fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Piotr Paduszyński: Bezstronny sędzia może mieć poglądy

123RF
Sędzia jest takim samym człowiekiem jak każdy inny, ma swoje własne upodobania w tej czy innej sferze, swoje przyzwyczajenia, gusta i sympatie, ale to nie oznacza, że przez to nie jest bezstronny.

Ostatnio w dyskusjach o sprawach publicznych pojawił się nowy bohater, mianowicie bezstronność sędziowska. Oto zastępca rzecznika dyscyplinarnego zabiera się za sędzię, która kiedyś miała na sobie koszulkę z napisem Konstytucja, a jakiś czas później orzekała o tym, czy wypada (z punku widzenia kodeksu wykroczeń) przyodziewać w podobny strój lokalny pomnik, czy też nie wypada? Podobny temat wyskoczył, gdy Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro reprezentowany przez Pana Tomasza Szafrańskiego w czasie rozprawy w TSUE złożył wniosek o wyłączenie prezesa Trybunału Koena Lenaertsa, ponieważ ten miał kiedyś się z kimś spotkać i coś kiedyś powiedzieć do prasy, co Pan Prokurator Generalny lub jego plenipotent, albo też razem uznali za naruszające bezstronność Prezesa, lub za wystarczający pretekst do postawienia takiego zarzutu.

Czytaj też:

Nie gwarantuję, że przeczytam akta

Życie publiczno-polityczne dotykające danej sfery społecznej sięga zazwyczaj do problemów, które tam (w tym przypadku w sądownictwie) pojawiają się na co dzień. Tak też jest z pojmowaniem bezstronności sędziowskiej. Owa bezstronność i potrzeba jej manifestowania często krępują samych sędziów w ujawnianiu swoich wątpliwości, czasem w zadawaniem pytań, tak aby nie było nawet minimum ryzyka, że ktokolwiek w sali rozpraw pomyśli, że sędzia ma już wyrobiony pogląd na sprawę. Tutaj tytułem anegdoty, moim zdaniem ciekawszej niż skądinąd żenujące przykłady, które podałem na wstępie, przypomina mi się jeden z urzędujących łódzkich sędziów, który ma obyczaj namawiać strony do ugody poprzez tłumaczenie, że to ostatni moment, aby same rozwiązały spór, ale jeżeli chcą się sądzić, to oczywiście mogą i niech będą pewne, że mają sędziego całkowicie bezstronnego, który nie ma żadnego jeszcze poglądu na sprawę „no bo przecież nie myślicie chyba państwo, że miałem czas przeczytać akta? Oczywiście, postaram się je przeczytać przed zakończeniem postępowania, ale nie gwarantuję". Kiedyś po takim tekście, już po wyjściu z sali rozpraw przeciwniczka, radczyni prawna ze Szczecina, zwróciła się do mnie, mając oczy wielkie jak złotówki, z pytaniem: „Wszystkich tutaj takich macie?".

Wspomniana historyjka przypomina, że nie ma możliwości, aby sędzia, który przeczytał akta, nie miał jakiegoś poglądu na sprawę w tych aktach opisaną. Czasem będzie to poczucie, że jeszcze nie wie, bo się dowie dopiero po przesłuchaniu świadków, ale kiedy indziej miałkość argumentów przytoczonych w pozwie lub odpowiedzi na pozew zmusza inteligentnego i kompetentnego człowieka do opinii, że jedna, a nie druga strona w danej sprawie ma rację. Gdyby sędzia, przychodząc na rozprawę, nie miał wstępnego poglądu, to albo byłby leniwy i nieprzygotowany, albo nieinteligentny. Można sędziów lubić lub ich nie lubić, ale nie można zaprzeczyć, że zazwyczaj są to ludzie naprawdę inteligentni.

Kamienna twarz

Bezstronność sędziowska jest często mylona z nieujawnianiem poglądu na sprawę, która ma być badana. Tyle tylko, że dla mnie, jako adwokata reprezentującego kogoś w procesie brak wiedzy o poglądzie sędziego na sprawę i jej kluczowe zagadnienia to żadna wygoda, a prędzej przeszkoda i niebezpieczeństwo.

Co mi z tego, że sędzia siedzi jak posąg, nawet drgnięciem powieki nie ujawniając, co sądzi o tym, co przeczytał i czego na rozprawie wysłuchuje. Ja w tym widzę niebezpieczeństwo, bo może on, jak każdy człowiek, mieć pogląd mylny lub nie dostrzegać aspektów sprawy, które w moim przekonaniu są istotne. Nadmierne milczenie w trakcie rozprawy to pozbawienie strony możliwości przekonania go często o tym, co istotne. Bez tego adwokat jest zmuszony wypowiadać się po omacku, mówić o wszystkim, czego sprawa może dotyczyć, i o wszystkim, co mogłoby budzić zainteresowanie sędziego. Mimo że np. odpowiednio przygotowany sędzia za kluczowy uważa jeden tylko element sprawy.

W takiej sytuacji ja stoję i mówię, a on/ona siedzi jak posąg i się zastanawia, dlaczego mecenas nie przejdzie do tego co jego/jej zdaniem najważniejsze, ale mi tego nie powie, bo ktoś mógłby przecież zarzucić brak bezstronności. W efekcie to mylne wyobrażenie, że sędzia nie może ujawnić swojego poglądu na sprawę i stanowiska stron, bo inaczej będzie stronniczy, blokuje możliwość przekonywania i zwykłej rozmowy o tematach zasadniczych dla rozstrzygnięcia, które ma nadejść. Co mi z tego, że sędzia do końca był sfinksem, skoro pogląd i tak miał, a ja straciłem możliwość przekonania go do jego zmiany i muszę to robić dopiero w apelacji, za którą zapłaci mój klient?

Absurd i dżinsy

Ujawnienie przez sędziego swoich poglądów na problem prawny lub dowodowy, a przynajmniej, co jego zdaniem jest w danej sprawie istotne, nie blokuje dyskusji, a wręcz ją umożliwia. I to nie jest tak, że po usłyszeniu dodatkowych argumentów tacy sędziowie nie potrafią zmienić zdania. Podobnie rzecz się ma z ich prywatnymi poglądami na jakąkolwiek sprawę, na samochody, związki, politykę, modę, hobby, styl życia, czy cokolwiek innego. Sędzia jest takim samym człowiekiem jak każdy inny, ma swoje własne upodobania w tej czy innej sferze, swoje przyzwyczajenia, gusta i sympatie, ale to nie oznacza, że przez to nie jest bezstronny. Kto oglądał „Erin Brockovich" z niezapomnianą Julią Roberts w tytułowej roli, ten zapewne zapamiętał scenę, w której strony opisanego tam sporu po raz pierwszy spotykają się w sądzie. Wniosek rozpoznaje sędzia mieszkający w sąsiedztwie hrabstwa, w którym znajduje się toksyczna fabryka i mówi wprost, że m.in. jako mieszkający w okolicy jest zainteresowany wyjaśnieniem zarzutów stawianych owej fabryce i kieruje pozew do rozpoznania. Nikt tam nie rzuca nawet sugestii braku bezstronności.

Podobnie rzecz się ma z przypominanymi wyżej historiami z naszego życia publicznego. Podejrzenie, że sędzia będzie stronnicza w sprawie o odzianie pomnika koszulką z napisem Konstytucja tylko dlatego, że sama założyła podobną koszulkę, to praktycznie to samo jak podejrzenie, że sędzia będzie stronniczy w sprawie strony , która urodziła się w tym samym mieście co on lub jeździ takim samym samochodem. To by oznaczało, że nie może sądzić sprawy producenta dżinsów sędzia, która sama w dżinsach chodzi, lub na odwrót. Tak naprawdę to oznacza wkroczenie w świętą krainę absurdu i nonsensu.

Pod publiczkę

Pisałem na wstępie o pretekstowym podejściu do różnego wniosków o wyłączenie sędziów i zarzutów podnoszonych na ich poparcie. To się zdarza w sprawach mogących mieć wydźwięk polityczny. Wtedy albo się szuka byle pozoru, by pod nim zażądać wyłączenia sędziego, albo się takie pozory samemu kreuje, np. składając liczne nie za bardzo związane ze sprawą wnioski dowodowe. Jedynie po to, aby po ich przewidzianym oddaleniu zażądać wyłączenia sędziego.

Jak się sprawę przypadkiem wygra, to będzie to bez znaczenia, jak się ją przegra to, już jest gotowy argument, pod publiczkę: sędzia był stronniczy. Polityk jakoś będzie musiał przecież wytłumaczyć swoją porażkę w sądzie. Sąd sądem, ale przecież sprawiedliwość i tak musi być po jego stronie.

Autor jest adwokatem

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA