fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Czy Theresa May przegra wybory?

AFP
Przejęcia władzy przez laburzystów nie da się już wykluczyć. To by jednak nie oznaczało wstrzymania Brexitu.

Ogłaszając 18 kwietnia przedterminowe wybory, premier była pewna swego. Sondaże dawały wówczas torysom przewagę 21–24 pkt proc. nad Partią Pracy. May mogła więc się spodziewać nie tylko łatwego zwycięstwa, ale także zasadniczego umocnienia większości w Izbie Gmin, która w tej chwili sprowadza się do 17 posłów.

Ale pięć tygodni później przewaga nad ugrupowaniem Jeremy'ego Corbyna stopniała do 6 pkt proc. Opublikowany we wtorek sondaż agencji Harris daje konserwatystom 43 proc. głosów wobec 37 dla laburzystów. Dodatkowo brytyjska lewica mogłaby liczyć na wsparcie w parlamencie dwóch ugrupowań zdecydowanie proeuropejskich: Szkockiej Partii Narodowej (SNP) i Liberalnych Demokratów.

Co się stało? Przed nachodzącymi wyborami Brytyjczycy podzielili się już nie według posiadanego majątku, klasy społecznej, lecz wieku. Młodzi zdecydowanie popierają laburzystów: w grupie wiekowej od 18 do 24 lat aż 69 proc. chce głosować na tę partię, wobec zaledwie 12 proc. dla torysów. Ale nawet wśród osób liczących od 25 do 49 lat partia Corbyna otrzymuje 44 proc. poparcia, o 10 pkt proc. więcej niż ugrupowanie May. Dopiero wśród osób powyżej 65. roku życia przewaga konserwatystów staje się miażdżąca.

Do tej pory sądzono, że to nie odgrywa kluczowej roli, bo młodzi rzadko się mobilizowali w dniu wyborów. Ale to może się zmienić, zwłaszcza po opublikowaniu kilka dni temu nowego programu wyborczego Partii Pracy. Zakłada on m.in. zwiększenie o 6 mld funtów rocznie wydatków na ochronę zdrowie, wprowadzenie limitów czynszów i ograniczenie opłat pobieranych przez uniwersytety. Wszystko miałoby zostać sfinansowanie dzięki podniesieniu z 19 do 26 proc. podatku dochodowego od zysku firm oraz podniesieniu podatku od osób fizycznych, które zarabiają powyżej 80 tys. funtów rocznie. W ten sposób zostałaby częściowo odwrócona liberalna reforma Davida Camerona, która doprowadziła do dużej polaryzacji dochodów w brytyjskim społeczeństwie.

Opublikowany w tym samym czasie manifest torysów okazał się katastrofą, zwłaszcza punkt zakładający podwyższenie opłat dla osób starszych, których majątek przekracza 100 tys. funtów. May cztery dni po wybuchu skandalu zapowiedziała, że „nic się nie zmieni". Ale w ten sposób podkopała obraz „zdecydowanej i statecznej" premier, nowego wcielenia Margaret Thatcher, która poradzi sobie z negocjacjami rozwodowymi z Brukselą.

Spadającego poparcia dla torysów nie powstrzymał ani zamach terrorystyczny w Manchesterze, ani zła ocena Corbyna jako ewentualnego premiera (w tej roli widzi go tylko 30 proc. Brytyjczyków wobec 56 proc. dla May). Dlatego Joe Twyman, dyrektor agencji badania opinii publicznej YouGov, nie wyklucza już całkowicie wygranej lewicy 8 czerwca, choć wciąż jego zdaniem bardziej prawdopodobne jest utrzymanie bardzo już niewielkiej (być może ledwie czterech deputowanych) przewagi torysów w Izbie Gmin.

Laburzyści w swoim programie zapowiadają, że „zaakceptują" wynik referendum sprzed roku w sprawie Brexitu, ale poprowadzą zupełnie inaczej negocjacje z Brukselą.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA