fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Hejt w internecie surowiej ścigany

Fotorzepa/ Kuba Kamiński
Po zabójstwie Pawła Adamowicza posypały się groźby wobec polityków. Organy ścigania, jak nigdy dotąd, zaczęły traktować je bardzo poważnie.

Od wtorku policja zatrzymała w całej Polsce już kilkanaście osób, które – głównie w internecie – nawoływały do zabójstw i ataków na polityków.

„Zapewniam że działania policji będą konsekwentne i surowe" – zapowiedział na TT minister spraw wewnętrznych Joachim Brudziński.

Czytaj także:

Hejt to wyzwanie dla wszystkich

Będą lekcje o mowie nienawiści

Policja wykazuje dużą mobilizację, by działać teraz wyjątkowo skutecznie, bo – jak się dowiedziała „Rzeczpospolita" – chce zapobiec pojawieniu się „ewentualnych naśladowców" Stefana W.

W ręce funkcjonariuszy wpadł 48-latek z Gdańska, który zadzwonił pod numer alarmowy 112 i powiedział operatorowi: „zginie Tusk i dostanie kulkę w łeb".

41-latek spod Poznania na Twitterze groził prezydentowi Poznania i Wrocławia. Zatrzymany został także 72-letni warszawiak, który zadzwonił do Warszawskiego Centrum Pomocy Rodzinie i powiedział: „zginął Adamowicz, a jutro może zginąć Andrzej Duda".

Kolejny internauta, nawiązując do ataku na Adamowicza, napisał: „Jeszcze Jaśkowiaka (prezydenta Poznania – red.) i prezydenta Wrocławia... staną się ofiarą swojego lewackiego i bezbożnego podejścia do swoich stanowisk". Groźby skierowano także wobec prezydenta Radomia Radosława Witkowskiego. Mężczyzna na profilu na Facebooku po zabójstwie Adamowicza napisał: „Witkoski będziesz nastempny" (pisownia oryginalna – red.).

Czytaj więcej: Hejt to wyzwanie dla wszystkich

Czytaj więcej: Warszawa po Wrocławiu: będą lekcje o mowie nienawiści

– Ustalaniem, kim są autorzy wpisów naruszających prawo, zajmują się przede wszystkim policjanci z Biura do Walki z Cyberprzestępczością, które od dwóch lat działa w Komendzie Głównej, i funkcjonariusze z komend wojewódzkich, gdzie także istnieją wyspecjalizowane w tym zakresie komórki – mówi Mariusz Ciarka, rzecznik Komendy Głównej Policji.

Podejrzanym stawiane są zarzuty z różnych paragrafów, m.in. dotyczące nawoływania do nienawiści, stosowania gróźb karalnych czy też publicznego nawoływania do popełnienia zbrodni.

Wbrew dość powszechnemu przekonaniu, że internet zapewnia pełną anonimowość, tak nie jest.

– Namierzenie autora wpisu w portalach jest bardzo proste. Dostawca usług musi przekazać policji dane tej osoby, ustala się IP komputera, z którego wyszedł ten wpis, a więc gdzie się logował, a potem namierza się osobę. Problem nie jest w ustaleniu tych danych, bo policja sobie z tym świetnie radzi, gorzej, że te sprawy są po prostu przez organy ścigania bagatelizowane – mówi nam Przemysław Krejza, dyrektor ds. badań i rozwoju w Mediarecovery, katowickiej firmie, która zajmuje się informatyką śledczą.

Mediarecovery często weryfikuje już w postępowaniu sądowym, czy faktycznie za wpisem mogła stać osoba wskazana przez policję. – Oskarżeni często tłumaczą, że ktoś włamał się im na konto – dodaje Krejza.

Wielu autorów jest przekonanych, że jeśli publikują np. w zamaskowanej sieci TOR lub na FB, który niechętnie współpracuje z polskimi organami ścigania (amerykański portal inaczej traktuje tzw. mowę nienawiści ze względu na to, że amerykańskie prawo do wolności jest bardziej liberalne), są nie do odkrycia.

– A to nieprawda. W sieci zawsze zostaje gdzieś ślad tej osoby. Do tego służą nam specjalne narzędzia, tzw. biały wywiad – zdradza Krejza. Tak np. wpadł w Bielsku-Białej w 2018 roku ukraiński haker poszukiwany przez FBI.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA