźby na ASP nie chwalił go: „ojej, znowu Wilkoniowi urosła głowa.

- Jak lepię – to mi nie wychodzi – przyznaje artysta. – Ale jak odejmuję – już jest lepiej.

Po studiach przyjechał do Warszawy, gdzie poznał Małgosię, z którą po dwóch tygodniach znajomości wziął ślub. I zabrał się za ilustrowanie, żeby zarabiać na rodzinę.

Pierwsza książka z kolorowymi rysunkami „O kotku, który szukał czarnego mleka” Heleny Bechlerowej, pełna była zwierząt zapowiadających rozpoznawalną poetykę Wilkonia. Sukcesem okazały się ilustracje do „Pawich wierszy” Kubiaka.

W 1962 roku po raz pierwszy wyjechał na stypendium do Paryża. W latach 60. wygrał konkurs na ilustracje do „Pana Tadeusza”. Pod koniec lat 70. artysta zaczął wymyślać scenariusze do własnych rysunków. Wtedy też przyszły mu do głowy ilustracje przestrzenne czyli rzeźby.

- Czy to rysunek, czy drewno, czy metal – zawsze czuję, że kawałek duszy Wilkonia jest w tym dziele – mówi Ewa Błaszczyk zaprzyjaźniona z artystą od wielu lat.

Wilkoń od zawsze czuł się krewnym wszelkich stworzeń – opowiada w programie, że do niedawna jeszcze śniły mu się nawet wilki.

Monumentalną „Arkę - bestiarium z drewna i blachy - wykonał z kolei specjalnie na wystawę w warszawskiej Zachęcie, która odbyła się na przełomie 2006 i 2007 roku.

- Wilkoniowatość wymyślił ten, kto nie był w stanie włożyć pana Józefa w żadne historyczno-sztuczne szufladki i to jest kolejny dowód, jak bardzo indywidualna jest jego sztuka – mówi Agnieszka Morawińska, ówczesna szefowa Zachęty i wspomina jak silnie niezwykła aura artysty promieniowała na cały zespół.

A całkiem niedawno palcami na ekranie komputera malował akty zebrane w książce „Ach, te baby”

- Nie, nie pozowały mi żadne panie! – zarzeka się śmiejąc i deklaruje - trochę pomysłów jeszcze mam. Prawie gotowe są „Treny Kochanowskiego. Chciałbym jeszcze zabrać się za „Pamiątki Soplicy Rzewuskiego, bo to prawdziwe cudo.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA