fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Patologia pielęgnowana od lat - komentuje Tomasz Pietryga

Ministerstwo Sprawiedliwości
Fotorzepa, Magda Starowieyska
Afera hejterska powinna wznowić dyskusję o sędziowskich delegacjach do Ministerstwa Sprawiedliwości.

Sprawa ta budzi kontrowersje od lat. Chodzi o sędziów, którzy na zaproszenie ministra przychodzą czasowo do pracy w Ministerstwie Sprawiedliwości, stając się de facto urzędnikami. Praca ta wiąże się z poprawą sytuacji materialnej, ponieważ ów sędzia delegat oprócz swojej sędziowskiej pensji (mimo że praktycznie nie orzeka) pobiera spory dodatek za pracę w administracji.

Pokusa wyrwania się zza sędziowskiego stołu z podwójną pensją jest duża. Niektórzy w ministerstwie zostają więc przez lata, a salę sądową widzą głównie w telewizorze, oglądając swój ulubiony serial „Sędzia Anna Maria Wesołowska".

Ci, którzy zasłużą się ministerstwu czy ministrowi inwencją, pomysłami w reformowaniu Temidy, mogą liczyć na awanse i do rodzimych sądów wracają już nie jako szeregowi sędziowie, ale funkcyjni ze wsparciem u samej góry. Ten funkcjonujący od lat patologiczny układ jest pielęgnowany bez względu na to, kto jest ministrem sprawiedliwości i jaka opcja rządzi, bo jest wygodny dla wszystkich i zawsze znajdą się chętni do robienia szybszych karier i większych pieniędzy.

Systemowo jednak wygląda to bardzo źle: profity brane od polityka, zdanie się na jego łaskę i niełaskę, bo to on decyduje o delegacji, jej długości lub nagłym odwołaniu, wymuszają posłuszeństwo i tworzą zobowiązanie, które – jeżeli potraktujemy niezawisłość sędziowską serio – absolutnie nie powinno mieć miejsca. Jeżeli zarzuty wobec sędziów uczestniczących w aferze hejterskiej się potwierdzą, to właśnie delegacje sędziowskie będą jednym z głównych powodów powstania takiego patologicznego mechanizmu. Mądry ustawodawca powinien ten mechanizm rozmontować, znajdując bardziej autonomiczne rozwiązanie dla obu stron.

Ten postulat jest jak wołanie na puszczy. Niewykonalny ani dziś, ani w przeszłości, i trudno sobie wyobrazić, co jeszcze musiałoby się zdarzyć, aby mogło się to w końcu zmienić.

Zapraszam do lektury najnowszego dodatku „Sądy i prokuratura".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA