fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Ostatnia opowieść Fangora

Fotorzepa, Bartłomiej Zborowski
Kilka tygodni po śmierci znakomitego artysty powstał o nim dokument. Premiera w piątek w Muzeum Narodowym w Warszawie.

– Artysta film widział i zaakceptował – opowiada Andrzej Sapija, autor dokumentu. – W ciągu mniej więcej roku byłem u Fangora z kamerą kilkanaście razy.

Kłopotliwym zaskoczeniem był fakt, że nie zgodził się na filmowanie go w czasie malowania. Ów akt uważał za czynność bardzo prywatną. Choć jednocześnie nie wzbraniał się przed przyglądaniem mu się w czasie malowania bez kamery.

Narratorem jest sam Wojciech Fangor, który siedząc w swojej pracowni w Błędowie, opowiada o kolejnych etapach życia, a wątki osobiste przeplatają się z artystycznymi. Jest powściągliwy, unika przymiotników, które dodałyby opowieści emocjonalnego zabarwienia.

– Przeżyłem bez wielkich trudności te 90 lat, co nie jest moją zasługą, tylko przypadkiem – uważa. Urodzony w 1922 roku w zamożnej rodzinie warszawskiej nie zaznał trosk materialnych, ale od najmłodszych lat miał trudną relację z ojcem. W filmie wielokrotnie powraca do tego wątku.

– Ojciec miał w sobie wojskową dyscyplinę – pamięta. – Baliśmy się go, nie bardzo lubili. Rządził strachem. Z drugiej strony – choć surowy i wymagający – chciał dla rodziny wszystkiego co najlepsze. I był patriotą uważającym, że Polskę trzeba uprzemysłowić.

W dokumencie opowiada, że malował od dziecięcych lat. – Ale powiedzieć ojcu, że chcę być malarzem, to było, jakby powiedzieć, że chcę być alkoholikiem albo wariatem – wspomina.

W czasie II wojny światowej nie miał ciągot bohaterskich. Malował w tym czasie mitologiczne obrazy, czytał literaturę rosyjską i francuską. A kiedy pożoga wojenna dogasła, nie mógł wyjechać z Polski, bo nie dostał paszportu jako syn kapitalisty skazanego na śmierć za sabotaż gospodarczy, później karę zmieniono na dożywocie.

– W tym czasie robiłem karierę socrealistyczną – pamięta Fangor. – Bardzo podobała mi się postawa Majakowskiego, który mówił, że sztuka nowoczesna musi iść do mas „przez transformator".

Abstrakcja była dla niego trudnym do ogarnięcia stylem, ale w 1958 roku urządził w Warszawie swą wystawę w sposób nowatorski na skalę światową – stworzył instalację przestrzenną „Studium przestrzeni". Pokazał m.in. obrazy op-art: pulsujące koła, które rozsławiły go na cały świat.

– Czułem, że odkrywam coś nowego przy użyciu starych środków – wspomina w filmie. – Dla mnie treścią w sztuce jest struktura, wspaniałe wykonanie. Treść jest czymś o wiele głębszym niż anegdota i temat. A struktura winna urzekać swoją jakością.

Po piątkowym pokazie o godz. 18 w Muzeum Narodowym dokument „Fangor... zostaną obrazy" pokaże TVP Regiony, a potem TVP Polonia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA