fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Policjanci buntują się przeciwko ściąganiu ich do Warszawy do zabezpieczania demonstracji

Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Pod pretekstem szkoleń prewencję ściąga się do komend, by skompletować oddziały do pilnowania protestów w stolicy.

Funkcjonariusze wydziałów prewencji buntują się przeciwko ściąganiu ich do Warszawy do zabezpieczania demonstracji. Czara goryczy przelała się po tzw. Marszu o Wolność w ubiegłym tygodniu. Był to protest przeciwników obostrzeń, uczestniczyło w nim kilkaset osób. Kiedy policjanci zażądali rozejścia się, rzucano w nich petardy oraz kamienie – w efekcie doszło do szarpaniny z funkcjonariuszami, którzy użyli pałek i gazu. Dwóch poszkodowanych funkcjonariuszy trafiło do szpitala.

Po powrocie policjanci z prewencji jednego z największych garnizonów zastrzegli przełożonemu, że już więcej do stolicy na tłumienie protestów nie pojadą. A jeśli ich wyznaczy, masowo pójdą na L4.

– To inicjatywa oddolna chłopaków z oddziałów prewencji w całej Polsce – mówi nam nasz informator ze służb mundurowych. Bunt wynikać ma także z gorszego traktowania policjantów przyjezdnych w stosunku do tych z prewencji z Warszawy – chodzi o miejsca zakwaterowania czy wyznaczania przerwy.

Stołeczna policja ma dziś ogromne wakaty, dlatego nie jest w stanie własnymi siłami obstawiać demonstracji – ma blisko 1300 nieobsadzonych etatów. Dla porównania w całym kraju wakatów jest ok. 6 tys. Jeżeli odliczyć policjantów chorych na covid, na kwarantannie i zwolnieniach lekarskich, to może się okazać, że brakuje nawet jednej trzeciej składu.

– Docierają do nas sygnały, że ściągani są nawet policjanci z tzw. rezerwy prewencji, z jednostek powiatowych, którzy zajmują się patrolowaniem ulic. Są teraz zabierani do wyjazdów na protesty, choć nie są do tego przygotowani – mówi Wiesław Szczepański, poseł Lewicy i szef sejmowej komisji administracji i spraw wewnętrznych.

Przełożeni stosują fortele. Żeby można było ludzi szybko ściągnąć z różnych garnizonów do Warszawy, organizuje się „szkolenia" dla prewencji w komendach wojewódzkich. W tym roku (zwłaszcza luty–marzec) takie szkolenia się nasiliły. Jak wskazują nasi rozmówcy z różnych komend (m.in. na południu i wschodzie kraju), funkcjonariusze z prewencji mają nawet pięć–sześć szkoleń w miesiącu (zwykle normą było ok. dwa na miesiąc). W ich ramach są zajęcia fizyczne – intensywne, wyczerpujące ćwiczenia sprawnościowe – oraz musztra. Na tę ostatnią skarżą się zwłaszcza doświadczeni policjanci, którzy musztrę dawno opanowali.

Szkolenia mają być dostosowywane do terminów możliwych demonstracji, jakie mają się odbyć w Warszawie. – To celowe, bo podczas zajęć, kiedy wielu policjantów jest w jednym miejscu, łatwo wydać rozkaz wyjazdu do stolicy w celu zabezpieczenia takiego czy innego protestu. Jeżeli jest szkolenie, to zawsze możemy się dowiedzieć, że za dwie–trzy godziny może być wyjazd do stolicy – dodaje inny z funkcjonariuszy.

Skąd ten pomysł? Policjanci tłumaczą to tak: – Kiedy jest porozpisywana służba, to jedni pracują rano, inni po południu, kolejni na noc, i trudno wszystkich naraz zebrać. – Wymyślili więc, że zrobią szkolenia i będą mieli ludzi w dyspozycji. Dwie kompanie będą w gotowości w jednym mieście, trzy kompanie w innym, i w razie gdyby w stolicy jakiś protest eskalował, łatwo ściągnąć wsparcie z terenu – tłumaczy nam wysoki oficer jednej z komend. Sytuacji nie poprawił dodatek dla prewencji, przyznawany od stycznia tego roku – 500 zł miesięcznie.

To obecnie jedna z najlepiej zarabiających grup w policji – podkreśla Mariusz Ciarka, rzecznik Komendy Głównej Policji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA