fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Witold Waszczykowski: Geopolityczne remanenty

AFP
Nasza Europa zmaga się z pandemią. Trwa walka lekarzy o nasze zdrowie. Rozpoczyna się walka polityków i ekonomistów o ratowanie naszych gospodarek i miejsc pracy. Toczy się jednak też równolegle debata jak będzie wyglądał świat po pandemii? Czy Europa wyjdzie silniejsza?

Komisji Europejskiej przewodzi niemiecki polityk, która kiedyś była lekarzem medycyny. Wszyscy się zastanawiają czy wyznaje maksymę Primum non nocere, czy zasadę co nas nie zabije to nas wzmocni? Jak w czasie pandemii i po niej będzie realizowana przez Ursule von der Leyen zapowiedź geopolitycznej Komisji Europejskiej?

Optymiści i euroentuzjaści wskazują, iż po pierwszych reakcjach na zasadzie ratuj się kto może i na własną rękę, rośnie obecnie współpraca i solidarność europejska. Mamy tego liczne przykłady w Europie: wzajemne podsyłanie sobie medykamentów i lekarzy. Optymiści oczekują, że ten nastrój współpracy zresetuje europejską ekonomię, która niebawem stanie się bardziej cyfrowa, oczywiście zielona i egalitarna. Może na wzór gospodarek państw skandynawskich. Czy jednak taka Europa stanie się liderem przemian światowych? Czy doprowadzi do wzmocnienia współpracy międzynarodowej, do umocnienia międzynarodowych instytucji i do stworzenia społeczeństw odpornych na przyszłe pandemie i kryzysy? W tym duchu należy odczytywać apel Ursuli von der Leyen i Charlesa Michela z ostatniego szczytu przywódców unijnych z 26 marca, o szybką, masową i skoordynowaną akcje globalną dla ratowania życia ludzi i światowej gospodarki.

Skoordynowana akcja wydaje się rozwiązaniem oczywistym. Jednak każda akcja na duża skalę wymaga dużych środków, zaufania i wspólnoty celów. Ostatnie spotkania przywódców europejskich pokazały, że nie ma zgody na generowanie funduszy. Co gorsze nadal utrzymują się skłonności do wykorzystania obecnego kryzysu do realizacji polityczno-ideologicznych celów integracji europejskiej. Tak jak po Brexicie nie doszło w elitach brukselskich do refleksji. Po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, brukselscy euro-biurokraci wołali o jeszcze więcej tego samego co zniechęciło Brytyjczyków do Unii. Zatem jeszcze ściślejsza Unia, czyli biurokratyczna władza scentralizowana w Brukseli kosztem prerogatyw państw członkowskich. I dzisiaj polityczne fora dyskusyjne w Brukseli są pełne nawoływań o koordynację działań zmierzającą do przekształcenia Unii w polityczny twór. Zawsze podkreślałem i przypominałem, że Unia nie jest klubem altruistów lecz instytucją stworzoną do realizacji narodowych interesów, a silniejsi mogą więcej. To też i wykorzystują obecny kryzys do realizowania swoich interesów lub powstrzymania innych w realizacji swoich. Gra wokół euro-obligacji dziś zwanymi korona obligacjami jest ilustracją gry interesów narodowych. Silniejsze ekonomicznie państwa strefy euro nie chcą gwarantować tych obligacji, które pozwoliłyby słabszym zaciągać tańsze kredyty.

Eurorealiści nie wierzą zatem, że po pandemii Europa może być silniejsza i może być liderem przemian. Pandemia nie zmienia geopolityki. Nierozwiązane przed pandemią kryzysy i konflikty wokół Europy nie rozwiązały się i nie zniknęły w czasie pandemii. Problemy Wschodniej Europy, Bliskiego Wschodu czy Afryki utrzymują się. Po ew. zwalczeniu pandemii w Europie będziemy nadal konfrontowani przez te same konflikty w europejskim otoczeniu.

Możemy mieć nawet większe problemy jeśli pandemia rozszerzy się na Afrykę i ogarnięte konfliktami państwa Bliskiego Wschodu. Wielomilionowe skupiska uchodźców i migrantów nie mają takich zabezpieczeń jak bogata Europa. Czy zatem geopolityczna Unia jest zdolna po uleczeniu siebie zaangażować się ze zdwojoną mocą w pomoc tym regionom? Przypomnę, że prawie przez dekadę Unia nie była w stanie pomóc w rozwiązaniu konfliktu w Syrii i Libii. Nie wydaje się też, że Unia napotka zwiększoną chęć współpracy ze strony Rosji i Chin.

Czekają nas zatem liczne dylematy do rozstrzygnięcia. Czy i jak wspierać europejskich sąsiadów na Bałkanach i państwa Partnerstwa Wschodniego? Czy tylko kredytami i inwestycjami, czy dopuszczeniem do europejskich programów solidarnościowych z perspektywą członkostwa unijnego? Jak postępować dalej z Turcją, aby stanowiła wspierający nas bufor, a nie otwarte wrota do Europy dla wszelkich problemów? Jak uzdrowić więzi transatlantyckie i powrócić do wielopłaszczyznowej współpracy, wzajemnie korzystnej?

Wreszcie, jak ułożyć sobie relacje z Chinami i Rosją? Czy utrzymać tak silne, ale jednocześnie tak toksyczne więzi z gospodarką autorytarnych Chin? Pojawiają się liczne głosy o „powrocie” inwestycji do Europy. To byłby ciężki cios dla obecnego globalizmu, ale może na jakiś czas pozytywnie wstrząsnąłby rynkiem międzynarodowym.

Najwyższa pora też rozstrzygnąć europejskie relacje z Rosją. Biorąc pod uwagę jej zachowanie wobec Ukrainy w czasie pandemii oraz całą propagandę i instrumentarium fake newsów, można zakładać, że w najbliższej przyszłości lepiej nie będzie. Rosja nie stanie się mniej agresywna i bardziej spolegliwa i skora  do współpracy, tym bardziej kiedy cena ropy tak dołuje. Biedniejąca Rosja będzie poszukiwała możliwości zrekompensowania sobie strat. Czy zatem kolejna, mała, zwycięska wojenka?

Geopolityczne problemy wymagają geopolitycznego remanentu, poszukiwania finansowych możliwości prowadzenia asertywnej polityki europejskiej. Nie jestem naiwny, aby sadzić, że po pandemii zapanuje w Unii Europejskiej ideologiczny „pokój Boży”. Europa nadal będzie wydawała i marnotrawiła fundusze na inżynierię społeczną, wspieranie jakiś rzekomo wykluczonych środowisk etc. Są jednak dwa obszary możliwych oszczędności.

Po pierwsze, to europejska współpraca obronna, karmiona od lat mitem stworzenia europejskiej armii. To szkodliwa mrzonka, która powinniśmy w tych czasach porzucić. Wzmacniajmy naszą obronę w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego. Nie dublujmy środków i konkurencji z NATO i USA. Czy kilka mocarstw europejskich będzie stać na zahamowanie swoich ambicji polityczno-wojskowych, choć na jakiś czas? To byłaby istotna kontrybucja finansowa na rzecz aktywnej europejskiej polityki ekonomicznej po zarazie.

Po drugie, to program zielonego ładu. Nie chodzi o porzucenie polityki ochrony środowiska, walki z plastikiem etc. Program zmiany miksu energetycznego musi być jednak obecnie rozłożony w czasie i mniej kosztowny dla naszej gospodarki europejskiej. Czy i tu kilka mocarstw europejskich zdobędzie się na kompromis w swoich zabiegach o zdominowanie Europy przez zielony ład?

Te właśnie remanenty geopolityczne i finansowe będą dowodzić czy solidarność europejska jest rzeczywistą wartością czy tylko fałszywą fasadą skrywającą rywalizację narodowych interesów.

Autor jest europosłem PiS, byłym szefem MSZ

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA