fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Czego policja nie wie o broni w Polsce

Prywatną broń należy trzymać np. w sejfie, ale policja rzadko sprawdza, czy właściciele to robią.
Bloomberg, Oliver Bunic
W prywatnych rękach jest 393 tys. sztuk broni. Policja nie do końca wie, kto ją posiada i jak przechowuje.

NIK zbadała dostęp do broni i jej wykorzystanie – tej na wyposażeniu funkcjonariuszy służb podległych MSW oraz zwykłych cywilów mających zezwolenia. Wnioski? Warunki przechowywania prywatnej broni są sprawdzane sporadycznie, w policyjnej bazie jej prywatnych posiadaczy są błędne dane, a policyjnych szkoleń i strzelnic jest jak na lekarstwo.

– Głównym problemem jest brak ogólnopolskiego systemu, który dostarczałby pełnej, rzetelnej wiedzy o osobach posiadających broń, co w środku Europy jest wręcz niebywałe – mówi „Rzeczpospolitej" Marek Bieńkowski, dyrektor Departamentu Porządku i Bezpieczeństwa Wewnętrznego w NIK.

Jeden PESEL, 13 osób

NIK przeprowadziła kontrolę z rozmachem: objęła nią 40 jednostek, m.in. Komendę Główną Policji (KGP) i wiele wojewódzkich, komendy Straży Ochrony Kolei, Straży Rybackiej.

199 tys. osób prywatnych posiada blisko 393 tys. sztuk broni, czyli na głowę przypadają średnio dwie. Z tego ok. 280 tys. to broń myśliwska, ok. 65 tys. – przeznaczona do ochrony osobistej, a reszta – sportowa. Najwięcej broni jest na Mazowszu.

Źródłem wiedzy o tym, kto i jakie posiada uzbrojenie, powinien być policyjny system Broń. Tak nie jest, bo centralnej bazy brak, a istniejąca jest pełna przekłamań i luk.

„Dane w systemie są niespójne, pochodzą z różnych okresów i stanów prawnych" – zauważa NIK. Efekt: „są obarczone istotnymi błędami".

Jak dziurawa jest baza, pokazują wydarzenia sprzed miesiąca. Prokuratorzy IPN weszli wtedy do domu wdowy po gen. Czesławie Kiszczaku. Z informacji „Rzeczpospolitej" wynika, że o wsparcie poprosili policjantów, bo wiedzieli, że generał miał broń, ale nie byli w stanie sprawdzić w bazie, czy została oddana.

Jakie są błędy w systemie? Było np. 13 różnych osób mających taki sam numer PESEL, co jest niemożliwe. Przekłamania są w adresach: aleję Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie wpisano do rejestru na osiem różnych sposobów, przypisując do każdej z alei kilka jednostek broni.

Z powodu braku precyzyjnych zapisów nie wiadomo, czy broń została zezłomowana i co się z nią dzieje, gdy właściciel zmarł – takich przypadków kontrolerzy znaleźli 132.

– Jeżeli posiadacz broni umrze, system tego nie wyłapuje. A wystarczyłoby to połączyć z bazą PESEL – mówi dyr. Bieńkowski.

Wszystko to „skutkuje możliwością popełnienia pomyłki, groźnej w skutkach tak dla funkcjonariuszy, jak i osób postronnych" – czytamy w raporcie. Wchodząc do podejrzanego, policjant nie wie bowiem, czy jest on uzbrojony.

Strzelają za rzadko

Przepisy każą trzymać broń w sejfie lub szkatułce przymocowanej do podłoża. Czy prywatni posiadacze się do tego stosują, nie wiadomo. Policja rzadko to sprawdza, uznając, że to jej przywilej, a nie obowiązek. Kolegium NIK oceniło, że takie stanowisko (zaprezentowane przez jednego z byłych szefów policji Marka Działoszyńskiego) jest błędne.

Ponieważ przepisy nie wskazują, co powinno skłonić policjanta do sprawdzenia, czy właściciel przechowuje broń jak należy, dochodzi do absurdów. W niektórych regionach, gdy dzielnicowy chciał to sprawdzić, musiał wszczynać postępowanie administracyjne na fikcyjnych podstawach, by wejść do domu.

Łamanie zasad grozi tragedią, jak ta w 2015 r. na Żywiecczyźnie, gdy 12-latek, bawiąc się bronią myśliwską ojca, zastrzelił rówieśnika.

A jak radzą sobie z bronią sami policjanci? Zdaniem NIK nieźle, chociaż strzelnic i szkoleń mają stanowczo za mało.

Po broń sięgają w ostateczności – 209 razy w ciągu dwóch lat (jak na niemal 100-tysięczną formację to niewiele). Były tylko dwa przypadki niezasadnego jej użycia w 2014 r. To świadczy o właściwym przygotowaniu funkcjonariuszy oraz o skuteczności procedur – ocenia NIK.

Przykład zbyt małej liczby szkoleń daje KGP. W jednym z pionów 20 funkcjonariuszy powinno przećwiczyć strzelanie z pistoletu maszynowego. Uczyniło to tylko dwóch. Stan co czwartej zbadanej przez NIK strzelnicy zagrażał życiu i zdrowiu.

Uwagi NIK dotyczą byłego szefostwa policji. Obecne zapewnia, że np. strzelnic przybywa. – Ostatnio powstały przy budowanych komendach, m.in. w Płocku, Ostrołęce, Ostrowcu, Lublinie i Rykach – wylicza Marcin Szyndler, rzecznik Komendy Głównej Policji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA