Sędziowie i sądy

Reakcja Luksemburga na pytania prejudycjalne Sądu Najwyższego

AdobeStock
Trybunał Sprawiedliwości UE ma priorytetowo potraktować pytania Sądu Najwyższego.

Tak wynika z informacji „Rzeczpospolitej" z kilku źródeł. Podają one, że TSUE traktuje zarzuty wobec czystki w Sądzie Najwyższym na tyle poważnie, że rozpozna je w przyspieszonym trybie. Ale nie znaczy to, że odpowiedź na pytania poznamy tak szybko, jak polski parlament uchwala ustawy.

Czytaj także: Sąd Najwyższy pyta TSUE o praworządność w Polsce

Procedura przewiduje, że Trybunał najpierw decyduje, na ile pilna jest sprawa, potem wzywa władze Polski do zajęcia stanowiska. Do postępowania przystąpić mogą także inne zainteresowane kraje, jak również Komisja Europejska. Potem swoje stanowisko przedkłada rzecznik generalny, Trybunał na rozprawie wysłuchuje strony i ogłasza wyrok.

– To perspektywa kilku miesięcy – ocenia prof. Robert Grzeszczak z UW, specjalista prawa europejskiego. Przypomina, że TSUE może wybrać, na które pytania odpowie, pozostałe pominąć, a nawet zmodyfikować ich treść – i wskazać, co jego zdaniem w całej sprawie wymaga wykładni.

Prawnicy dyskutowali, czy Trybunał może połączyć sprawę pytań SN ze spodziewaną skargą Komisji Europejskiej na praworządność w Polsce.

Jest to możliwe na każdym etapie postępowania, ale nie w tej sytuacji, bo może dotyczyć spraw tego samego rodzaju (czyli albo samych pytań prejudycjalnych albo skarg innego typu). Nie precyzuje tego statut TSUE, lecz regulamin Trybunału.

I prof. Grzeszczak, i prof. Ewa Łętowska (b. członek TK) nie mają wątpliwości, że SN wolno było w takim trybie zawiesić obowiązywanie przepisów noweli ustawy o SN co do skrócenia wieku emerytalnego sędziów SN i wyboru nowej osoby kierującej tym sądem.

Czytaj także: Czy Sąd Najwyższy może zawiesić stosowanie polskiej ustawy?

Decyzje SN były nieoczekiwanym ciosem dla obozu „dobrej zmiany" i z początku nie doczekały się komentarza. Skrytykowała je Kancelaria Prezydenta, uznając, że nie mają podstawy prawnej. Minister Paweł Mucha mówił nawet o „nieudanej próbie obejścia prawa". Podobnie oceniła to prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska. Jeszcze dalej posunął się rzecznik resortu sprawiedliwości, który oświadczył, że Sąd Najwyższy, wstrzymując obowiązywanie spornych przepisów, „szkodzi w rzeczywistości samym Polakom", czekającym na reformę sądów. Najważniejsze jednak, czy po krytyce słownej dojdzie do działań wywołujących skutki prawne.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL