fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Francja: Walka o uznanie trzeciej płci

Pixabay
4 maja Sąd Najwyższy zdecyduje, czy w akcie urodzenia dziecka można wpisać, że nie jest ani chłopcem, ani dziewczynką. Skutki cywilizacyjne będą ogromne.

Na to rozstrzygnięcie Gaetan Schmitt (to pseudonim) czeka od przeszło pół wieku. 66-latek urodził się z mikropenisem i zalążkiem waginy. Lekarze uznali jednak, że jest chłopcem, i tak też był wychowywany. Ale gdy miał 12 lat i z braku odpowiednich hormonów jego ciało nie wykazywało cech męskich, ojciec powiedział Gaetanowi, że „stanowi poważny problem dla rodziny". Dodał także, że rozwiązania trzeba szukać w teratologii, nauce o potworach.

– Z wiekiem było coraz gorzej. Przez brak testosteronu moje ciało nie zmieniało się, a jedynie rosło. Gdy chciałem dostać się na studia, przeprowadzono dla mnie specjalny egzamin, aby ocenić stopień mojej dojrzałości. Czułem się upokorzony – wspomina Schmitt w rozmowie z „Liberation".

Prób „rozwiązania problemu" było więcej. W wieku 22 lat ojciec zaprowadził Gaetana do hipnotyzera, który jednak przerwał seans, gdy pacjent przyznał otwarcie, że nie czuje się chłopcem. Ale gdy po serii badań szpitalnych uznano, że jedynym wyjściem jest przeprowadzenie operacji chirurgicznej i kuracji hormonalnej, dzięki której Schmitt uzyska żeńskie cechy płciowe, zainteresowany i takie rozwiązanie odrzucił.

– Miałem szczęście, że nie były to już lata 50., gdy obowiązkowo przeprowadzano podobne operacje – mówi Schmitt. Francja została trzykrotnie skazana przez ONZ za takie praktyki na osobach transseksualnych. Prezydent François Hollande nie tylko je potępił, ale nawet uznał, że to forma umyślnego okaleczania.

Schmitt, który został urzędnikiem Ministerstwa Kultury, ożenił się i adoptował dziecko, zaangażował się w walkę o prawa osób o płci „neutralnej" dopiero w 2006 roku, po śmierci matki.

W październiku 2015 roku sąd w Tours wyraził zgodę na wpisanie w akcie stanu cywilnego Schmitta: płeć neutralna. Sześć lat po Australii i pięć lat po Argentynie, a także jako drugi (po Niemczech) kraj Europy Francja wydawała się na drodze do uznania trzeciej płci. Jednak rok później sąd wyższej instancji w Orleanie cofnął ten wyrok.

Jak zwraca uwagę w „Le Figaro" filozof Berenice Levet, ustanowienie trzeciej płci ma o wiele większe skutki, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Jej zdaniem oznaczałoby to usankcjonowanie przez państwo ideologii gender: założenia, że mimo cech seksualnych, jakimi jest naznaczone ciało noworodka, nikt w sensie psychicznym nie rodzi się chłopcem lub dziewczynką, tylko to społeczeństwo później nadaje mu takie cechy. Zdaniem Levet to może doprowadzić nawet do radykalnej zmiany programów nauczania, łącznie z wycofaniem z kanonu lektur dla najmłodszych baśni o siedmiu krasnoludkach i sierotce Marysi.

W październiku ub.r. modyfikacja kodeksu cywilnego poszła w kierunku spełnienia postulatów osób transseksualnych. Państwo uznało, że każdy ma prawo do zmiany płci z żeńskiej na męską lub odwrotnie bez przeprowadzenia operacji narządów płciowych. Przyjęto założenie, że wystarczający jest „stan świadomości" danej osoby.

Pod koniec marca Schmitt odwołał się od decyzji sędziów z Orleanu do Sądu Najwyższego. Jednak Hollande, który mocno angażował się w zmiany cywilizacyjne, tym razem zachowuje wstrzemięźliwość. Jego decyzja o ustanowieniu małżeństw homoseksualnych z prawem do adopcji dzieci głęboko podzieliła Francję i przyczyniła się do fatalnej oceny prezydentury socjalisty przez większość rodaków. W środku kampanii wyborczej Pałac Elizejski nie chce powtórzyć tego błędu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA