Rzecz o prawie

Antoni Górski: Krajobraz po bitwie o Krajową Radę Sądownictwa

Adobe Stock
Nie dopuśćmy do pogłębienia podziałów wśród sędziów.

Proces przygotowania i uchwalenia aktów prawnych zmieniających w sposób istotny dotychczasowe ustawy: o ustroju sądów powszechnych, o Sądzie Najwyższym oraz o Krajowej Radzie Sądownictwa, pełen był gorących sporów i protestów społecznych. Spory te, choć o niższej temperaturze, towarzyszą także początkowym fazom realizacji tych ustaw.

Za dużo nieufności

Wchodzi w życie nowa formuła ustawy o KRS, w której największą zmianą jest to, że piętnastu przedstawicieli sędziów do tego organu nie będą wybierać – jak dotychczas – środowiska sędziowskie, lecz Sejm spośród kandydatów zgłoszonych przez obywateli oraz przez samych sędziów. Konstytucyjność tej regulacji oraz postanowienia ustawy o skróceniu kadencji wybranych do dotychczasowej KRS sędziów budzi wątpliwości. Dlatego z różnych źródeł odezwały się głosy pouczające sędziów, jak mają rozumieć i stosować te nowe rozwiązania ustawowe. Część partii opozycyjnych wezwała ich do bojkotu wyborów do KRS, których ma dokonać Sejm. Nie mniej zdecydowanie wypowiadali się w tej kwestii prominentni przedstawiciele sędziów i gremiów prawniczych: niektórzy wręcz straszyli kolegów, którzy zgodzą się kandydować do KRS, konsekwencjami dyscyplinarnymi. Pouczenia te nie ingerowały w dziedzinę orzeczniczą, a więc nie można zarzucić, że naruszały niezawisłość sędziowską. Pojawia się jednak obawa, czy tak zmasowana presja na sędziów i narzucanie im określonego rozumienia prawa nie stanie się niebezpiecznym precedensem.

Warto więc podkreślić, że akcentowana ostatnio wyjątkowość profesji sędziowskiej polega przede wszystkim na tym, że sędzia z mocy powierzonego mu urzędu jest samodzielnym i najwyższym interpretatorem prawa, próby narzucenia mu sposobu rozumienia przepisów są zatem niestosowne. Takie próby podejmowane przez polityków świadczą o braku kultury politycznej. Nie da się usprawiedliwić także apeli pochodzących ze środowisk prawniczych. Przede wszystkim można w nich odczytać brak zaufania do kolegów, co szczególnie niepokoi.

Rodzi to bowiem pytanie: jeżeli autorzy apeli nie mają zaufania do sędziowskiego rozeznania prawnego, rozsądku i poczucia odpowiedzialności, to jak można wymagać zaufania ogólnospołecznego do sędziów. Z tego względu należało się ograniczyć w wypowiedziach publicznych do zaprezentowania własnego poglądu na wybory do KRS i pozwolić, aby każdy sędzia kierował się, także w tych sprawach, własnym sumieniem i rozeznaniem prawnym.

Środowisko może przegrać

Rezultaty tych słownych zmagań i polemik wokół kandydowania sędziów do nowej KRS są takie, że nie ma wygranych, gdyż nie mogą one zadowolić żadnej ze stron sporu. Oficjalnie podano, że w przepisanym terminie wpłynęło osiemnaście zgłoszeń, a więc niewiele więcej od ustawowego minimum, co nie może satysfakcjonować forsujących kontrowersyjne rozwiązania prawne. Nie mają też powodów do zadowolenia oponenci, bo wezwania do bojkotu, choć zapewne miały pewien wpływ na tak niską frekwencję, nie przyniosły oczekiwanego rezultatu.

Niewykluczone, że pomijając pryncypia prawne, najbardziej przegrane okaże się środowisko sędziowskie. Niezamierzonym rezultatem apeli o bojkot kandydowania jest podwyższony stan emocji w sądach. Może on przyczyniać się do skonfliktowania sędziów, wytworzenia napięć i pogłębienia podziałów, a nawet do swoistego ostracyzmu koleżeńskiego. Niedopuszczenie do tego staje się teraz pilnym zadaniem, którego wykonanie będzie testem naszej kultury i odpowiedzialności sędziowskiej.

Autor jest sędzią SN w stanie spoczynku, byłym przewodniczącym KRS

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL