fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Samobójcza taktyka PiS

AFP
Jak obudzić wrogi elektorat.

„PO nie ma tak wyśrubowanych i czystych zasad. My jesteśmy z wyższej półki" – mówił przed wyborami Jarosław Kaczyński. Prezydent Andrzej Duda podczas zaprzysiężenia apelował: „Jestem człowiekiem niezłomnym. Budujmy wspólnotę!". Dzisiaj z tych haseł nic nie zostało.

Histeryczne są twierdzenia, że polska demokracja jest zagrożona, wolność jest nam odbierana, a to, co robi PiS, to pełzający zamach stanu. Kiedy jednak u władzy była PO, w podobnym tonie wypowiadał się o jej rządach PiS. Jarosław Kaczyński i inni politycy jego partii, z Andrzejem Dudą na czele, twierdzili: „trzeba działać skutecznie, zagrożona jest nasza demokracja". Organizowali Marsz w Obronie Demokracji i Wolności Mediów, w którym uczestniczyli też dziennikarze wspierający partię Kaczyńskiego, dworujący dzisiaj z głosów niezadowolenia po objęciu władzy przez rząd Beaty Szydło. Dzisiaj wydają się zapominać o swoich równie histerycznych reakcjach. A przecież to było zaledwie rok temu.

Po wyborach okazało się, że zasady PiS nie odbiegają od standardów Platformy. W sprawie Trybunału Konstytucyjnego politycy PO mają usta pełne frazesów. W maju dokonali zamachu na Trybunał, próbując zapewnić sobie wpływ na obsadę pięciu sędziów, którym wygasała w tym roku kadencja. Obniżyli również wymagania dotyczące kandydatów na sędziów. Prawnicy skrytykowali tamtą ustawę.

Co kilka miesięcy później zrobił mający w Sejmie większość PiS? W ekspresowym tempie przegłosował nocą uchwały podważające wybór pięciu sędziów. Na oburzenie opozycji, której PiS w myśl wyższych standardów obiecywał pakiet demokratyczny, Jacek Sasin powiedział: „powołajcie sobie Trybunał Konstytucyjny na uchodźstwie". Prezydent Duda pod osłoną nocy przyjął ślubowanie sędziów wybranych przez PiS w Sejmie. Nawet nie próbowała mediować, znaleźć kompromisu w sytuacji kryzysu konstytucyjnego. Nie próbował, bo sam stał się stroną sporu, za co w przyszłości może odpowiadać przed Trybunałem Stanu.

12 i 13 grudnia odbyły się dwa marsze: jeden w obronie demokracji i Trybunału Konstytucyjnego, drugi z poparciem dla rządu i prezydenta. Andrzej Duda nie zrobił nic, żeby łączyć podzielony naród. Nie zaproponował wspólnego państwowego marszu dla upamiętnienia ofiar stanu wojennego. Nie odciął się od partyjnego marszu organizowanego przez PiS i „Gazetę Polską". Nie chce być prezydentem wszystkich Polaków, jak zapowiadał w kampanii. Chce być prezydentem zwolenników PiS.

Trzeba przyznać, że głowa państwa wywiązuje się z tego zadania idealnie. Podpisuje wszystko, co rząd podsunie. Zresztą kolejne pilnie projekty nie są wnoszone jako rządowe, lecz poselskie po to, żeby pominąć konsultacje społeczne i Komisję Wspólną Rządu i Samorządu Terytorialnego.

Kolejnym projektem poselskim ma być ustawa o walce z terroryzmem, która pozwoli w dużo większym stopniu kontrolować społeczeństwo, niż miało to miejsce kiedykolwiek po 1989 r. Żeby mieć pełną kontrolę nad państwem, PiS chce zmienić wymiar sprawiedliwości, ustawa o prokuraturze już jest gotowa. Kolejnym krokiem ma być przejecie mediów państwowych i zmiany w mediach prywatnych pod hasłem „repolonizacji".

PiS i prezydent Duda nie doceniają wagi swojego wielkiego zwycięstwa. Członkowie partii Jarosława Kaczyńskiego są przekonani, że skoro Polacy dali im zwycięstwo i większość w parlamencie, to teraz mogą robić, co chcą. I robią. Nie tego jednak chcieli wyborcy PiS, a przynajmniej ich część.

Dzisiaj większość Polaków krytyczne ocenie prezydenta Dudę i premier Szydło. Spada im poparcie w kolejnych sondażach. Większość Polaków uważa też, że demokracja jest zagrożona. Kolejne wydziały prawa wyższych uczelni wyrażają oburzenie na niekonstytucyjne zmiany w Trybunale, których dokonuje rząd z parafką prezydenta.

Wyższe standardy PiS i prezydentura ponad podziałami okazały się mitem. Dzisiaj Jarosław Kaczyński prowadzi PiS i Andrzeja Dudę na rzeź.

Jeśli PiS nie chce stracić władzy, a prezydent nie chce zapisać się w historii jako najbardziej upartyjniony, to głowa państwa musi się wybić na niepodległość, a Kaczyński musi usunąć się w cień, a nie rozpętywać wojnę wszystkich ze wszystkimi.

Duda stoi przed wyborem „Kaczyński lub społeczeństwo". Szef PiS przed innym: „spokojne rządy Szydło lub własne ego i wojna polsko-polska". Jeśli dokonają złego wyboru, taka prezydentura i rządy PiS obudzą tych, którzy do wyborów nie poszli i prawica szybko do władzy nie wróci.

Polacy zdecydują: ktokolwiek, tylko nie agresywny PiS. Niedobita PO i Nowoczesna Ryszarda Petru tylko na to czekają.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA