fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Marek Domagalski: D'Hondt, cichy reformator polskiej sceny politycznej

Fotorzepa / Piotr Guzik
Już trzeciego dnia po publikacji zarządzenia prezydenta o wyznaczeniu wyborów PKW zarejestrowała sześć komitetów wyborczych, w tym największych ugrupowań – PiS i Koalicji Obywatelskiej PO.

Wygląda na to, że krótsza kampania wyborcza zmobilizowała też mniejsze ugrupowania. Nie wiem, czy prezydent rozumował tak jak znany konstytucjonalista prof. Ryszard Piotrowski, że krótka kampania wyborcza jest korzystna dla mniejszych ugrupowań, ponieważ nie będą musiały wydatkować na nią ogromnych kwot. Bez wątpienia mniejsze ugrupowania, zwłaszcza te młode, mają mniejsze finansowe i organizacyjne możliwości, a wybory to ogromne przedsięwzięcie.

Jakość debaty wyborczej na szybszej kampanii na pewno nie straci, gdyż dyskusja o pomysłach na Polskę trwa na okrągło od kiedy powstały 24- godzinne telewizyjne programy polityczne i rozwinął się internet. Kampania, miejmy nadzieję, tylko nieco ją uporządkuje.

Nie można jednak nie zauważyć, że konsolidację mniejszych, czasem bardzo odległych ugrupowań i polityków wymusza system wyborczy D'Hondta wraz progiem wyborczym (5 proc. w skali kraju). System ten nie tylko wyklucza ugrupowania, które znajdą się pod tą poprzeczką, ale wyraźnie preferuje największe partie. Dość powiedzieć, że PiS, który w poprzednich wyborach uzyskał 37,5 proc. głosów dostał 235 mandatów poselskich a więc 51 proc. i pierwszy raz jedna partia mogła rządzić samodzielnie. A system ten z krótką przerwą (wybory w 2001 r.) stosowany jest w III Rzeczypospolitej od wyborów w 1993 r.

Jak widać, bardzo mozolnie prowadził do krystalizowania się bloków. To pokazuje, że nie wystarczy prawo, że potrzebne są jedna, a jeszcze lepiej dwie wyrastające ponad inne partie bloki. I chyba wyrósł nam taki system – dwupartyjny. Jest lepszy niż wielopartyjny, w którym wszyscy walczą ze wszystkimi.

Brakuje jednak w Polsce mechanizmu, który zmuszałby do współdziałania tych dwóch obozów politycznych w sprawach najważniejszych. To kwestia przyszłości i raczej polityki, a nie obecnego prawa (konstytucji). Na jej zmianę się nie zanosi, gdyż wymagałoby to właśnie współdziałania obu obozów. Aby prawo było w miarę sprawne, niezbędne jest porozumienie, a nie wojna głównych sił. Na system D'Hondta główne ugrupowania nie narzekają, i jak widać działa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA