fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Paweł Kowal: Czy to koniec złotego snu o spokoju?

AFP
Obecne procesy mogą zakończyć się oderwaniem Polski od Zachodu.

Wyliczamy. Raz – właśnie trwający szczyt NATO w Londynie, dwa – spotkanie formatu normandzkiego w Paryżu 9 grudnia. I trzy – wybory w Wielkiej Brytanii 12 grudnia. Te trzy wydarzenia polityczne mogą sprawić, że świat, który znamy, za jakiś czas będzie wyglądał inaczej. Oczywiście, że na Boże Narodzenie choinka będzie stała w pokoju jak powinna, ale myślenie, że nasza błoga belle epoque – czas bezpieczeństwa po rozpadzie ZSRS trzy dekady temu – będzie trwała, to ułuda, za którą historia może wystawić słony rachunek. Szczyt NATO to kolejne „sprawdzam", czy jest obecnie szansa na polityczne dogadanie się Trumpa z Merkel, Macrona z Erdoganem, na wspólne rozumienie polityki wobec Rosji, Polski i Węgier. Polskie komentarze na temat stanu paktu są spokojne, ale prawda jest taka, że pojawiły się wyraźne pęknięcia pomiędzy najważniejszymi członkami organizacji w rozumieniu tego, po co istnieje NATO, i to na najwyższym szczeblu. Publiczne kłótnie prezydentów Francji i Turcji o stan paktu po tym, jak w Ankarze zdecydowano o zakupach sprzętu w Rosji, brzmią jak żart.

A spotkanie normandzkie w Paryżu może zakończyć się przyklepaniem obecnego stanu rzeczy, ale może też dać Rosji poważne przesłanki do myślenia, że w ramach dawnego Imperium Romanowów i sowieckiego bez mała wszystko jej wolno. Wysyłanie sygnałów, że gdzieniegdzie (na przykład za Bugiem) albo w niektórych przypadkach (na Krymie) prawo międzynarodowe nie obowiązuje, to najpoważniejszy problem dla Polski. Jeśli zaś wynik wyborów na Wyspach da ostatecznie asumpt do wyjścia Wielkiej Brytanii z UE – przyjdzie nam poważnie zastanowić się, jak od nowa wymyślić nasze funkcjonowanie we Wspólnocie w sytuacji, kiedy prezydent Francji natychmiast przystąpi do lansowania francuskiej – socjalnej i przeregulowanej – wizji Unii Europejskiej bez oglądania się na polskie aspiracje. Każdy niemal tydzień przynosi potwierdzenie ogólnej tezy, że historia przyspieszyła.

Złoto z fortu NBP

Zasoby złota w posiadaniu polskiego banku centralnego wzrosły właśnie do 228,6 t. Mamy więcej złota niż kiedykolwiek, więcej niż Szwecja i Belgia, a prawie tyle co Hiszpania i Austria. To złoto, w większości zdeponowane w skarbcu NBP, jest trochę przenośnią polskiego bogactwa osiągniętego w czasach III Rzeczypospolitej.

Wielkie grupy społeczne, nawet jeśli odczuwają jakieś frustracje, wychodzą z trzydziestolecia poważnie wzmocnione. Klasa średnia jeszcze nie okrzepła, jeszcze jest na kredytach, ale jeździ po świecie jak klasa średnia brytyjska i cieszy się, że stać ją na wakacje, samochody, na studia dzieci na zachodnich uniwersytetach.

Ludzie zapracowani na całym świecie mają tendencję do myślenia w kategoriach, że „jakoś to będzie". Oczywiście skutki kryzysów i wojen nie omijają klasy średniej ani w Wielkiej Brytanii, ani w USA, ani tym bardziej nie ominą jej w Polsce. Ale jak ludziom wykrzyczeć, że problem czai się być może tuż za winklem historii?

Kołysanka premiera

To nasze płytkie bogactwo na kredyt, to nasze poczucie sytości, wyłączyło Polakom czucie wielkiego trendu, który tyle razy w historii był dla nas niebezpieczny. Premier w wystąpieniu pokazującym plany jego rządu, w exposé, prawie nie mówił o polityce zagranicznej, a o europejskiej tylko ogólnikowo. Mówił tak, jakby to, co się dzieje na świecie, nas nie dotyczyło, jakbyśmy jako bezpieczny statek żeglowali po spokojnych wodach.

Błogi spokój wielu liderów opinii i przekonanie, że wszystko się samo ułoży, nieźle korespondują z kołysanką premiera. Nic nie jest jednak dane na zawsze, obecne procesy mogą się skończyć jeszcze większym oderwaniem Polski od Zachodu, korupcją, słabym systemem sądownictwa. Polska może znaleźć się znowu na obrzeżach małej, bardziej zintegrowanej Unii, jak tolerowana prowincja, ale bez poważnego traktowania jej spraw. Polskie myślenie strategiczne zostało skrępowane przez dobre wyniki gospodarcze oraz dobre samopoczucie obywateli. Bardzo potrzebna jest pobudka tym, którzy planują przyszłość kraju i widzą więcej niż sałatka pani Pawłowicz. Złota era może się okazać tylko snem, który trwał przez kilkanaście ostatnich lat.

Autor jest posłem Koalicji Obywatelskiej, dr. hab. politologii

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA