fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Maciej Gutowski, Piotr Kardas: Albo legalne są wybory, albo ograniczenia naszych wolności

Fotorzepa/Jerzy Dudek
Nie mają znaczenia dywagacje polityków, co by dla nich było korzystniejsze. To wyłącznie politykowanie. Liczą się tylko powinności państwa w obliczu zagrożenia chorobą zakaźną.

Świat ogarnięty pandemią koronawirusa zmienił się nie do poznania. Z łatwością zgodziliśmy się na ograniczenia naszych wolności, uznając, że są one uzasadnione nadzwyczajną sytuacją. Z rozsądkiem przyjęliśmy konieczność ograniczenia aktywności zawodowej, choć jej konsekwencje bywają dla niektórych niezwykle dotkliwe. Uznaliśmy bowiem, że życie i zdrowie ludzi jest ważniejsze od przynależnych nam dóbr materialnych i niematerialnych. Tym samym zdaliśmy egzamin z człowieczeństwa. Niestety nie wszyscy.

Cyniczni politycy uznali bowiem, że koronawirusa można wykorzystać do własnych interesów. Do utrzymania i umocnienia władzy. Cena zdrowia i życia ludzi nie ma tu znaczenia, podobnie zresztą jak ludzka przyzwoitość i prawne ograniczenia.

Czytaj też:

Konstytucja reguluje

Aby odpowiedzieć sobie na pytanie, co wolno, a czego nie, trzeba rozstrzygnąć, czy znajdujemy się aktualnie w stanie klęski żywiołowej. Zgodnie z art. 228 ust. 1 konstytucji w sytuacjach szczególnych zagrożeń, jeżeli zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające, może zostać wprowadzony odpowiedni stan nadzwyczajny: stan wojenny, stan wyjątkowy lub stan klęski żywiołowej. Nikt nie ma wątpliwości, że pandemia stwarza sytuację szczególnego zagrożenia. Na pytanie, czy dla uchylenia stanu zagrożenia wystarczające są zwykłe środki konstytucyjne, odpowiedzi udziela otaczający nas świat. Zakazy wyjścia z domu, poruszania się w grupach, zgromadzeń, organizowania imprez, wejścia do lasu, ograniczenia wolności i swobody gospodarczej, instrumenty ingerujące w rynek poprzez pomoc publiczną i szczególne regulacje o charakterze władczym, specjalne środki kontroli i bezpieczeństwa, zwiększone uprawnienia organów władzy, nowe postacie przestępstw i wykroczeń, „covidowe" kontratypy gwarantujące bezkarność funkcjonariuszy. Słowem, środki nadzwyczajne wprowadzone przede wszystkim na podstawie ustawy z 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem Covid-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (DzU z 2020 r., poz. 374). Skala i rozmiar tych ograniczeń nie pozostawia wątpliwości, że mają one charakter znacząco wykraczający poza „zwykłe środki konstytucyjne", a tym samym, że mamy do czynienia z sytuacją mieszczącą się w granicach konstytucyjnego stanu nadzwyczajnego.

Jeśli stan ten obowiązuje, to – zgodnie z art. 228 ust. 7 konstytucji – w czasie stanu nadzwyczajnego oraz w ciągu 90 dni po jego zakończeniu nie mogą być przeprowadzane wybory prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Do odpowiedzi na pytanie o konstytucyjną legalność ich przeprowadzenia pozostaje więc jedynie wątpliwość, jakie ma znaczenie niepodjęcie przez Radę Ministrów wymaganej prawem uchwały. Zgodnie bowiem z art. 232 konstytucji w celu zapobieżenia skutkom katastrof naturalnych noszących znamiona klęski żywiołowej (a za taką uznawana jest choroba zakaźna o tak dużej skali zagrożenia) oraz w celu ich usunięcia Rada Ministrów może wprowadzić na czas oznaczony, nie dłuższy niż 30 dni, stan klęski żywiołowej. Prima facie fakultatywny przepis konstytucji nakłada jednak w określonych okolicznościach na organy władzy obowiązek wprowadzenia stanu klęski żywiołowej. Należało to uczynić nie tylko po to, by stało się zadość wymogom formalnym, ale przede wszystkim po to, by władza wykonawcza działała na podstawie i w granicach prawa, chroniąc wedle właściwych standardów dobro wspólne oraz prawa i wolności jednostki. Czy zatem naruszenie konstytucyjnego obowiązku poprzez zaniechanie wprowadzenia formalną uchwałą istniejącego stanu klęski żywiołowej przez organ władzy wykonawczej, jakim jest rząd, może konwalidować konstytucyjną nielegalność wyborów? Odpowiedź twierdząca wydaje się niezwykle trudna do uzasadnienia, co oznaczałoby, że wybory są już dziś konstytucyjnie nielegalne.

Stan klęski de iure

Gdyby natomiast uznać, że bez stosownej uchwały Rady Ministrów stan klęski żywiołowej nie został de iure wprowadzony, choć de facto istnieją wszelkie przesłanki jego wprowadzenia, to znaczna część ograniczeń naszych wolności byłaby konstytucyjnie niedopuszczalna, a wdrażający i egzekwujący je urzędnicy państwowi mogliby dopuszczać się nadużycia władzy ściganego z oskarżenia publicznego. Oznaczałoby to zarazem, że ustawa Covid oraz akty podustawowe są nielegalne w zakresie niedopuszczalnych ingerencji w konstytucyjne prawa i wolności, nielegalne jest wprowadzenie „państwa policyjnego", a w swej istocie mamy do czynienia ze strony władzy z gwałtownym zamachem na konstytucyjny porządek państwa polskiego.

Konsekwencje tego stanu rzeczy trudno opisać w felietonie, ujawniają się bowiem w świetle całego systemu prawa. Jedyną w istocie „korzyścią" dla rządzących wynikającą z tej interpretacji jest twierdzenie, że wybory prezydenta nie stają się w jej świetle konstytucyjnie nielegalne. Ocenę prawną siłowego przeprowadzenia tej operacji na żywym społecznym organizmie – niezależnie od aspektów konstytucyjnych – ułatwia spojrzenie z perspektywy kodeksu karnego penalizującego na podstawie art. 165 § 1 pkt 1 k.k. sprowadzenie na obywateli niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób poprzez powodowanie szerzenia się choroby zakaźnej. Przeprowadzenie wyborów w czasie pandemii, wszystko jedno czy korespondencyjnych, czy nie, w oczywisty sposób pogłębia szerzenie się śmiertelnej choroby zakaźnej, choć istotnie skala zagrożenia może być różna. Ktokolwiek do tego podżega, w tym pomaga lub o tym decyduje, popełnia pospolite przestępstwo. Wszystko jedno czy jest na szczycie władzy, czy jedynie zwykłym posłem mającym faktyczny wpływ na podejmowane decyzje. Każdy dopuszczający się takich zachowań powinien ponieść za nie odpowiedzialność. Specjalne konstrukcje dotyczące przedstawicieli władzy publicznej nie mogą jej wyłączyć. Pytania o odpowiedzialność za naruszenia prawa skutkujące niewyobrażalnymi społecznymi konsekwencjami nie da się uniknąć. Dzisiaj nie wiadomo jedynie, czy rozstrzygać je będziemy wcześniej czy później.

Pomysł natomiast, by przeprowadzić wybory, zmienić konstytucję, przedłużając kadencję prezydenta do siedmiu lat, a następnie te wybory ubezskutecznić, jest tak niedorzeczny, że aż trudno go komentować. Po pierwsze, nie zmienia się konstytucji pod doraźne potrzeby partii dążącej do zachowania władzy. Po drugie, nie czyni się tego ze skutkiem w bieżącej kadencji, po trzecie, nie można ubezskutecznić przeprowadzonych uczciwie wyborów prezydenckich, a nieuczciwych nie wolno przeprowadzać. Po czwarte, konstytucja zabrania dokonywania zmian konstytucji w czasie stanu klęski żywiołowej (art. 228 ust. 6), po piąte wreszcie, koncepcja zmiany konstytucji nie uchyla zagrożenia epidemicznego w czasie wyborów, więc jest po prostu bezużyteczna.

Wbrew twierdzeniom polityków nie chroni ona Skarbu Państwa przed odszkodowaniami, gdyż wprowadzenie stanu klęski żywiołowej ogranicza, a nie zwiększa, zakres potencjalnej odpowiedzialności odszkodowawczej Skarbu Państwa. Mniejsze jest bowiem odszkodowanie za straty wynikające z legalnych ograniczeń praw i wolności niż za każdą postać szkody wynikającej z ograniczeń nielegalnych.

Nie mają natomiast żadnego znaczenia dywagacje polityków, co byłoby dla nich politycznie korzystniejsze, a co nie. Albo poważnie i priorytetowo traktujemy zagrożenie choroby zakaźnej i elementarne powinności wynikające ze służby publicznej, albo bawimy się w nielegalne politykowanie.

Autorzy są profesorami prawa i adwokatami

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA