fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Z medialnym gadżetem rodzi się łatwiej?

Fotorzepa, Kuba Kamiński
Znajomość praw pacjenta to zdaniem rodzących za mało, by personel szpitala potraktował je dobrze. Teraz wchodzą na sale uzbrojone w medialne gadżety.

Na forach internetowych dla przyszłych mam kwitnie handel gadżetami popularnych stacji telewizyjnych. Szukają ich przede wszystkim te, które planują nie szczepić swoich dzieci. Ale nie tylko. Fama o tym, jakoby personel lepiej traktował "medialne" mamy, rozpowszechnia się także wśród tych, którym daleko do antyszczepionkowych przekonań.

Tak chce zrobić Agnieszka, która jest w siódmym miesiącu ciąży. Szuka gadżetów popularnej stacji telewizyjnej. Już teraz zamieściła takie ogłoszenie w Internecie. – Jestem przekonana, że lekarze i personel medyczny, mając na uwadze swoje dobre imię, będą bardziej skupieni na pracy – tłumaczy, dlaczego szuka gadżetów, które mogą świadczyć o tym, że cała akcja porodowa będzie nagrywana. – Słyszałam o przypadku rodzącej wyposażonej w magnetofony i małą kamerę z logo znanej stacji. Lekarze i położne obchodziły się z nią jak z jajkiem, bo bali się, że akcja porodowa zostanie pokazana w jednym z programów interwencyjnych – tłumaczy.

Media wykorzystała podczas swojego porodu także Marta. I jak się okazuje, był to dobry pomysł. – Poród się przedłużał, ale nikt się nie kwapił, żeby zrobić mi cięcie. Zadzwoniłam do koleżanki, która pracuje w telewizji. Wzięła kolegę z kamerą i przyjechali do szpitala. Cesarkę zrobili mi od razu – tłumaczy.

Po co to robią? – Na porodówkach rodząca kobieta nie jest partnerem dla lekarzy i położnych. Nie są respektowane ich prawa, jest brak szacunku, godności, intymności rodzących kobiet – mówi Karolina Piotrowska z Fundacji Lepszy Poród, która trzy lata temu prowadziła akcję społeczną pod tym tytułem. Jej zdaniem to, że zamiast skupiać się na rodzeniu, zajmują się szukaniem gadżetów, świadczy o strachu ciężarnych kobiet przed polskimi szpitalami położniczymi.

O ekstremalnych przypadkach donoszą media. Tak było na początku listopada: jedna z pacjentek szpitala w Starachowicach rodziła martwe dziecko bez pomocy medycznej. Akcja porodowa odbywała się na podłodze. Po nagłośnieniu sprawy do szpitala weszły kontrole, a personel stracił pracę. Teraz przyszłe matki mówią: dość. Chcą być traktowane podmiotowo podczas porodu. Szukają sposobów, by lekarze i położone ich szanowały.

Zarzuty kobiet potwierdzał raport NIK z lipca ubiegłego roku, który mówił, że w żadnym z kontrolowanych oddziałów nie były zachowane standardy opieki okołoporodowej. Zakładają one m.in. uzyskanie dobrego stanu zdrowia matki i dziecka przy ograniczeniu do niezbędnego minimum interwencji medycznych. W kontrolowanych szpitalach ich skala była nawet wyższa niż przed wejściem w życie w 2012 r. standardów opieki okołoporodowej i często kilkakrotnie przewyższała średnią w innych rozwiniętych krajach.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA