fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Prof. Bryk o Karcie LGBT: chodzi o zredukowanie ludzkiego seksu

123RF
Wolne społeczeństwo pozostawia pewne wybory sferze prywatnej.

Dyskusja o Karcie LGTB jest w istocie dyskusją o rewolucji seksualnej, jedną z odsłon przebudowy świadomości według recept marksizmu kulturowego.

Chodzi o zredukowanie ludzkiego seksu, nieznane w historii, do czystej biologii. Jak ujął to lekarz i wybitny krytyk kultury Theodore Dalrymple, „kiedy seksualność jest zredukowana do techniczności i pozbawiona znaczenia, które mogą mu nadać powstrzymujące namiętności konwencje społeczne, religijne tabu czy osobiste opory tak znienawidzone przez rewolucjonistów seksualnych, pozostaje tylko nieustanne, w ostateczności nudne i bezsensowne, poszukiwanie transcendentnego orgazmu. Chaos, brutalizacja i zobojętnienie współczesnych relacji seksualnych to skutek tego procesu degradacji. Fantazja nieograniczonej seksualności, z przekonaniem, że istotą wolności jest prawo wyboru każdego genderu i stworzenia własnej seksualności, bo każdy wybór jest dobry, to marzenie o triumfie woli nad naturą, wyborze kształtu istnienia, by być jako bogowie".

Szkoła świetnie odseparuje

Nauka nie mówi nam, czy homoseksualizm to skłonność wrodzona czy nabyta. Propaganda LGTB sugeruje, że działa w oparciu o to drugie założenie, stąd usiłowanie wychowywania do takich wyborów seksualnych, co jest istotą ideologii gender. Badania m.in. Patricka Egana pokazują, że powoduje ona od pięciu do ośmiu razy większe prawdopodobieństwo definiowania się jako osoby z grupy LGTB, niż gdyby jej nie było, dlatego wzrost liczby gejów, jak zauważył Patrick Dreher, nie jest wynikiem „ujawnienia się", ale skutkiem propagowania wyboru każdego genderu jako prawa podmiotowego. Seksualność jest w młodym wieku często płynna, ale dla dojrzewających zdekonstruowanie granic tego, co dopuszczalne, zmienia granice tego, co możliwe do pomyślenia, stąd świadomość możliwości takiej zmiany. To prawda znana od zawsze w środowisku inicjującym do homoseksualizmu, np. w starożytnej Grecji. Wciąganie dzieci w eksperymentowanie z seksualnością zamyka wyrastanie z owej nieokreśloności, z naciskiem na odseparowanie dzieci jak najszybciej od religijnych, kulturowych czy rodzicielskich norm. Zrezygnowanie zatem z heteroseksualnego standardu, którego cel społeczny jest oczywisty, wpuszcza dzieci w zamęt seksualny, kiedy nie są ani dojrzałe, ani chronione. Szkoła jest świetnym miejscem takiego odseparowania i nauczania kultury gender.

To niemożliwe

Podstawowym argumentem za pełną normalizacją prawną osób LGTB jest argument równości. Tolerancja i regulacja prawna relacji intymnych między nimi umożliwiających cywilizowane funkcjonowanie w społeczeństwie jest wymogiem oczywistym. Ruchy LGTB walczą jednak o uznanie ich w życiu publicznym jako dobra. Dotyczy to też np. małżeństwa i adopcji dzieci. To manipulacja językiem, bo uznanie takiej równości wymaga wcześniejszej radykalnej zmiany antropologicznej według wyobrażeń ruchu LGBT i narzucenia ich innym.

Często jako podstawę takiego żądania przywołuje się też pojęcie godności osoby. Następuje tutaj jednak przekłamanie chrześcijańskiego i filozoficznego kantowskiego, najczęściej przywoływanego przez współczesnych liberałów pojęcia tej godności. Jak ujął to Pierre Manent, szacunek dla godności innych nie jest już szacunkiem dla prawa moralnego, jakie w sobie noszą. Dziś jest on wymagany dla każdego wyboru jednostki. Dla Kanta szacunek dla ludzkiej godności był szacunkiem dla uniwersalnego moralnego prawa ludzkości. Dla współczesnego moralizmu szacunek dla niej staje się obowiązkiem szacunku dla wszelkich „stylów życia". Kantowska formuła odnosi się do wspólnego humanizmu łączących nas z innymi. To, co czynią oni z treścią ich życia, to rzecz odrębna. Współczesna formuła moralizmu wymaga szacunku dla wszystkich wyborów. To niemożliwe. Wszystkie treści życia, moralne, religijne, seksualne wybory ludzkie nie mogą być aprobowane. To by oznaczało, że nasze wybory są bez znaczenia.

Na zgubę nas wszystkich

Kulturowa rewolucja seksualna na to nie zważa, bo przybrała formę krucjaty na rzecz członków LGBT. Twierdząc, że seksualna orientacja determinuje całość ich relacji do świata, żądają, by państwo w pełni to uznało.

Takie żądanie pełni praw jako warunku równości bez względu na treść tych wyborów podważa, jak zauważył Manent, istotę społeczeństwa wolnego, bo ogranicza prawa innych w ich rozumieniu seksualności, wychowania, wolności religijnej czy stowarzyszeń. Wolne społeczeństwo zostawia pewne wybory i zachowania sferze prywatnej, nie zgadzając się na całkowite przekształcenie świata pod kątem realizacji jednej jego wizji. Na tym polega ochrona przed totalitarnymi zapędami.

W Niemczech protesty przeciw szkolnej „edukacji" seksualnej według standardów WHO są atakowane przez aktywistów gejowskich z tablicami „Wasze dzieci będą takie jak my!". Jeden z filozofów, patrząc na opór społeczeństwa polskiego wobec rewolucji kulturowej, napisał: „Miliony was, chamy. Ale przyjdzie na was czas... i wasze dzieci. Weźmiemy szturmem wasze szkoły". To plan każdej rewolucji. Już w 1958 r. Allen Ginzburg, amerykański poeta i nihilista, widząc, że ludzie nie chcą jego świata, wrzasnął: „Dostaniemy was przez wasze dzieci". Być może, na zgubę nas wszystkich.

Autor jest profesorem na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA