fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Telekomunikacja i IT

Plakaty zastępują cyfrowym ekranem

materiały prasowe
Nanovo to polski start-up, który przebojem wdziera się do dynamicznie rozwijającej się branży digital signage. Jego przychody wzrosły trzykrotnie.
Tzw. digital signage, nazywany też czasem marketingiem sensorycznym, to nic innego jak wykorzystanie nowych technologii do przekazywania reklam i innych treści informacyjnych.
Cyfrowe ekrany wyświetlające klipy na terenie centrum handlowego czy elektroniczne menu w fast foodzie skutecznie zastąpiły tradycyjne plakaty czy znaki informacyjne. Miejsce w tym świecie wykroiła dla siebie firma Nanovo.

Świetne perspektywy

Choć ta innowacyjna spółka jest bardzo młoda, bo działa zaledwie dwa lata, to na koncie ma już rynkowe sukcesy. Na rynku jest już ponad 1,5 tys. punktów – różnego rodzaju sklepów i salonów usługowych – korzystających z jej autorskiego oprogramowania Signio.
Popyt na ofertę Nanovo przełożył się już na wyniki start-upu. Firma rok 2015 zakończyła przychodami na poziomie 7 mln zł, czyli trzy razy wyższymi niż rok wcześniej.
– Na rynku działa już ponad 3500 urządzeń Nanovo. Naszym flagowym wdrożeniem jest uruchomienie 2 tys. ekranów w sieci ponad 800 salonów Play – mówi Jakub Głuszkiewicz, jeden z założycieli Nanovo.
Rozwiązania spółki można też znaleźć w salonach Sephora, Próchnik, Szubryt, oddziałach mBanku, placówkach Royal Bank of Scotland, a także biurach E&Y czy restauracjach Dunkin Donnuts i McDonald's. – Na tyle ugruntowaliśmy już swoją rynkową pozycję, że Nanovo stało się jednym z głównych podmiotów, które konkurują w Polsce z największymi światowymi potentatami w branży digital signage – podkreśla Piotr Badowski, drugi z trzech założycieli start-upu.
Firma sukces zawdzięcza przede wszystkim unikalnemu oprogramowaniu Signio, które opracowała grupa młodych informatyków, opierając się na rozwiązaniach używanych przy konstrukcji gier komputerowych. W czerwcu zadebiutuje jego najnowsza wersja.
Dziś spółka współpracuje na stałe z 30 klientami. – Grupa zleceniodawców rośnie z każdym niemal tygodniem, a finalizacji bliskie są już kolejne kontrakty – mówi Dariusz Sobczak, trzeci założyciel. W końcowej fazie są rozmowy z kilkoma dużymi firmami, m.in. o implementacji systemu digital signage zintegrowanego z muzyką, światłem i beaconami (sensorami komunikującymi się ze smartfonami). Przedstawiciele Nanovo prognozują, że dzięki rosnącej sprzedaży w 2017 r. wejdą z przychodem dwa razy większym niż w br.

Zaczęło się od kiosku

Nanovo usługi adresuje do sieci detalicznych i biurowców. Teraz zamierza mocniej wejść w przestrzenie muzealne, galerie, obiekty użyteczności publicznej (stadiony, hale widowiskowe). Dlatego firma zwiększy zatrudnienie z obecnych 20 do 30 osób (poszukuje specjalistów od programowania, tworzenia kontentu i project managerów).
Ale początki nie były łatwe. Piotr Badowski jest weteranem branży reklamowej i współtwórcą funduszu Neo Investments, zaś Dariusz Sobczak kierował jedną ze spółek należących do tego funduszu, która przeprowadzała największe procesy rebrandingowe w Polsce. – Podczas wspólnej pracy nad projektem dla kiosków Ruchu pojawiła się możliwość obsługi sieci nośników Citylight. Po ustaleniu z zarządem Ruchu wymiany tradycyjnych, papierowych nośników na elektroniczne ekrany podpisaliśmy umowę. Do ich obsługi powołaliśmy spółkę Nanovo. Nośniki pojawiły się szybko, ale tylko na jednym kiosku. Projekt nie wytrzymał finansowo twardych warunków rynkowych i padł – wspomina Badowski.
Spółka nie dostała też 3 mln zł grantu, o który się starała. Sytuację odmieniła dopiero fuzja ze spółką Digeon kierowaną przez Kubę Głuszkiewicza, perkusistę zespołu Grejfrut (wygrał w Opolu konkurs Debiuty), zawodowego gracza w pokera w Las Vegas i programistę fascynata.
KOMENTARZ
Eliza Kruczkowska | prezes Fundacji Startup Poland
Historia Nanovo pokazuje, jak firma, która była start-upem, dzięki współpracy z większym biznesem mogła się bardzo szybko rozwinąć. Młode spółki na początku drogi muszą się podpiąć pod doświadczonych partnerów. Im pomógł Sharp, który w 2013 r. zauważył ich i wyciągnął do nich rękę, doceniając oprogramowanie stworzone przez grupę młodych informatyków. Polecił ich też pierwszemu wielkiemu klientowi – Royal Bank of Scotland. Zadziałał efekt kuli śniegowej. To wzorowa ścieżka, jaką mają do przejścia polskie start-upy. Szczególnie że ostatnio coraz więcej się mówi o współpracy na linii start-up–korporacja, innowatorzy–tradycyjny biznes. Korporacja może być klientem płacącym start-upowi za produkt, usługę lub licencję, ale może być też partnerem biznesowym wprowadzającym wspólną ofertę na rynek, oraz inwestorem obejmującym udziały w spółce. Patrząc na historię Nanovo, można znaleźć przykłady każdego z powyższych modeli.
 
Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA