fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Dąbrowska: Ostatni dzwonek dla lewicy

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Po nieudanych wyborach samorządowych lewica usiłuje zrobić krok do przodu. Natrafi tam na przepaść czy twardy grunt?

Zaczęło się budująco: zarząd partii Razem zapowiedział, że chce rozmawiać z SLD i Robertem Biedroniem. Potem jednak zamilkł, bo nie uzyskał akceptacji we własnej radzie. Jak twierdzi SLD, do pierwszego spotkania między Adrianem Zandbergiem a Włodzimierzem Czarzastym już doszło, ale następne nie zostało umówione. Być może – na razie. – To są trudne rzeczy – nie ukrywa Anna Maria Żukowska, rzeczniczka Sojuszu. I niewątpliwie ma rację, ale należy zapytać jeszcze, czy są to także „rzeczy niezbędne"?

Razem z Unią

Tymczasem Razem postanowiło działać metodą „ucieczki do przodu" i buduje listy wyborcze do Parlamentu Europejskiego w ramach koalicji wielu organizacji i partii z całego kontynentu, pod patronatem Yanisa Varufakisa, byłego ministra finansów w rządzie greckiej Syrizy. – Europejska Wiosna to koalicja na poziomie europejskim – wyjaśnia Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z zarządu Razem. – Jest otwarta dla tych, którzy podzielają takie wartości jak wprowadzenie europejskiej płacy minimalnej czy europejskiego nadzoru nad standardami pracy. To plan stworzenia jednej partii europejskiej, trwają na ten temat rozmowy.

Jedna partia oznacza oczywiście wspólne listy wyborcze. Stąd pomysł, by działacze i działaczki Razem kandydowali w różnych krajach w Europie, a obcokrajowcy – w Polsce. Np. w Niemczech do końca listopada ma się wyjaśnić, w jaki sposób ma być to zorganizowane i według jakich procedur. – Przedstawiciele Razem będą startować na listach w innych krajach, a u nas powinno się znaleźć miejsce dla działaczy z zagranicy – przyznaje Dziemianowicz-Bąk.

Do tego pomysłu jak ulał pasuje Robert Biedroń. Już teraz buduje swoje przesłanie na wybory europejskie, które mają być jego debiutem jako lidera nowego, lewicowego ruchu.

A przemówienie, które wygłosił z okazji 11 listopada podczas łódzkich Igrzysk Wolności, mogłoby zapewne stać się ideowym spoiwem takiej europejskiej inicjatywy. „Wiecie, że przeciętna słupszczanka pracuje rocznie jakieś 600 godzin więcej niż mieszkanka Wolfsburga? 600 godzin! To 25 dni i nocy! Prawie miesiąc! A zarabia trzy i pół raza mniej. Nawet od mieszkanki Warszawy zarabia dwukrotnie mniej. Wiecie, że po wyjściu z pracy musi tygodniowo wykonać jeszcze pięć godzin dodatkowych prac domowych, a jej koleżanka ze Szwecji tylko albo aż trzy?" – mówił Biedroń.

Ten przykład i takie przesłanie zrozumie każdy lewicowiec w Europie. A w Polsce?

Import lewicowców

Osoby zaangażowane w ruch Biedronia przyznają nieoficjalnie, że pomysły Razem nie muszą przynieść krajowego poparcia.

Sceptyczny jest też profesor Ryszard Bugaj, były szef Unii Pracy. – Razem przygotowało niedawno projekt ustawy o skróceniu czasu pracy, odwodziłem ich od tego. Bo to jest pomysł odpowiadający standardom lewicy zachodniej, trochę, można powiedzieć nawet, lewacki. Namawiałem ich na aktywność w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, która mogłaby coś wnieść. Nie chcieli – ubolewa profesor i dodaje, że według niego to taka „lewica z importu".

Jeśli jednak odrzucić radykalne (jak na Polskę) pomysły socjalne i wspólnotę polityczną z zachodnią lewicą, na placu boju, jak przez ostatnie 30 lat, pozostaje SLD.

– Dla nas priorytetem jest lewicowa lista w wyborach do PE – deklaruje Żukowska. To strategia, której Sojusz trzymał się przez całą swoją historię. Jako jedyna partia dysponująca strukturami, biurami i pieniędzmi, sprawnie taką „jedną listę" zamieniał na konfederacje organizacji, a potem – jedna partię, oczywiście pod własnym szyldem. Tak było z odrodzoną po 89 roku PPS, tak było z Unią Pracy i wszelkimi innymi lewicowymi bytami w Polsce. Czy Razem pójdzie tą drogą?

Jedynym wyjściem dla nielicznych i mających słabe poparcie organizacji lewicowych jest zastosowanie opcji zerowej i zrezygnowanie z jakichkolwiek starych szyldów w wyborach europejskich i oddanie wszystkim uczestnikom takich samych lub porównywalnych kawałków wyborczego tortu. Tak na próbę. To oczywiście rodziłoby mnóstwo trudności organizacyjnych, ale innej drogi raczej nie ma. – Mamy zapaść tradycyjnej socjaldemokracji, skończył się też paradygmat liberalny, żyjemy w czasach interregnum, a lewica jest uwikłana w różne rzeczy, które jej nie pozwalają na myślenie otwarte – ubolewa Ryszard Bugaj.

Robert Biedroń też nie ma wątpliwości. – Nie chcę być prorokiem złej nowiny, ale to może być nasz ostatni dzwonek – przestrzegał w Łodzi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA