Sędziowie i sądy

W opinii można powiedzieć więcej niż w orzeczeniu

Maciej Szpunar
materiały prasowe
Moją rolą jest ukierunkowanie dyskusji i stworzenie pewnego fermentu intelektualnego – mówi Szymonowi Cydzikowi polski rzecznik generalny w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Opowiada też o problemach z określaniem odpowiedzialności pośredników internetowych i polskim wpływie na orzecznictwo TSUE.

Rz: Z niedawnych badań wynika, że Polacy czują, że instytucje unijne są bardziej „obce" niż „nasze". Co można zrobić, by to zmienić?

Maciej Szpunar: Rzeczywiście, wciąż brakuje poczucia, że Trybunał jest w pewnym sensie sądem polskim. Wydaje mi się, że w niektórych innych państwach członkowskich ta świadomość jest wyższa. Dlatego, mimo ogromu pracy w Luksemburgu, zawsze znajduję czas, żeby spotkać się z polskimi sędziami, prawnikami, studentami. Traktuję to jako część swoich obowiązków – jestem polskim rzecznikiem i kontakt z Polską staram się utrzymywać, informować o naszej działalności i o prawie Unii. Jak tylko mogę staram się też przyjmować gości z Polski, czy to ze środowiska akademickiego czy praktyków lub studentów prawa.

Także polskie sądy bardzo rzadko zwracają się z pytaniami do sądu w Luksemburgu.

Biorąc pod uwagę wielkość naszego kraju, pytań powinno być więcej, ale to się poprawia, zarówno pod względem ilości, jak i jakości. Pamiętajmy też, że zadając pytania prejudycjalne, polskie sądy współkształtują orzecznictwo Trybunału, a w dalszej konsekwencji – praktykę stosowania prawa Unii we wszystkich państwach członkowskich. Co ważne, pytania kierowane przez rodzime sądy przekazują również naszą polską wrażliwość, nasze rozumienie prawa. Dlatego im więcej pytań polskich sądów, tym lepiej. Rzeczywiście jednak, wciąż brakuje poczucia, że Trybunał jest w pewnym sensie sądem polskim. Wydaje mi się, że w niektórych innych państwach członkowskich ta świadomość jest wyższa.

A z czego wynika ta dotychczasowa mała liczba pytań? Z niewiedzy?

Nie wynika tylko z braku doświadczenia wielu sędziów w zakresie prawa Unii. To też kwestia sprawności pełnomocników, którzy są w stanie powołać się przed sądem na to prawo. Ale również pokonania pewniej bariery psychicznej. Sądy muszą zrozumieć, że zadając pytanie Trybunałowi, nie zwracają się do sądu wyższej instancji, który będzie oceniał ich rozstrzygnięcia, tylko z pytaniem do partnera, który ma kompetencję w zakresie dokonywania wykładni prawa Unii. Warto w tym kontekście wspomnieć, że Polska należy do najbardziej aktywnych państw członkowskich, które – przedstawiając zawsze rzetelnie swoje stanowisko – wspiera w ten sposób Trybunał. Stanowiska te są bardzo ważne i pomagają nam rozstrzygnąć sprawę, wyjaśniają, w jaki sposób państwa członkowskie rozumieją przepisy unijne, które są w pierwszej kolejności stosowane przez organy tych państw.

A może sądy zniechęca przewlekłość postępowania przed TSUE? Bardzo wydłuża ona zakończenie sprawy w systemie krajowym.

Trybunał, interpretując prawo Unii w trybie prejudycjalnym, stosuje skomplikowaną procedurę. Pytanie trzeba przetłumaczyć na wszystkie języki Unii, a pozostałe dokumenty na francuski jako język roboczy Trybunału. Trzeba umożliwić wszystkim państwom i instytucjom unijnym przedstawienie swojego stanowiska, musi odbyć się rozprawa, rzecznik generalny musi sporządzić opinię. Czas postępowania wynoszący średnio kilkanaście miesięcy, nie jest więc moim zdaniem nadmierny. Ponadto w sprawach, w których czas wydania orzeczenia jest szczególnie istotny, mamy dwie procedury, które umożliwiają szybsze rozstrzygnięcie. Jest to, po pierwsze, tryb pilny, w odniesieniu do tzw. przestrzeni wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości. Chodzi o sytuacje, np. pozbawienia wolności albo uprowadzenia dziecka. Z kolei procedura przyspieszona może być zastosowana w każdym przypadku na wniosek sądu krajowego, jeśli wykaże on, że jest taka potrzeba.

Niedawno w celu przyspieszenia prac TSUE zwiększono liczbę sędziów. Czy nie należałoby też zwiększyć liczby rzeczników generalnych?

To chyba nie wchodzi w rachubę, bo zwiększenie tej liczby z ośmiu do jedenastu wywołało kontrowersje. Nie wiem też, czy jest taka potrzeba – w tej chwili rzecznicy nie wydają opinii w każdej sprawie, a tylko w tych istotniejszych. Myślę też, że ze względu na to, że jest nas mniej, lepiej wiemy, co się dzieje w Trybunale i uczestniczymy w większej liczbie postępowań.

Czy istnieje specjalizacja wśród rzeczników?

Sprawy przydziela pierwszy rzecznik generalny. Z pewnością bierze on pod uwagę specjalizacje rzeczników, ale jego polityka obecnie polega na tym, by nie przydzielać spraw tej samej kategorii wyłącznie jednej osobie, bo można by z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć, co dany rzecznik napisze. Pewne zagadnienia wymagają spojrzenia z kilku punktów widzenia. Rzecznik nie jest sędzią – mniej się liczy ekonomika procesowa, a bardziej dogłębność, wszechstronność i umiejętność spojrzenia na sprawę z innej perspektywy.

Czy nie jest trochę frustrujące, że opinia rzecznika nie jest wiążąca dla sądu?

Nie. Ona ma przede wszystkim pomóc sądowi w rozstrzygnięciu sprawy. Gdyby była wiążąca, to po co sąd? Z kolei gdyby moją rolą było przewidzenie, jaką decyzję wyda Trybunał i napisanie pod tym kątem opinii, to instytucja rzecznika generalnego byłaby całkowicie zbędna. Moja misja polega na tym, że staram się na pewne rzeczy zwrócić uwagę, ukierunkowanie dyskusji, stworzenie pewnego fermentu intelektualnego. Nie zawsze orzecznictwo jest przejrzyste i rolą rzecznika jest zwrócenie na to uwagi. Czysto egoistycznie dodam, że jeśli Trybunał się ze mną nie zgodzi, to opinia żyje dalej w doktrynie i stanowi punkt odniesienia w orzecznictwie. Jest to substytut zdań odrębnych, gdyż w Trybunale ta instytucja nie istnieje. A jeśli Trybunał zgodzi się z opinią rzecznika, to się już mówi tylko o wyroku.

Ostatnio dużo się mówiło o pana opinii w sprawie Ubera, z której wynika, że jest to bardziej firma transportowa niż platforma pośrednicząca. Widać jednak, że sądy w całej Europie mają problem z tą oceną. Czy wyrok TSUE ujednolici orzecznictwo w tej kwestii?

Nie za bardzo wypada mi wypowiadać się na temat postępowań, które się toczą. Sprawa oczywiście jest kontrowersyjna, skomplikowana i niezmiernie ważna. Transport jest wyłączony z zakresu stosowania dyrektywy usługowej, inaczej też stosuje się w odniesieniu do niego przepisy traktatu o podstawowych swobodach rynku wewnętrznego. Unia nigdy nie wykonała swoich kompetencji legislacyjnych w zakresie transportu miejskiego – ten rodzaj transportu pozostaje zatem nadal całkowicie w gestii państw członkowskich. Oczekiwania, że Trybunał mógłby ujednolicić zasady transportu miejskiego, nie są uzasadnione w obecnym stanie prawnym. Tak, jak napisałem w opinii, nie powinno się uznawać Ubera za podmiot świadczący usługę społeczeństwa informacyjnego, jego działalność wykracza poza zwykłe pośrednictwo. Nie da się zaprzeczyć, że uczestniczy on także w świadczeniu usługi transportowej. Gdyby Wielka Izba, która rozpatruje sprawę zgodziła się z moją opinią, oznaczać to będzie, że każde państwo samo decyduje, jak funkcjonuje Uber na jego terytorium.

Czy rozstrzygnięcie, że nie jest to usługa społeczeństwa informacyjnego, ale transportowa, będzie wiążące dla sądów w innych sprawach?

Oczywiście, to jest główny przedmiot sporu. Niedługo wydam także opinię w sprawie Uber France, która dotyczy podobnych zagadnień co niedawna sprawa Uber Spain, ale ponadto porusza też kwestię ewentualnego obowiązku notyfikacji przez państwa członkowskie przepisów regulujących działanie platform, takich jak Uber. Z podobną rozstrzygniętą już kwestią mieliśmy do czynienia w naszej ustawie hazardowej. W tym wypadku inne były jednak przesłanki obowiązku notyfikacji.

Czy inne kraje też potrzebują takich regulacji, czy może jest na to jeszcze za wcześnie?

KE pracuje nad przepisami dotyczącymi funkcjonowania platform i pośredników internetowych, głównie w kontekście nadchodzącej reformy prawa autorskiego. Nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo to rola legislatora, aby przyjąć odpowiednie przepisy. Ale jest to zagadnienie o bardzo doniosłym znaczeniu. Funkcjonowanie platform internetowych i pośredników, stwarza wiele sposobów ewentualnych naruszeń, czy to praw własności intelektualnej, czy to dóbr osobistych.

Jakie na przykład?

Niedawno został ogłoszony wyrok w sprawie The Pirate Bay, w której wydawałem wcześniej opinię. Chodziło o funkcjonowanie platformy torrentowej, która umożliwia przekazywanie już nie tylko całych plików i nie na linii klient – serwer, ale nawet części plików pomiędzy wszystkimi użytkownikami. Moim zdaniem operator takiej platformy dokonuje publicznego udostępnienia utworu, a więc narusza prawa autorskie ze wszystkimi tego konsekwencjami. Prawo Unii określa dokładnie, jakie działania należy kwalifikować jako naruszenie prawa autorskiego, natomiast w moim odczuciu nie harmonizuje tak zwanej odpowiedzialności pośredniej. To wielkie wyzwanie, jak zakwalifikować ewentualną odpowiedzialność pośredników internetowych. Czy dokonują bezpośredniego naruszenia, pośredniego, czy nie dokonują go wcale? Aby sobie z tym poradzić, Trybunał Sprawiedliwości bardzo rozszerza zakres pojęcia publicznego udostępniania utworu. W sprawie GS Media uznano na przykład, że zamieszczanie linka do materiału chronionego prawem autorskim także może być publicznym udostępnianiem. Unia po części reguluje też zagadnienie wydawania zakazów (ang. injunctions) w stosunku do pośredników internetowych – zakazu publikacji określonej treści lub obowiązku jej usunięcia. W tej kwestii TSUE jeszcze nie powiedział ostatniego słowa, i tego rodzaju sprawy będą trafiać na naszą wokandę.

A czym pan się kieruje w sytuacjach, gdy prawo jest przestarzałe lub w ogóle go nie ma, a pan musi wydać opinię w sprawie?

Wydając opinię, dysponuję aktami, także stanowiskami państw członkowskich, i zawsze staram się do tego odnosić w treści. Wiadomo, że opinie są sporządzane mniej sformalizowanym, bardziej osobistym językiem niż orzeczenia sądowe. W opinii można powiedzieć więcej. W odniesieniu do prawa nowych technologii jestem zwolennikiem dynamicznej interpretacji. Przepisy powstałe w czasach, gdy technologia nie była tak zaawansowana, trzeba dostosować do rozwoju, jaki nastąpił od ich powstania. Wydawałem np.: opinie dotyczącą odbioru sygnału telewizyjnego w pokoju hotelowym, wypożyczania e-booków czy odpowiedzialności udostępniającego sieć wi-fi swoim klientom bez hasła (np.: przez sklepy czy restauracje). Teraz dostałem do rozstrzygnięcia sprawę niemiecką, dotyczącą odpowiedzialności członków rodziny i domowników w kwestii naruszenia praw własności intelektualnej za pośrednictwem internetu.

Czy pana zdaniem brexit wpłynie na Trybunał Sprawiedliwości? Wielka Brytania wnosiła do UE dorobek kultury prawnej common law.

Będzie mi na pewno brakowało anglosaskiego podejścia do prawa, anglosaskiej wrażliwości i sposobu analizy prawa. Ale to, co Wielka Brytania wniosła w rozwój prawa Unii, to pozostanie. Choćby na poziomie prawniczego języka angielskiego, który został dostosowany do pojęć znanych wcześniej tylko prawu kontynentalnemu. Wiele instytucji prawnych zostało przejętych z common law do prawa Unii Europejskiej. Na pewno będzie mi brakowało pytań sądów angielskich, które zawsze były pytaniami najwyższej jakości i pozwoliły na wydanie wyroków w sprawach, które miały znaczenie dla wszystkich państw członkowskich. Będzie też brakowało brytyjskiego sędziego i brytyjskiego rzecznika generalnego.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL