fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Joanna Parafianowicz: Król tygrysów i historia polskiej pumy

Adobe Stock
Dzikie zwierzę musi pozostać dzikie, a nie dawać dziką radość człowiekowi.

Serial „Król tygrysów", emitowany od niedawna przez Netflix, fascynując i odpychając zarazem, wzbudził wiele kontrowersji, także moich. Pierwszoplanowym i tytułowym bohaterem obrazu jest Joe Exotik. Ekscentryczny hodowca dzikich zwierząt, w szczególności kotów, prowadzi medialną wojnę z niejaką Carole Baskin, zdawać by się mogło postacią po przeciwnej stronie barykady. Krytykujący i oczerniający się nawzajem, wykładający niemałe sumy na utrudnianie sobie życia, a nawet groźby. On – zakochany w tygrysach, z radością się z nimi brata igrając z naturalnymi instynktami i czyniąc z nich maskotki. Ona – zwolenniczka dawania kotom możliwości życia w stanie maksymalnie zbliżonym do naturalnego. Pozornie różni ich wiele. Łączy, jednakże jedno: zarówno Joe, jak i Carole zarabiają na dzikich zwierzętach, czyniąc z nich rozrywkę dla ludzi.

Czytaj także:

W serialu poruszane są zagadnienia takie jak prawa zwierząt i hodowanie ich (w szczególności dzikich) przez ludzi. Oglądając obraz, raz stajemy po stronie jednego, innym razem drugiego bohatera, przybliżając się na zmianę do odmiennych racji. Poznajemy także ich skomplikowane historie – kolejnych partnerów Joe (zawiera małżeństwo z dwoma młodzieńcami, przy czym z czasem jeden zdradza go z kobietą, a drugi pada ofiarą własnego pistoletu), jego wzloty i upadki, pośród których wymienić można także kampanię w wyborach na gubernatora oraz pobyt w więzieniu za planowanie zabójstwa Carole. O niej zaś dowiadujemy się w jak zagadkowych okolicznościach zaginął jeden z jej mężów (o którego zabójstwo jest podejrzewana), towarzyszymy także jej ślubowi na plaży z panem młodym na smyczy ucharakteryzowanym na dzikiego kota. Wszystko to, co jawi się naszym oczom, nakazuje przecieranie ich w niedowierzaniu, że to nie fikcja, lecz serial dokumentalny.

„Król tygrysów" to jednakże w moim odczuciu nie jest serial o parze grzeszących megalomanią i egocentryzmem głównych bohaterów, dla których dzikie zwierzęta stanowią jedynie egzotyczne tło. Jest to bowiem dokument o prawa zwierząt, w moim odczuciu nagminnie naruszanych, hodowli dzikich kotów w miejscu zamieszkanym przez ludzi i tym, jak bardzo początkowo być może dobre intencje i ludzka chęć przełamania naturalnej kociej natury prowadzą do nieuchronnej tragedii.

Wprawdzie „Król tygrysów" to serial amerykański, ale nie sposób nie dostrzec pewnych podobieństw jego treści do naszej polskiej rzeczywistości. Serca wielu Polaków podbiła ostatnio troska o dobro kota. Nie zwykłego kota, jednakże, lecz o dzikiego. Wszystko to zaś z tej przyczyny, że media doniosły o próbie jej przejęcia przez poznańskie zoo. Internauci podzielili się na dwa obozy. Jeden zasilili ci, których zdaniem człowiek związany z pumą emocjonalnie, a zarazem puma z jej człowiekiem nie powinni być rozdzielani. Drugi zaś ci, dla których jedynym miejscem, które w maksymalny sposób może odpowiedzieć na potrzeby zwierzęcia, jest ogród zoologiczny, zaś człowiek, który tego nie akceptuje, nie może być określany inaczej niźli nieodpowiedzialnym i egoistycznym. Niezależnie od tego, po której stronie barykady w tym sporze jesteśmy, podkreślić należy jedno: w Polsce posiadanie dzikich zwierząt, takich jak puma Nubia, jest nielegalne.

Czego byliśmy zaś świadkiem? Ucieczki byłego właściciela z pumą, ukrywania się przezeń wraz ze zwierzęciem w lasach, niemożność wyegzekwowania wyroku sądowego, w którym orzeczono przepadek pumy na rzecz Skarbu Państwa, dramatyczne próby odebrania jej podczas akcji zorganizowanej przez przedstawicieli zoo, lecz bez wiedzy lokalnej policji. Co widzieliśmy? Strach zwierzęcia, desperację jej człowieka i niemoc uprawnionych organów. Wszystko zaś po to, aby udowodnić z jednej strony, że dzikie zwierzę może funkcjonować jak zwykły kot, choć od publikowanych w internecie ujęć pokazujących zwierzę żyjące we wspaniałych warunkach do punktu, w którym zostały zastąpione małą metalową klatką zmieniło się wszystko. Jednocześnie widzieliśmy, że orzeczenia sądu mogą być egzekwowane za wszelką cenę.

W tej pełnej zwrotów akcji zabrakło jedynie rozsądku, bo dobrymi chęciami (towarzyszącymi zapewne obu stronom sporu), jak wiadomo, piekło jest wybrukowane, oraz powszechnej wiedzy, że dzikie zwierzę musi pozostać dzikie, a nie dawać dziką radość człowiekowi, dla którego jest źródłem zarobku.

Autorka jest adwokatką, założycielką bloga www.pokojadwokacki.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA