fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Syn uchodźców, były mason

AFP
Alexander Van der Bellen, kiedyś wzorcowy lewicowiec i antykapitalista, przejął część haseł skrajnej prawicy. W wersji light.

W programie Van der Bellena, który w starciu z radykałem Norbertem Hoferem uzyskał w niedzielnych wyborach prezydenckich mniej więcej połowę głosów, pojawiło się nieoczekiwanie hasło silnej Austrii. W ostatniej chwili Van der Bellen stał się też przeciwnikiem wielkiego porozumienia handlowego między USA i UE (TTIP), które wcześniej popierał. Rywal nie omieszkał go skrytykować za zmianę frontu.

Van der Bellen nie zamierzał walczyć o większe uprawnienia dla prezydenta. Chciał się za to skupić na wspieraniu austriackich firm podczas wizyt zagranicznych.

W kwestii imigrantów, która zdominowała kampanię, Van der Bellen jest jednak jak najdalszy od argumentów populistów. Kilka tygodni temu nawet skrytykował rząd za zamknięcie granic przed uchodźcami.

Alexander Van der Bellen, co dziś brzmi symbolicznie, sam jest dzieckiem uchodźców. Jego rodzice, ojciec Rosjanin z korzeniami niderlandzkimi i paszportem estońskim oraz matka Estonka, uciekli z Tallina w czasie drugiej wojny przed Sowietami na tereny kontrolowane przez hitlerowskie Niemcy, najpierw do Prus Wschodnich, a potem do Wiednia. Tu w 1944 r. przyszedł na świat późniejszy polityk.

Otrzymał obywatelstwo Austrii dopiero, gdy był nastolatkiem. Jego rodzice niemiecki opanowali w Austrii, przedtem rozmawiali ze sobą po rosyjsku, ale nie nauczyli tego języka swojego syna.

Stosunek Van der Bellena do Rosji jest niejednoznaczny. W przeciwieństwie do skrajnej prawicy nie opowiada się za zniesieniem sankcji. Ale uważa, że powinna to być kara za agresję Rosji na wschodnią Ukrainę. A nie za Krym. W sprawie anektowanego półwyspu stanął po stronie Władimira Putina i to go łączy ze skrajną prawicą.

Van der Bellen karierę polityczną zaczynał u socjaldemokratów. Pod koniec lat 80. przeszedł do Zielonych. Był szefem tej partii, gdy rosła w siłę i osiągnęła najlepszy wynik w wyborach do parlamentu (w 2006 r. 11 proc.).

Jest profesorem ekonomii, przed laty wykładał na uniwersytetach w Wiedniu i Innsbrucku.

Ma tajemniczy epizod w biografii. Jak przypomniał dziennik „Die Presse", był członkiem loży wolnomularskiej w Innsbrucku. Van der Bellen tłumaczył, że był w niej aktywny ledwie rok, w połowie lat 70., a wycofał się całkowicie po dziesięciu latach. – To był klub szacownych obywateli, którzy prowadzili ciekawe dyskusje na stosunkowo wysokim poziomie – mówił, dodając, że z masonami spoza Innsbrucku nie miał kontaktów.

O pełnych wynikach wyborów w Austrii czytaj na rp.pl i we wtorkowym wydaniu "Rzeczpospolitej"

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA