fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Marcin Duma: Co łączy wyborców PiS i KO?

Andrzej Duda może liczyć na wsparcie żony, której w czasie konwencji dziękował za 25 lat małżeństwa
Fotorzepa, Robert Gardziński
Istnieje część wspólna elektoratów Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i Andrzeja Dudy - mówi Marcin Duma.

W kampanii najważniejsze są sondaże i rankingi?

Procenty, którymi my się ekscytujemy, to nie do końca te procenty, którymi ekscytują się sztaby partyjne. Badania, które nam pokazują, kto ile zyskał, a kto ile stracił, są ważne, ale nie najważniejsze.

Jakimi badaniami zainteresowane są sztaby?

Tym, jakie emocje obserwujemy wśród wyborców. Do tego używa się troszeczkę innych narzędzi, szczególnie jakościowych. Dużo bardziej istotne jest nie to, ile procent ma dany kandydat, ale to, jak oceniane są konkretne sprawy czy wydarzenia.

Gdyby teraz jakiś sztab zwrócił się do IBRiS o zbadanie nastrojów, to jakie kwestie chciałby zbadać?

Myślę, że przede wszystkim chciałby sprawdzić wpływ środkowego palca posłanki większości rządzącej w poszczególnych elektoratach. Powinien chcieć również sprawdzić, jak tą sprawą dalej sterować, żeby osiągnąć największy zysk albo ponieść najmniejszą stratę.

W jaki sposób badać, co należy robić dalej?

Mówimy o badaniach jakościowych, czyli takich, gdzie np. zapraszamy grupę wyborców w danym wieku, z danej miejscowości, o określonym statusie, i przeprowadzamy z nią wywiad grupowy, tzw. FGI, czyli słynne magiczne fokusy. I seria takich badań daje nam odpowiedź na temat tego, co wyborcy naprawdę sądzą. Słabością ankiet zawsze jest to, że formułując pytania i zestaw odpowiedzi, wtłaczamy niejako respondenta w nasz sposób patrzenia na dany problem.

Czy w kampanii prezydenckiej sztaby głównych kandydatów zrobiły takie fokusy?

Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ktoś przystępowałby do kampanii bez takiego oprzyrządowania i bez takiej wiedzy. Bo to jest zdawanie się wyłącznie na łut szczęścia: wydaje mi się, że ludzie myślą tak i tak, może trafię. Tylko że to nie jest sposób robienia nowoczesnej, skutecznej polityki, to polityczny hazard – biorąc pod uwagę koszty kampanii, dość drogi.

W wyborach prezydenckich zwycięzca musi zyskać poparcie ponad 50 proc. głosujących. Czy da się na podstawie fokusów zbudować kandydata, który będzie się podobał tak wielkiej grupie głosujących?

Oczywiście. Poprzez specyfikę tych wyborów, czyli to, że to jest to trochę konkurs osobowości, kandydatom i sztabom jest trochę łatwiej. Wyborcy nie oczekują – przynajmniej w Polsce – kampanii o konkretach. Nawet jeśli nie znają dokładnie zapisów konstytucji, konkretnych kompetencji prezydenta, to mają świadomość, że on pomimo swojego silnego mandatu nie jest dużą siłą sprawczą w polskim systemie. Ludzie zdają sobie sprawę z tego, że on niewiele może, niemniej jednak przyciąga ich to głosowanie. Bo prezydent, z punktu widzenia badanych – i to wiemy z badań zrobionych przed tą konkretną kampanią – ma być pewnym symbolem. Ma być tym pierwszym obywatelem, namiastką monarchy, namiastką symbolu Polski.

Sondaże IBRiS pokazują, że urzędujący prezydent prowadzi, ma poparcie rzędu czterdziestu kilku procent i jest ono większe niż poparcie dla obozu Zjednoczonej Prawicy, które ma tendencję spadkową. Czy to oznacza, że Andrzej Duda ma szanse na 50 proc. w pierwszej turze?

Przeprowadziliśmy badanie, w którym szacowaliśmy, jakie są możliwości Andrzeja Dudy i nie tylko, jeśli chodzi o maksymalne i minimalne poparcie. Poparcie dla Andrzeja Dudy waha się między 33 proc. (co odpowiada mniej więcej poparciu, które uzyskał w pierwszej turze pięć lat temu) a 51 proc. już w pierwszej turze. Mówimy o pewnej matematycznej możliwości, a nie o tym „no tak, to leży w jego całkiem realnych możliwościach".

Czy wiemy, jak na te widełki wpływa frekwencja w pierwszej turze?

Wiemy coś innego: wiemy, komu musiałby Andrzej Duda zabrać wyborców i komu może ich zabrać.

Komu?

W Polsce mówi się, że mamy dwa nieprzenikające się zbiory społeczne. Są wyborcy opozycji, a z drugiej wyborcy PiS. W przypadku wyborów prezydenckich okazuje się, że mamy mniej więcej milion wyborców, którzy są gotowi zagłosować na Andrzeja Dudę lub na Małgorzatę Kidawę-Błońską. To grupa, która mogłaby zdecydować o wyniku wyborów. Mniej więcej pół miliona wyborców jest w stanie zabrać Kidawie-Błońskiej Duda, a ona mniej więcej podobną liczbę wyborców może odebrać Dudzie.

Czy to znaczy, że to para podobnych programowo kandydatów?

To są różne elektoraty. Natomiast jest część wspólna, głównie elektoratu konserwatywnego, konserwatywno-liberalnego, który może jest trochę wyłączony z najgorętszego sporu politycznego i dla którego będą decydowały...

...pryncypia?

Właśnie nie pryncypia; drobne sprawy wizerunkowe. Które z nich będzie lepiej pasowało do tej wizji, jaką oni mają zbudowaną w głowach dla urzędu prezydenta.

I tę właśnie wizję mogą dać nam fokusy?

Dają, nawet wiemy, jaka ona jest.

Jaka?

Polacy wyobrażają sobie prezydenta jako mężczyznę z rodziną, z dziećmi, w wieku 40–50 lat. I to jest podstawowa bariera, którą Małgorzata Kidawa-Błońska musi pokonać, żeby móc wygrać te wybory.

współpraca Jakub Czermiński

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA