fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Zjazd po równi pochyłej - o sytuacji pracowników sądów i prokuratur

Fotorzepa
Tegoroczne Święta Wielkanocne nie dla wszystkich były radosne.

Kolejne grupy obywateli sprzeciwiają się polityce prowadzonej przez rząd. W nieustannym sprzeciwie wobec działań Ministerstwa Sprawiedliwości pozostają sędziowie. Protestowali już lekarze rezydenci. Protestują pracownicy administracji sądowej. I nauczyciele. Każda z grup ma inne postulaty, ale większość postulatów, szczególnie grup pracowniczych, sprowadza się do żądań płacowych, choć oczywiście nie tylko.

Czytaj też:

Wiertarka wiecznie żywa

Prawo do strajku jest jednym z podstawowych praw w państwie demokratycznym. W naszej konstytucji zapisane jest ono w art. 59 pkt 3. Sędziowie nie mogą strajkować, więc protestują w inny sposób. Stowarzyszenia sędziowskie podejmują uchwały potępiające działania Ministerstwa Sprawiedliwości, neoKRS czy rzecznika dyscyplinarnego. W geście protestu wychodzą przed sądy, trzymając w rękach hasła „nie damy się zastraszyć". Zadają w granicach obowiązującego prawa pytania prejudycjalne do Trybunału w Luksemburgu, a dotyczą one zarówno postępowania dyscyplinarnego, jak i działań neoKRS. To pytania ważne nie ze względu na samych sędziów, ale na obywateli, którzy muszą mieć gwarancję rzetelnego procesu, a wpływ ministra sprawiedliwości na funkcjonowanie sądów i sędziów musi być ograniczony.

W odpowiedzi na te działania nie słyszymy zachęty ze strony ministra Zbigniewa Ziobry do podjęcia dialogu, wręcz przeciwnie. Nadal, aby uzasadnić własne działania, epatuje przykładem sędziego, który ukradł wiertarkę. Nie jest ważne, że sędziów jest ponad dziesięć tysięcy, a to był jeden przypadek. Atmosfera dzielenia społeczeństwa na złych sędziów i suwerena, którego interesów broni minister, jest podtrzymywana. Twierdzę jednak, że to się ministrowi nie uda. Świadczy o tym chociażby ostatni wynik sondażu przeprowadzonego przez stowarzyszenie Iustitia, w którym obywatele, odpowiadając na pytanie, czy niezależność sądownictwa jest w Polsce zagrożona, odpowiedzieli twierdząco (57 proc.). To dobry znak. To znaczy, że nasze działania, ale też innych stowarzyszeń i inicjatyw społecznych przynoszą zamierzony skutek. Obywatele przestają wierzyć już w propagandowe hasła głoszone przez prominentnych przedstawicieli ministerstwa.

Nie uda się też rzecznikowi dyscyplinarnemu wskazanemu przez ministra nas, sędziów, zastraszyć. Nadal będziemy podejmować działania zmierzające do wyjaśnienia obywatelom, jak bardzo ważne dla ochrony ich praw są wolne sądy i niezależni sędziowie. Wypowiedzi ministra na konferencjach prasowych dotyczące sędziów stają się coraz bardziej agresywne, co wydaje się reakcją na kolejne nasze inicjatywy. Opowieści zaś o sędziach kradnących wiertarkę czy spodnie stają się moim zdaniem coraz bardziej przeciwskuteczne.

Opowiedz mi swoją historię

W cieniu naszego protestu i naszych działań trwają protesty pracowników administracji sądów i prokuratur. Nie jest to znacząca grupa społeczna z punktu widzenia władzy, więc można ją lekceważyć lub też prowadzić tzw. działania pozorne. Nasi pracownicy pozostają poza zainteresowaniem mediów, nie mają silnych związków zawodowych jak nauczyciele, którzy również rozpoczęli słuszny strajk w obronie własnej godności i w imię przywrócenia etosu zawodu. Informacja o ich strajku nie schodzi z czołówek serwisów informacyjnych. O strajku moich współpracowników nie słychać, a on przecież nie ustał. Codziennie o godzinie 12.00 przed Sąd Okręgowy w Łodzi wychodzą pracownicy administracji sądowej w geście sprzeciwu. Protest trwa od grudnia 2018 r., a schemat działania przedstawicieli władzy jest ten sam jak przy akcji protestacyjnej nauczycieli. Podpisane zostało porozumienie ze związkami zawodowymi, które nie satysfakcjonowało pracowników. Pracownicy w wyniku osiągniętego porozumienia otrzymali już wcześniej zagwarantowane w budżecie podwyżki w kwocie 200 zł brutto. Tak, więc, po latach zamrożonego budżetu, moja współpracownica otrzymała niecałe 150 zł podwyżki. Obecnie jej wynagrodzenie po 15 latach pracy to 3000 zł brutto z wszystkimi składnikami, w tym z dodatkiem stażowym, co daje kwotę netto około 2400 zł.

Pracownicy nadal protestują. To ich krzyk rozpaczy, który przeszedł w niemy krzyk w cieniu innych protestów. Jednak się nie poddają. Ponownie został wszczęty spór zbiorowy z pracodawcą, a sądy zostały oplakatowane. Odbywają się manifestacje. W samej Łodzi były ich już trzy i planowana jest kolejna. W marcu odbył się przemarsz pracowników pod Kancelarię Prezesa Rady Ministrów pod hasłem „Ostatki u premiera". Planowane są również kolejne działania. Pracownicy Sądu Okręgowego w Łodzi stworzyli też stronę na FB pod nazwą „Łódzkie sądy – protest pracowników", gdzie umieszczane są aktualne informacje o tym, co dzieje zarówno w naszym sądzie, jak i w sądach w całej Polsce. W ostatnim czasie, właśnie na tejże stronie, rozpoczęto akcję pod nazwą „Opowiedz mi swoją historię". Pracownicy przysyłają listy, w których opisują codzienną pracę w sądzie, na czym ta praca polega, ile zarabiają, jaką ponoszą odpowiedzialność. Czytałam te listy i są naprawdę poruszające. Przypomina mi się tekst piosenki grupy Czerwono-Czarni „Opowiedz mi swoją historię. Tak będzie najlepiej, sam wiesz (...). Opowiedz mi swoją historię. Nim kiedyś zabraknie Ci słów". Nawet dla mnie, która zna pracę sądów, niektóre z opisanych historii są tak wzruszające, że naprawdę brakuje już słów. Piszą pracownicy administracyjni, którzy muszą niekiedy obsłużyć kilkaset spraw z referatu sędziego i nie ma wtedy czasu na zastanawianie się, a każdą czynność trzeba podjąć „na wczoraj". Do tego należy dodać stres, czasem przypłacony depresją.

Piszą asystenci sądowi, którzy są, jak się określają, „autorami widmo". To oni sporządzają projekty postanowień, uzasadnień, przygotowują niezbędne do wydania wyroku orzecznictwo. Nigdzie jednak nie figuruje ich nazwisko, wydaje się, że są anonimowym trybikiem w machinie wymiaru sprawiedliwości. Na początku naszej transformacji miałam zaszczyt rozmawiać z sędzią z San Diego w stanie Kalifornia. Wówczas nasze sądownictwo było na początku przemian, więc nasza rozmowa siłą rzeczy skupiła się na odpowiedzi na pytanie, co zmienić, aby usprawnić proces orzeczniczy. W dyskusji padło pytanie sędziego: „Ilu macie państwo urzędników i asystentów do swojej dyspozycji?". Wywołało konsternację i kiedy odpowiedzieliśmy, że w Polsce obsługą sędziego zajmuje się jeden urzędnik, w konsternację z kolei wpadł kolega z USA. Dowiedzieliśmy się, że sędzia w systemie amerykańskim ma do własnej dyspozycji dwóch asystentów i kilku urzędników.

Wiele lat minęło od tej rozmowy, a w naszym systemie wymiaru sprawiedliwości niewiele się zmieniło. Nabór nowych pracowników do sądów odbywa się głównie na zasadzie selekcji negatywnej, a to związane jest właśnie z wysokością wynagrodzenia. Dlatego czeka nas niekontrolowany zjazd po równi pochyłej, jeżeli chodzi o jakość obsługi interesanta i organizację pracy. To zaś odbije się na funkcjonowaniu całego wymiaru sprawiedliwości, a więc w konsekwencji na zwykłym obywatelu. Próbą poprawy pracy sędziego było właśnie utworzenie etatów asystentów sędziów. Niestety, jak w wielu sprawach dotyczących reformy wymiaru sprawiedliwości zatrzymano się w połowie drogi. Ich wynagrodzenie znacznie odbiega od wynagrodzeń pracowników z podobnymi kwalifikacjami Najlepsi absolwenci wydziałów prawa nie trafiają do pracy w sądach, lecz do korporacji, i to nie tylko prawniczych. Odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się dzieje, nie jest trudna. Barierą jest wysokość wynagrodzeń.

Jest jeszcze czas

O tym wszystkim nie słychać, a to dzieje się naprawdę. Tak więc, dla wielu z nas minione święta nie były radosne, bo minęły w cieniu strajku, o którym wszyscy zapomnieli, i w cieniu walki o praworządność, w oczekiwaniu na wyroki TSUE.

Mimo wszystko życzę moim współpracownikom uśmiechu i nadziei, że strajk w wymiarze sprawiedliwości zakończy się wkrótce, że minister czy to Zbigniew Ziobro, czy też jego następca zrozumie to, co rozumieją wszyscy. Dobre funkcjonowanie sądów to prawdziwe reformy, a nie tylko pozorne, że konieczna jest rewolucja w systemie wynagradzania i sposobie myślenia o pracy sądów. Na razie jednak ministerstwo zajmuje się projektem roboczo zwanym spłaszczeniem struktur, co, jak przypuszczam, nie doprowadzi do poprawy działania sądów i poprawy warunków pracy sędziów, pracowników administracji i asystentów, a jedynie pozwoli pozbyć się z wymiaru sprawiedliwości niewygodnych sędziów.

Panie Ministrze, jest jeszcze czas!

Autorka jest sędzią Sądu Okręgowego w Łodzi

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA