fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sfera budżetowa

Podatkowe obietnice wyborcze a planowanie finansów

123RF
Padły już wyborcze obietnice podatkowe. Teraz poczekajmy na konkrety ustawowe. Mogą się mocno różnić od propagandowych deklaracji.

Gdy politycy mówią ogólnie o lepszej przyszłości, są po prostu nudni. Więcej zainteresowania wzbudzają konkrety, zwłaszcza te wymierne w pieniądzu. Tu już robi się ciekawiej, choćby dlatego, że wybucha dyskusja, czy na lepsze zarobki lub niższe podatki wystarczy pieniędzy w budżecie.

Tak skomplikowanej materii jak podatki trzeba się przyglądać szczególnie uważnie. To dżungla przepisów, których nie można czytać pojedynczo. Bo jak to w dżungli, wszystkie rośliny się splatają. Gdy przeczytać pojedynczy przepis, zapominając o innych, można pobłądzić. Niejeden przedsiębiorca z radością przeczytał o uldze fiskalnej, która miała wspomagać jego biznes. Gdy dochodził z lekturą do szczegółów, opadały mu ręce. Bo warunki stosowania były liczne i kosztowne.

Podobnie bywa z polityką niepodnoszenia podatków. Cóż z tego, że ich stawki ostatnio nie wzrosły, skoro pojawiło się wiele przepisów realnie je podnoszących? Tak się stało rok temu, gdy pod hasłem uszczelniania systemu poważnie ograniczono zaliczanie w koszty nabywanych przez firmy usług doradczych, reklamowych, informatycznych itp. Nie podniesiono stawek PIT, ale dla najbogatszych wprowadzono „daninę solidarnościową". To taki synonim słowa „podatek", ewidentnie dla zmyłki i w fałszywej otoczce społecznej odpowiedzialności. Wobec fiaska pomysłu podatku od supermarketów wprowadzono podatek od wynajętych budynków. Niby zapisano go w ustawie o CIT, ale tak naprawdę to zupełnie nowy podatek, bez związku z dochodem.

Podobnie było z obniżką CIT do 15 proc., a potem nawet do 9 proc. dla małych firm. Premier chwali się tym z łatwością, ale tak naprawdę ta obniżka jest obwarowana warunkami: działasz jako spółka z o.o. i nie przekraczasz 1,2 mln zł obrotu. No i korzysta z tego zaledwie 119 tys. spośród kilku milionów małych firm.

Teraz może być podobnie. Zwolnienie z PIT dla pracowników poniżej 26. roku życia też raczej nie będzie bezwarunkowe. Nietrudno bowiem wyobrazić sobie sytuację, w której przedsiębiorca zatrudnia swoje dzieci, płacąc im krocie, a tak naprawdę transferując zyski do swojego rodzinnego „raju" podatkowego. Kto nie ma dzieci w tym wieku, być może zatrudni młodych spoza rodziny na wysokie pensje. Równocześnie może kazać sobie zapłacić np. 3/4 tej pensji za usługi wyszkolenia zawodowego. No bo przecież młody musi sporo się nauczyć, prawda?

Nie ma co dalej snuć scenariuszy optymalizacyjnych. Poczekajmy na konkretne przepisy, a nie na deklaracje ze zjazdów partyjnych. Choćby dlatego, że kilka godzin po zjeździe PiS wicepremier Jarosław Gowin pojechał na inny zjazd, tym razem przedsiębiorców. Tam ich ostrzegł, by się trzymali za portfele. Lepiej więc za dużo nie planować.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA