fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Haszczyński: Cel: pogodzenie się z Litwą. Jesteśmy już blisko

AFP
Przy okazji obchodów setnej rocznicy odrodzenia niepodległej Litwy padły ważne słowa o stosunkach między naszymi krajami.

Po rozmowach w cztery oczy prezydenci Dalia Grybauskait? i Andrzej Duda sugerowali, że główny konflikt – o prawa Polaków na Litwie – się zakończy.

Litewska przywódczyni mówiła nawet, że rozwiązanie sprawy polskich postulatów nie będzie skomplikowane, a wśród tych spraw wymieniła nie tylko najbardziej znaną (choć nie najważniejszą) pisowni polskich nazwisk w dokumentach litewskich, ale i oświaty (najważniejsza dla przyszłości tej społeczności) i zwrotu ziemi. Dalia Grybauskait? obiecała też Polsce pomoc w rozwiązaniu sporu z Komisją Europejską o praworządność – czego efekty będą widoczne pewnie szybciej niż w kwestii Polaków na Litwie.

Stwierdziła wręcz, że Litwa nie będzie popierała „głosowania przeciwko państwu polskiemu" – dalej posuniętą deklarację w tej kwestii złożył politykom PiS tylko wskazywany jako wzorcowy unijny sojusznik premier Węgier Viktor Orbán.

Długo to trwało, zanim prezydent Duda dotarł do litewskiej stolicy. Pojawił się tam w połowie kadencji. Prezydent Lech Kaczyński, którego Duda postawił sobie za wzór budowania stosunków z naszym północno-wschodnim sąsiadem, po dwóch i pół roku urzędowania miał już za sobą dziesięć wizyt w Wilnie.

Omijanie Litwy, i to w czasie nieprzyjemnego ożywienia neoimperialnego Moskwy w naszym regionie, mogło się wydawać dziwne. Wynikało jednak z zawiedzionej miłości, z szoku, że władze w Wilnie nie realizowały obietnic dotyczących mniejszości polskiej.

Nie znaczy to, że nie było współpracy. Była w zakresie bezpieczeństwa i polityki wschodniej. Wcześniej polscy politycy miotali się między skrajnościami, od deklaracji o superstrategicznym partnerstwie po groźbę, że noga szefa dyplomacji w Wilnie nie postanie, póki Litwini nie spełnią naszych postulatów.

Teraz emocje wyciszono, miotania nie widać. I dobrze, tamte działania okazały się po prostu nieskuteczne. Warto docenić polityków znad Wilii, którzy wbrew niektórym kolegom partyjnym i wbrew sporej części elektoratu uznali, że to po litewskiej stronie boiska jest piłka. Pozytywne sygnały do Warszawy przesyłali – np. ułatwiając życie Orlenowi w rafinerii w Możejkach – zwłaszcza premier Saulius Skvernelis (który ma szansę po zakończeniu w 2019 roku drugiej kadencji przez Grybauskait? zostać prezydentem) i szef MSZ Linas Linkevičius.

Podczas pierwszej wizyty w Wilnie prezydent Andrzej Duda nie zaczął wystąpienia do mediów od spraw mniejszości. Zaczął od życzeń dla gospodarzy z okazji 100. rocznicy, potem mówił o fundamentalnych dla nich kwestiach: obecności wojsk NATO i strzeżeniu przesmyku suwalskiego (odległość między rosyjskim obwodem kaliningradzkim a współpracującą z Kremlem militarnie Białorusią wynosi tu zaledwie około 100 km, a jedynie w tym miejscu Litwa i inne państwa bałtyckie są połączone lądem z resztą NATO i UE). Dopiero po współpracy gospodarczej, Rail Baltica i Trójmorzu pojawiła się mniejszość. I to w konwencji „podejdźmy do tego spokojnie, nie dajmy się przygnieść wszystkiemu naraz".

W litewskim Sejmie są projekty ustaw korzystnych dla tamtejszych Polaków, w tym świeżutki sporządzony przez socjaldemokratów.

Jesteśmy już blisko przeskoczenia przeszkody, dawno nie można było z takim optymizmem spoglądać na przyszłe relacje między Warszawą i Wilnem. Żeby tylko znowu się nie okazało, że dobre pomysły nie znajdują większości w litewskim Sejmie, że panuje tam ponadpartyjny sojusz nacjonalistów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA