fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Kalinowski: Jeśli KE zdobędzie mniej mandatów niż PiS, Schetyna będzie miał problem

Żeby zmienić polską walutę na euro, trzeba zmienić Konstytucję RP, a na to nie ma szans w najbliższej przyszłości
materiały prasowe
PSL jest prawdziwym ambasadorem wsi – twierdzi Jarosław Kalinowski, europoseł ludowców.

Prezes PiS mówił w poprzednią sobotę o wsparciu dla rolników. To będzie skuteczny chwyt w kampanii?

Polityką rolną i unijnym wsparciem dla rolników zajmuję się nie od dziś, a przyznam szczerze, że jak przeczytałem o pomyśle przedstawionym przez Jarosława Kaczyńskiego, nie wiedziałem, o co mu chodzi. Rolnicy dziś otrzymują w ramach dopłat bezpośrednich tzw. płatności powiązane z produkcją, o co zresztą zadbaliśmy my, ludowcy. Pomyślałem więc, że PiS chce kwotowo przebić to, co dziś rolnicy mają zagwarantowane. Okazało się jednak, że chodzi o premiowanie ekstensywnej produkcji zwierzęcej w gospodarstwach ekologicznych, a te stanowią w Polsce może nieco ponad 1 proc. wszystkich gospodarstw. Nie jest to więc propozycja adresowana do polskiego rolnictwa, tylko do bardzo niszowej grupy.

Jak PSL będzie z tym przesłaniem PiS walczyć?

Trzeba obnażać zakłamanie partii rządzącej i mówić ludziom prawdę, np. że część dzisiejszych obietnic PiS jest od dawna realizowana i nie jest niczym nowym. Wspomniana przed chwilą propozycja dotarła do rolników, którzy prowadzą produkcję zwierzęcą, i oni akurat dobrze wiedzą, że otrzymują już płatności bezpośrednio związane z produkcją, również na krowy i młodsze sztuki bydła, a także do świń ras zachowawczych. Poza tym zdecydowana większość Polaków, którzy usłyszeli fantastyczne zapowiedzi kolejnej „pięćsetki" – po programie 500+ na dziecko program 500+ na krowę, pomyślała, że oni już zupełnie powariowali w tym PiS.

Trwa ofensywa PiS względem wsi. Zagrozi ludowcom w roku wyborów do Sejmu?

W wyborach samorządowych celem strategicznym PiS było zdobycie głosów wśród elektoratu ze wsi i odbicie nam znaczącej części wyborców. Partia rządząca głosem pani Mazurek wprost mówiła o tym, że trzeba wyeliminować PSL ze sceny politycznej. Mimo brutalnych i nieczystych ataków obroniliśmy się. Chociaż w porównaniu z sytuacją sprzed czterech lat odnotowaliśmy straty, w ostatnich wyborach samorządowych zajęliśmy trzecią pozycję. Natomiast wiadomo, że w wyborach europejskich, a jeszcze bardziej jesiennych krajowych o tym, kto wygra, będzie decydowało kilka, najwyżej kilkanaście mandatów, czyli 1–2 punkty procentowe przewagi formacji rządzącej nad opozycją albo odwrotnie. Nie będzie olbrzymich, znaczących ruchów poparcia dla jednych czy drugich. PiS wie, że musi zmobilizować swój elektorat, i dodatkowo chciałby PSL urwać jeszcze kawałek elektoratu.

Między PSL a PiS toczy się starcie o bycie ambasadorem polskiej wsi, Polski poza dużymi miastami. Czy PSL występuje w roli takiego ambasadora?

PSL jest prawdziwym ambasadorem i rzecznikiem polskiej wsi. Staramy się pilnować interesów rolnictwa i środowisk wiejskich. Można by wymieniać, co się nam udało, jak duże środki unijne wynegocjowaliśmy dla rolnictwa, jakie nakłady zagwarantowaliśmy na rozwój polskiej wsi itd. Dopłaty unijne podnieśliśmy do średniej unijnej płatności i wbrew temu, co Jarosław Kaczyński ostatnio mówił, wywalczyliśmy najwyższą pulę środków na rozwój obszarów wiejskich. Jednak co innego zrobić, a już co innego chwalić się swoimi osiągnięciami – niestety to ostatnie nie zawsze nam wychodzi. Poza tym mówimy o zupełnie innej wsi niż kilkanaście lat temu, rolników jest coraz mniej, ich liczba szybko maleje – owszem 1,3 mln aplikuje o dopłaty, ale spośród nich mniej niż 500 000 rzeczywiście zajmuje się rolnictwem. Polska wieś się zmienia. Bardzo szybko zmieniają się obszary wiejskie w orbicie większych miast. Im dalej od dużej aglomeracji, tym te zmiany są mniejsze lub inaczej przebiegają.

Ale rolnicy to szczerzy, ufni ludzie, jeśli w telewizji publicznej coś powiedziano, to musi to być prawda. PiS perfekcyjnie wykorzystuje ten instrument, żeby pozyskać elektorat. A jeśli to, co ludzie usłyszą w TVP, zostanie potwierdzone u proboszcza, a często tak jest, to efekty są takie, jak widzimy.

Ale walka o dusze trwa.

Jestem przekonany, że wygramy, a to dlatego, że patrząc nawet na tę najnowszą historię, to były czasy, gdy SLD cieszyło się największym poparciem wśród rolników, były też czasy, że nawet PO miała największe poparcie. Dzisiaj ma je PiS, ale myślę, że czas obnaży działania ukierunkowane tylko na efekt wyborczy, a nie na długofalowe, perspektywiczne myślenie o tych obszarach i ludziach.

Prezes PSL nie jest rolnikiem, to zmienia wizerunek PSL i przesłanie partii?

PSL nie może być utożsamiany tylko i wyłącznie z elektoratem rolniczym. Gdy ja byłem prezesem, również próbowałem złamać ten stereotyp. Nieraz bywało, że PSL cieszył się dużym zaufaniem nie tylko na wsi, ale to zaufanie się nie przekładało na wynik, gdyż bezustannie powtarzano, że przecież „oni są dla wsi". Obecny prezes rzeczywiście nie jest rolnikiem. Jest lekarzem. Uważam, że jest też świetnym liderem. Wśród ludowców jest zaś wiele osób, które są utożsamiane ze sprawami wiejskimi i swoją działalnością zaświadczają, że PSL nigdy o sprawach rolnictwa nie zapomni.

Jest pan „jedynką" na Mazowszu. To była dobra decyzja, żeby iść z Koalicją Europejską?

Na razie mogę wyrazić tylko opinię na ten temat, a czy naprawdę była to dobra decyzja, dowiemy się 26 maja. Opowiadałem się za stworzeniem KE. Pojawiały się różne warianty startu w wyborach europejskich. Mogliśmy pójść samodzielnie, ale ryzykowaliśmy nieprzekroczenie progu wyborczego. A to byłby najlepszy prezent dla PiS.

Co pokaże wynik wyborów europejskich?

Wybory europejskie są bardzo ważne, bo mogą kreślić tendencję, która będzie miała wpływ na wybory jesienne, a to one są kluczowe dla przyszłości Polski. Żeby wygrać z PiS, potrzebna jest koalicja. Jeśli poszczególne partie pójdą do wyborów jesiennych oddzielnie, to będzie premiowało największe ugrupowanie kosztem mniejszych.

Czyli chodzi o liczbę mandatów?

To zależy od wyniku, bo jeżeli KE zdobędzie mniej mandatów niż PiS, to Grzegorz Schetyna będzie miał problem. Pytaniem pozostaje także liczba mandatów, jaką uda się uzyskać naszej formacji. Naszym celem jest zdobycie czterech–pięciu mandatów. Nie będzie to łatwe, zwłaszcza że w nasz elektorat celuje PiS i na pewno będzie próbował odebrać nam 1–2 proc. Myślę jednak, że jeśli nawet jako ludowcy zdobędziemy mniej mandatów, niż zakładamy, to w PSL nie będzie żadnych rozliczeń wewnętrznych. Pozycja Kosiniaka-Kamysza jest bardzo silna. Natomiast wynik na pewno będzie rzutował na to, w jakiej formule partie opozycyjne pójdą do wyborów jesiennych.

Teraz istnieją dwa bloki PiS i PO i żaden z wyborców tych bloków nie przejdzie do drugiego, czy uważa pan, że potrzebna jest partia centrum.

Na razie są dwa bloki, a to, jak będzie jesienią, zależy od wyników majowych. Największe przepływy wyborców daje się zaobserwować między PSL a PiS – główną przyczyną jest tu podobnie konserwatywny elektorat. To walka o 1-2 proc. potencjalnych głosów. Ważna będzie także aktywność wyborców, to czy ludzie pójdą do wyborów czy nie. Myślę, że ta kwestia będzie rozstrzygająca, jeżeli chodzi o styk między PiS a PO.

W 2007 roku nie było bloku PO–PSL i PSL przyciągnęło wyborców rozczarowanych PiS.

Był to czas po dymisji rządu Jarosława Kaczyńskiego, po różnego rodzaju perturbacjach i w sytuacji, gdy Kaczyński nie odchodził na fali wznoszącej. Mieliśmy dodatkowy wiatr wynikający wtedy z uwarunkowań. Wówczas nasze zbliżenie z PO było zainicjowane przez Kaczyńskiego, ordynacją wyborczą samorządową (blokową ordynacją podczas wyborów samorządowych w 2006 r. – red.). To się przełożyło na koalicję PO–PSL.

Wątek LGBT zaszkodzi PSL?

On był nośny, ale już wygasa. Podpisanie przez Rafała Trzaskowskiego warszawskiej karty LGBT musiało odbyć się za wiedzą Grzegorza Schetyny i było odpowiedzią na początkowe notowania ugrupowania Wiosna. Dobre sondaże dla partii Roberta Biedronia były kosztem elektoratu PO. Chodziło o to, by wyborcy nie odpływali do Wiosny. Z tego wyniknęła jednak dyskusja dla nas niekorzystna, którą skrzętnie wykorzystał PiS mówiący, że „PSL się wpisuje w tęczową koalicję". Ale to jest opanowane.

To rezonowało na wsi?

Rezonowało i do dzisiaj padają pytania: „Jak to? A co to za koalicja?". Trzeba się do tego odnosić.

A co będzie po wyborach?

W PSL kwestie światopoglądowe nigdy nie podlegały dyscyplinie głosowań i nie będą jej podlegały. Zgadzam się jednak z głosami, że niektóre sprawy dotyczące związków partnerskich – a mówimy tu przecież nie tylko o parach homoseksualnych – wymagają uregulowania. Chodzi np. o kwestie dziedziczenia czy uzyskiwania informacji dotyczącej stanu zdrowia osoby bliskiej przebywającej w szpitalu. Nie powinno się utrudniać ludziom życia. Ja mam szczęśliwą rodzinę, pięcioro dzieci, ośmioro wnucząt, i nie chciałbym, by ktoś decydował za mnie, jak mam żyć i wychowywać moje dzieci.

Jarosław Kaczyński włączył niedawno kolejny temat: sprzeciw wobec euro. „Rzeczpospolita" na początku roku wskazywała euro jako cel strategiczny. Jakie jest pana stanowisko w tej sprawie?

Żeby zmienić walutę, trzeba zmienić konstytucję, a na to nie ma szans w najbliższym czasie. Poza tym do strefy euro możemy wstąpić wtedy, gdy będzie to opłacalne i gdy jako kraj spełnimy określone kryteria. Na razie temat euro to zwykła, ale i niepoważna wrzutka wyborcza PiS, która ma służyć temu, co tej partii wychodzi najlepiej, czyli straszeniu i polaryzowaniu Polaków. Polakom należy się poważna debata na temat euro prowadzona przez ludzi kompetentnych. To ekonomiści powinni się wypowiadać w tej sprawie, a na razie znamy głos historyka i prawnika.

—współpraca Magdalena Pernet

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA