fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Antyterroryści wystawieni na odstrzał. Czy elitarna jednostka policji została zdekonspirowana?

Z powodu dekonspiracji część policjantów będzie teraz wyłączona z bieżącej służby
Fotorzepa. Jerzy Dudek
Dekonspiracja i możliwy odwet ze strony grup przestępczych – to konsekwencje nierozważnego włączenia antyterrorystów do rozbijania protestu kobiet.

Decyzja o skierowaniu policjantów z Centralnego Oddziału Kontrterrorystycznego BOA do „zabezpieczenia” manifestacji spowodowała, że ta elitarna jednostka używana do najtrudniejszych i tajnych operacji, została faktycznie zdekonspirowana – uważają nasi rozmówcy ze służb. Reperkusje mogą wykraczać poza kraj – centralne BOA jest bowiem jedną z 35 jednostek policyjnych wchodzących w skład unijnej grupy zadaniowej ATLAS powołanych m.in. do fizycznego zwalczania terroryzmu.

Fatalne skutki

Grupę mężczyzn w cywilnych ubraniach, bez policyjnych oznak, z pałkami teleskopowymi w rękach włączono do „zabezpieczenia” protestu w Warszawie. Awantura wybuchła kiedy na Placu Powstańców jeden z demonstrujących próbował wyszarpnąć pałkę, trzymający nią odwraca się, i zaczyna okładać nią kolejne osoby.

Dziś wiadomo, że skierowano tam policjantów z elitarnej centralnej jednostki BOA, przeznaczonej do m.in. zatrzymywania czy konwojowania najgroźniejszych przestępców, uwalniania zakładników czy zatrzymywania terrorystów. Decyzja, do której dziś nikt się nie przyznaje spowodowała kolosalne szkody: przeciwko policjantom ruszyła fala hejtu, ich dane zaczęto publikować w sieci, co stało się groźne także dla ich rodzin.

Są doniesienia do prokuratury – minister sprawiedliwości polecił ścigać osoby które upubliczniły nazwiska i adresy funkcjonariuszy. Z kolei poseł Michał Szczerba doniósł na tajniaka, który pałował ludzi.

- Powinno być jeszcze śledztwo o przekroczenie uprawnień przez kierownictwo policji, które wydało tu rozkaz użycia centralnego BOA – twierdzą nasi rozmówcy.

- Ludzie mają żal do dowódcy, że ich wsadził „na minę”. Straciliśmy zaufanie, prestiż, atmosfera w jednostce jest fatalna – słyszymy od jednego z antyterrorystów. Ujawnienie nazwisk czy twarzy antyterrorysty oznacza dekonspirację. - A wtedy konieczne jest zapewnienie jemu i jego rodzinie ochrony, wysłanie na urlop czy przeniesienie do innego służbowego lokum. I to nie teoria – zaznacza.

To nie koniec kłopotów. Centralny oddział BOA jako jedyny z kraju wchodzi do grupy ATLAS, która ma wspierać sojuszników w razie ataku terrorystycznego na dużą skalę. - To wymiana sprzętu, wiedzy, ale i wspólne skoordynowane operacje w sytuacji gdyby zagrożenie terrorystyczne dotyczyło kilku państw – wyjaśnia nam jeden z antyterrorystów.

To nie teoria. Np. gdy w listopadzie 2015 r doszło do zamachów we Francji, w stan najwyższej gotowości zostały postawione jednostki AT państw ościennych. W lipcu 2016 r. podczas zamachu w centrum handlowym w Monachium szybciej niż centralna jednostka AT z Niemiec przybyła jednostka austriacka – EKO COBRA, czyli jednostka ościennego państwa sojuszniczego. A do szybkiego przybycia była gotowa jednostka URNA z Czech.

- Teraz, z powodu dekonspiracji, i co oczywiste kontroli i najpewniej prokuratorskiego śledztwa, część policjantów będzie wyłączona z bieżącej służby. Jednostka utraciła zdolność bojową – uważa jeden z funkcjonariuszy.
Posłanie ludzi z BOA w tłum, i dekonspiracja niektórych z nich ma też inny aspekt.

-Większość działań BOA jest wymierzona w zorganizowane gangi, wobec czego należy się liczyć z działaniami odwetowymi - możliwe ataki na mieszkania, rodziny, dzieci w szkołach itp. – mówi nam jeden z byłych szefów AT. Inne niebezpieczeństwo: - Wielu z BOA bierze udział jako nieetatowi przykrywkowcy we wspieraniu operacji niejawnych. Pracują wtedy na dokumentach legalizacyjnych, i to też może mieć poważne skutki ze strony członków rozpracowywanych grup. Innymi słowy - same straty – ocenia.

Działają odruchowo

Policja broni koncepcji użycia BOA. Rzecznik KSP zaznacza, że antyterrorysta użył pałki w reakcji na to jak ktoś próbował mu ją wyrwać. - Antyterroryści wspierali także zabezpieczenie np. 11 listopada. Przygotowując plan operacji są brane pod uwagę różne warianty, w tym atak kiboli. A kiedyś we Wrocławiu na marszu LGBT policjanci wychwycili szaleńca z nożem – słyszymy od oficera KGP.

Ale Marek Biernacki, poseł PSL-Kukiz15 i były koordynator ds. służb specjalnych w rządzie Donalda Tuska ocenia, że wysłanie antyterrorystów do ochrony pokojowych protestów to ogromny błąd. - Oni tego nie potrafią, nie są do tego wyszkoleni. Są wyspecjalizowanymi do neutralizowania najgroźniejszych przestępców posiadających broń. Sposób ich działania najlepiej pokazują zatrzymania w ich wykonaniu, są ostre i brutalne - mówi Biernacki. - Uważam, że wykorzystano ich przez policyjnych szefów, by popisać się przed ministrami, i ich zdekonspirowano. To trzeba wyjaśnić – dodaje.

Zdaniem doświadczonych AT-owców użycie takiej jednostki w tłumie niemal zawsze oznacza nieszczęście dla kogoś z tłumu, albo któregoś z antyrterrorystów. - Oprócz pałki, oni użyli też granatów hukowo i błyskowych, jakie wykorzystuje się np. przeciwko terroryście żeby go sparaliżować. Używanie w tłumie jest groźne – uważa jeden z AT.

Nasi rozmówcy z policji twierdzą, że w feralnym dniu było w dyspozycji ok. 3,5 tys. funkcjonariuszy i nie było potrzeby użycia antyterrorystów – dlatego wiceszef stołecznej policji ds. kryminalnych nie umieścił ich w początkowym wariancie zabezpieczenia protestu. - Musiał dopisać na polecenie przełożonych, w tym komendanta stołecznego i głównego. Było sterowanie ręczne – sugerują nasz źródła.

Dlaczego szef BOA Dariusz Zięba się nie postawił? - Oddelegował ludzi przekonany, że będą neutralizować bojówki kibolskie, jak 30 października i 11 listopada – słyszymy od osoby znającej dowódcę.

- BOA wysłano niezgodnie z ich przeznaczeniem i zakresem obowiązków. Wpuszczono ich w środek tłumu bez wskazania celu. To jakby policjantowi z ruchu drogowego kazać szturmować samolot z terrorystami czy zakładnikami – dodaje inny z oficerów.

Np. we Francji podobnej komórce dopisano ten zakres obowiązków, ale kiedy spodziewano się wielkich demonstracji w których mogli wziąć udział ukryci zwolennicy ISIS np. pasem szahida. Ale czekali w odwodzie, i mieli wejść, po tym jak wywiadowcy sprawdzili i wskazali im cel – tłumaczy nasz rozmówca.

Na nagranych filmach widać, że policjanci z BOA nie bardzo wiedzieli co robić, w jakiej taktyce działać.

- Antyterrorysta ma nawyk, że jeżeli wchodzi, bo jest przeciwnik, który może zaatakować. Każdy gwałtowny ruch, powoduje błyskawiczną reakcję i obezwładnienie, działają z automatu. Stąd to okładanie pałka, gdy ktoś próbował ją wyrwać. Nie chodzi o to, żeby ich usprawiedliwiać, ale żeby zrozumieć – mówi jedne z byłych AT.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA