fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

­Jacek Trela: Rządzący gardząc LGBT, upatrują w tym korzyści wyborczych

AFP
Granie na emocjach jest nieodpowiedzialną postawą polityków. Łatwo zbudować napięcia społeczne, lecz bardzo trudno je wyciszyć. Po wyborach nie wszystko wróci do normy.

W czasie Marszu na Waszyngton 28 sierpnia 1963 r. pastor Martin Luther King mówił do 200-tysięcznego tłumu: „Mam marzenie, że pewnego dnia naród nasz wzniesie się na wyżyny prawdziwego sensu swojej wiary i uzna za prawdę oczywistą, że wszyscy ludzie zostali stworzeni równymi".

Gdy w USA trwają protesty po śmierci George'a Floyda, który został zamordowany przez policjanta podczas zatrzymania, gdy w geście solidarności przeciwko rasizmowi i dyskryminacji manifestują również Europejczycy w wielu stolicach naszego kontynentu, w Polsce rządzący postanowili przekonywać, że równość wobec prawa dotyczy tylko ludzi, a „LGBT to nie są ludzie, lecz ideologia". Jeden z członków sztabu prezydenta powiedział wprost: „Brońmy nas przed ideologią LGBT i skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka czy jakiejś równości". Notabene autor tego zdania sam o sobie mówi, że jest konstytucjonalistą. Wykłada na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Czyżby nie przeczytał preambuły do Konstytucji RP, która stanowi między innymi, że „równi w prawach i powinnościach, (...) pragnąc na zawsze zagwarantować prawa obywatelskie, (...) ustanawiamy Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej"? Te myśli wyrażone w preambule są w dalszej części rozwinięte w przepisach konstytucji, zapewne też nieznanych konstytucjonaliście z KUL. Artykuł 30 konstytucji mówi, że przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela, zaś art. 32 stanowi, że wszyscy są wobec prawa równi i nikt nie może być dyskryminowany.

Sprzeciw prezydium

W stanowisku z 18 czerwca Prezydium Naczelnej Rady Adwokackiej wyraziło stanowczy sprzeciw wobec wypowiedzi kwestionujących człowieczeństwo osób LGBT i przysługujące im podstawowe prawa człowieka. „Prezentowane w debacie publicznej pogardliwe wypowiedzi na temat osób o orientacji innej niż heteroseksualna naruszają wypracowywane standardy państwa obywatelskiego. Kandydaci ubiegający się o najwyższą godność w Państwie są w sposób szczególny zobowiązani do wstrzemięźliwości i unikania wypowiedzi naruszających demokratyczne wartości i zasady, na których zbudowana jest Rzeczpospolita Polska".

Rządzący wprowadzają temat osób o orientacji innej niż heteroseksualna, bo upatrują w tym doraźnych korzyści wyborczych. Wiedzą, że w naszym społeczeństwie relatywnie łatwo rozpalić spór na ten temat. Przeprowadzone przez CBOS w lipcu 2019 r. badania pokazały, że akceptacja społeczna dla osób nieheteronormatywnych zmalała w stosunku do 2017 r., pomimo że wcześniej sukcesywnie rosła. Ten spadek ma związek z opresją słowną, która spotyka osoby LGBT w debacie publicznej. Politycy dobrze wiedzą, że wypowiedzi noszące znamiona mowy nienawiści ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową znajdują odzwierciedlenie w nastrojach społecznych, a chodzi przecież o to, żeby zyskać poparcie w wyborach. Tak było w 2019 r., kiedy temat osób LGBT był podnoszony przez rządzących w kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego, potem w jesiennej kampanii przed wyborami do parlamentu polskiego i tak jest teraz, przed wyborami prezydenckimi.

Skutkiem tej doraźnej polityki obliczonej na sukces wyborczy, za nic mającej zapisy konstytucji o równości wszystkich osób, jest 39. miejsce Polski na 49 państw europejskich w przygotowywanym co roku przez organizację ILGA Europe przeglądzie stanu ochrony prawnej zapewnianej osobom LGBT (lesbijkom, gejom, osobom biseksualnym i transpłciowym). Jest to jednocześnie przedostatnie miejsce wśród wszystkich państw Unii Europejskiej.

Ryzykowna gra

Granie na emocjach jest bardzo ryzykowną i nieodpowiedzialną postawą polityków. Łatwo zbudować napięcia społeczne, ale bardzo trudno je wyciszyć, zniwelować. Bo przecież po wyborach wszystko samo nie wróci do normy. Niechęć do drugiego człowieka pozostanie. Przykłady – także spoza tematyki orientacji seksualnej – można mnożyć. Wystarczy przypomnieć, jak szybko ludzie przestali bić brawo pracownikom medycznym walczącym z epidemią koronawirusa i jak równie szybko i często zaczęło dochodzić do aktów nienawiści motywowanej lękiem, że pracownicy ci mogliby zakażać wirusem. Pamiętamy pocięte opony w samochodach, obraźliwe napisy i inne przejawy złości na drugiego człowieka.

Obecna retoryka pogardy wobec osób LGBT przywołuje u mnie wspomnienie roku 1968. Mowa nienawiści (choć wtedy nie było tej nazwy) wobec osób pochodzenia żydowskiego nie zaczęła się nagle i nie skończyła po chwili. Kampania antysemicka trwała miesiącami przed marcem 1968 r. i długo po nim. Pamiętam Nadię i Adama z mojej podstawówki z klasy IVa, którzy z dnia na dzień przestali przychodzić do szkoły. Musieli wyjechać z Polski ze swoimi rodzicami. Jak wiele innych osób, oni też zostawili tu swoje koleżanki, kolegów, mieszkania. Wszystko. Z Dworca Gdańskiego w Warszawie wyjechali z biletami w jedną stronę i z paszportami, które nie uprawniały do powrotu do Polski.

Dziś trzeba zapobiegać sianiu nienawiści, budowaniu podziałów społecznych. Historia nie może się powtórzyć. Chcę, żeby Polska była krajem gwarantującym wszystkim równość praw i dla wszystkich przyjaznym, krajem zgody między większością a mniejszością (każdą), żeby mniejszość nie była pojęciem stygmatyzującym. Za zgodą między ludźmi Tadeusz Boy-Żeleński opowiadał się już w 1930 r. w felietonie „Literatura mniejszości seksualnych". Pisał o znajdowaniu analogii „między cierpieniami tych, którzy wyzuci są z narodowego bytu, a owych ludzi, którzy od młodości dławieni w swoich najbardziej przyrodzonych pragnieniach i ukochaniach [...] wiodą z pewnością nieraz [...] ciche, nocne, bolesne rozmowy. Mają i oni swoją martyrologię, aby tylko wymienić Oskara Wilde'a. I oni mają swoje księgi pielgrzymstwa. I wierzą, że przyjdzie wreszcie do zgody między większością a mniejszością, że kiedyś nie będzie ciemiężycieli ani ciemiężonych". Wyrażane 90 lat temu przez Boya-Żeleńskiego nadzieje pozostają aktualne.

Autor jest prezesem Naczelnej Rady Adwokackiej

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA