Służby mundurowe

Były komendant Zbigniew M. oskarżony o ujawnienie informacji ws. Kajetana P.

Zbigniew M. komendantem głównym policji był dwa miesiące
PAP/ Jakub Kamiński
Koledzy byłego szefa policji z CBA mieli mu ujawnić, co szykują na niego śledczy. Dowodami są m.in. podsłuchy.

W spektakularny sposób w środę o godz. 6 rano CBA zatrzymało w Kaliszu Zbigniewa M. – byłego komendanta głównego policji Z kolei w Kielcach i Poznaniu zatrzymano Jacka L. i Krzysztof A. – byłych dyrektorów delegatur CBA za czasów Pawła Wojtunika.

„Zatrzymanym zostaną przedstawione zarzuty dotyczące m.in. ujawniania informacji z prowadzonych postępowań karnych oraz na temat planowanych dopiero czynności operacyjno-rozpoznawczych, co naraziło na szkodę interes publiczny oraz interes prowadzonych postępowań karnych" – poinformowała w suchym komunikacie Prokuratura Krajowa.

Kajetan P. w tle śledztwa przeciwko byłemu komendantowi

"Były Komendant Główny Policji Zbigniew M. usłyszał łącznie 10 zarzutów, które obejmują okres od 1 stycznia do 10 lutego 2016 roku, a więc czas, gdy podejrzany sprawował funkcję Komendanta" - poinformowała w środę wieczorem Prokuratura Krajowa.


Zbigniewowi M. zarzuca się, że ujawnił trzem nieuprawionym osobom informacje dotyczące zrealizowanych i planowanych do wykonania czynności, które zmierzały do ustalenia okoliczności popełnionych przestępstw. Według prokuratury, ujawniając te informacje były komendant "działał na szkodę interesu publicznego i narażał na szkodę interes prowadzonych postępowań". Chodzi o śledztwa przeciwko osobom oskarżonym o zabójstwo - Kajetanowi P. (głośne na całą Polskę zabójstwo 30-letniej nauczycielki języka włoskiego) oraz Luzie K. (20-latka, która w Podebłociu miała zabić 62-letniego mieszkańca tej samej miejscowości).


"Zbigniewowi M. zarzuca się również nakłanianie byłych dyrektorów delegatur CBA do przekroczenia uprawnień służbowych i ujawnienia informacji niejawnych związanych z prowadzonymi czynnościami operacyjnyno-rozpoznawczymi" - czytamy w komunikacie Prokuratury Krajowej.


Podejrzany nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i złożył wyjaśnienia. Prokurator podjął decyzję o zastosowaniu wobec niego środka zapobiegawczego w postaci poręczenia majątkowego w kwocie 3 tys. zł. oraz zakazu opuszczania kraju

Billingi i podsłuchy

Zarzuty brzmią poważnie, ale według ustaleń „Rzeczpospolitej" sprawa wygląda na „strzelanie z armaty do wróbla". Co kryje się w jej tle?

Chodzi o to, że M., tuż przed rezygnacją ze stanowiska komendanta głównego – co stało się 11 lutego 2016 r. – próbował swoimi kanałami dowiedzieć się, dlaczego został zmuszony do dymisji po zaledwie dwóch miesiącach urzędowania. Mógł o to pytać policjantów, których znał z dawnych czasów. Cała trójka – M., L. oraz A. – to bliscy znajomi, w przeszłości pracowali w policyjnym Centralnym Biurze Śledczym (L. i A. przeszli później do CBA). Jacek L. odszedł z CBA w grudniu 2015 r., z kolei Krzysztof A. – w lutym 2016 r.

Teraz obaj byli funkcjonariusze CBA mają usłyszeć zarzuty ujawniania informacji niejawnych Zbigniewowi M., z kolei on – zarzuty przekroczenia uprawnień, bo pozyskał wiedzę, której mieć nie powinien.

Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że dowody przeciwko całej trójce są oparte na „analizie billingów i protokołach z podsłuchów" – tak podano w decyzji o zatrzymaniu.

– Materiały z czynności operacyjno-rozpoznawczych CBA są częścią bogatego materiału – przyznaje Rafał Teluk, szef Podkarpackiego Wydziału Prokuratury Krajowej ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji, która prowadzi śledztwo. Nie chce jednak zdradzić, czego dotyczy całe śledztwo. – Na tym etapie mogłoby to zaszkodzić postępowaniu – zaznacza.

Prokuratorzy sceptyczni

Śledztwo, do którego został zatrzymany były szef polskiej policji, początkowo prowadził wielkopolski wydział ds. PZ Prokuratury Krajowej. W listopadzie 2017 r. decyzją Prokuratury Krajowej postępowanie przejął wydział w Rzeszowie.

Dlaczego zmieniono śledczych? – Otrzymaliśmy polecenie z Prokuratury Krajowej, by sprawę przekazać do Rzeszowa. Prokuratura jest instytucją hierarchicznego podporządkowania, jeżeli jest polecenie, to się je wykonuje – mówi nam Roch Waszak, naczelnik wielkopolskiego wydziału ds. PZ. – Na naszym etapie było to postępowanie prowadzone w sprawie, nikt nie miał zarzutów – dodaje prok. Waszak.

Z nieoficjalnych informacji „Rzeczpospolitej" wynika, że poznańscy śledczy byli sceptyczni co do stawiania M. zarzutów. Czy to był powód przeniesienia śledztwa? Nie udało nam się w środę uzyskać komentarza Prokuratury Krajowej.

Przewijał się w sprawie

Ze stanowiska komendanta głównego policji Zbigniew M. odszedł po zaledwie dwóch miesiącach. „Padłem ofiarą prowokacji" – twierdził wówczas. Powodem miało być śledztwo dotyczące kaliskich samorządowców, w którym „pojawiało" się jego nazwisko.

Co ciekawe, przed nominacją resort sprawdzał M. we wszystkich kryminalnych bazach (KRS, ABW, CBA) – był czysty, w żadnej się nie pojawiał. Nagle, tuż po nominacji, „wyskoczył" w rejestrze śledztw z doniesienia łódzkiego CBA – dotyczyło właśnie kaliskich samorządowców.

Co ciekawe, w styczniu 2016 r. do śledztwa, w którym miał „przewijać" się M., dołączono doniesienie policyjnego Biura Spraw Wewnętrznych o rzekomym zdarzeniu sprzed 13 lat, przeciwko M. Doniesienie BSW wzięło się z anonimu, w którym nieznana osoba napisała, że były szef policji 13 lat temu pożyczył 10 tys. zł i wziął jako łapówkę pięć butelek wódki. Po anonimie śledztwo w Łodzi nadal toczyło się „w sprawie".

Zbigniew M.nie był zaskoczony zatrzymaniem. „Coś na mnie szykują" – mówił znajomym w ostatnich tygodniach.

Ostatnio w wywiadzie dla lokalnej gazety M. ogłosił, że chce wystartować w wyborach samorządowych na prezydenta Kalisza. – To nie przypadek, że teraz został zatrzymany – mówiła mediom zebranym przed domem żona M.

Zatrzymani przez CBA to doświadczeni policjanci. Jacek L. w przeszłości był w kadrze kierowniczej CBŚ, wśród nadzorujących funkcjonariuszy, którzy rozpracowywali tzw. aferę starachowicką. W listopadzie ub. roku postawiono mu jednak zarzuty składania fałszywych zeznań w śledztwie dotyczącym m.in. fałszowania dokumentów wytwarzanych przez CBA w Lublinie.

Krzysztof A., też z CBŚ, rozbijał gangi narkotykowe. Zbigniew M., zanim został komendantem głównym, był wiceszefem CBŚ.

Zarzuty, jakie usłyszy M., to tzw. przestępstwa urzędnicze, zagrożone niską karą – do trzech lat więzienia. Do zdarzenia, za jakie dostanie zarzut, miało dojść w 2016 r. – Sprawa jest „historyczna", a zatrzymano ich z hukiem, jak za handel bronią – komentuje jeden z naszych rozmówców z wymiaru sprawiedliwości.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL