fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Delegowani sędziowie mają ratować sądy w razie braków kadrowych z powodu koronawirusa

AdobeStock
Tam, gdzie pojawią się braki kadrowe, orzekać będą awaryjni sędziowie. Stanie się to za ich zgodą, ale czy dobrowolnie?

Specustawa, która właśnie trafiła do Senatu, ma wspomóc spowolnione do granic zatrzymania polskie sądy. Ministerstwo Sprawiedliwości ma pomysł na uratowanie sytuacji w czasie przestoju lub kwarantanny poszczególnych jednostek. Wszystko po to, by załatwić sprawy pilne.

Resort chce, by prezes sądu apelacyjnego mógł delegować sędziego sądu rejonowego, okręgowego lub apelacyjnego, za jego zgodą, do pełnienia obowiązków sędziego w innym sądzie, by rozpoznawał tam sprawy pilne. Podobnie rzecz się ma w przypadku sędziów wojskowych czy administracyjnych.

Czytaj też:

W dwie strony

Opinie samych sędziów o tej propozycji są podzielone.

Beata Morawiec, sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie, uważa, że sam pomysł nie jest zły.

– To jednak broń obosieczna. Jeśli będzie nadużywana, może uderzyć w wielu sędziów. Szczególnie tych niepokornych i zbuntowanych.

– Sędzia może dostać propozycję nie do odrzucenia: orzekać gdzie indziej albo mieć poważne kłopoty – mówi „Rzeczpospolitej" sędzia Morawiec. I trudno, jej zdaniem, się z tym nie zgodzić.

To nie jest odosobniony pogląd. Podobnie uważa wielu warszawskich sędziów.

– Czasem taka propozycja faktycznie może oznaczać zesłanie do mniejszych sądów na obrzeżach apelacji – mówią „Rzeczpospolitej".

Problem polega na tym, że nie wiadomo, ile taka delegacja miałaby trwać. A także czy sędzia bez konsekwencji dla siebie mógłby zgody odmówić. Oraz przed kim miałby to zrobić.

Prezesi sądów uspokajają.

– Nie, to nam prawdopodobnie nie zaszkodzi. Sądy pracują teraz w izolacji i nieczęste będą sytuacje, by jakiś został z powodu kwarantanny czy choroby całkowicie zamknięty. A jeśli tak by się stało, to przecież trzeba zapewnić ciągłość orzekania. Możliwość przekazania spraw innemu sądowi lub delegowania sędziów jest do zaakceptowania, zwłaszcza jeśli decyzja nie będzie należała do żadnego polityka, tylko do prezesa nadrzędnego sądu – uważa sędzia Maciej Strączyński, prezes Sądu Okręgowego w Szczecinie.

– Pomysł wydaje mi się racjonalny – mówi Krzysztof Kurosz, prezes jednego z łódzkich sądów rejonowych.

Jego zdaniem projekt ustawy wymaga uzyskania zgody sędziego na delegację, a zatem spełnione są standardy określone w art. 180 ust. 2 Konstytucji RP.

Nie wydaje mu się również, by istniało niebezpieczeństwo dla sądów, z których następowałaby delegacja.

Według niego prezesi sądów apelacyjnych odpowiadają w ramach nadzoru administracyjnego za funkcjonowanie sądów w całej apelacji i w związku z tym z założenia ważą interesy poszczególnych jednostek organizacyjnych.

– Każdy prezes odpowiada za funkcjonowanie podległego mu sądu, niemniej z powodów aksjologicznych (etyczny obowiązek pomocy innym) i prawnych (art. 1 Konstytucji RP) porządek prawny wymaga myślenia prowspólnotowego. Pewne przesunięcia mogą się okazać nieuniknione dla zapewnienia funkcjonowania sądów na różnych szczeblach – podnosi prezes Kurosz.

I na koniec głos ze stolicy.

– W delegacji sędziego za jego zgodą do innego sądu w celu rozpoznawania spraw pilnych nie dostrzegam problemu. Widoczne są wręcz zalety – mówi prezes SO w Warszawie Joanna Bitner.

Pat grozi każdemu

Jak dodaje, wszyscy musimy mieć świadomość, że mimo reorganizacji pracy w sądach, ograniczenia ich działalności, pracy zdalnej itp. każdy prezes może się znaleźć w patowej sytuacji, kiedy np. zabraknie sędziów do rozpoznawania spraw pilnych. Musimy więc mieć możliwość ratowania się w beznadziejnej sytuacji.

Prezes Bitner liczy, że przepis nie będzie nadużywany, a delegowanie sędziego z macierzystej jednostki nikogo nie zaskoczy ani nie zdezorganizuje pracy sądu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA