fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Jak mieszkańcy Kaukazu walczyli z ZSRR

W Azji Środkowej, po stłumieniu powstania basmaczy, bolszewicy zmuszeni byli do daleko idących ustępstw na rzecz meczetów i sądów szariackich.
AFP
Rosja Radziecka szybko odbudowała kolonialne wpływy na Zakaukaziu i w Azji Środkowej, ale antykomunistyczny ruch oporu działał tam aż do końca lat 30. XX w. Partyzantka basmaczy była śmiertelnym zagrożeniem dla komunistycznych aktywistów, a nawet sił OGPU i NKWD.

Południowy Kaukaz, zwany Zakaukaziem, wszedł w orbitę rosyjskich wpływów pod koniec XVIII w., gdy carski dwór otworzył rozdział imperialnej geopolityki w basenach mórz Czarnego i Kaspijskiego. W toku kilku wojen Rosja zabrała Persji i Turcji Carstwo Kachetii i Kartwelii (Gruzję), chanaty azerbejdżańskie oraz północną Armenię. Zakaukazie było niezwykle ważnym korytarzem transportowym, którego zdobycie otwierało drogę podboju Azji Środkowej, a następnie Indii. Taką strategię, zwaną w Petersburgu indyjskim projektem, wyznaczył Piotr I. Indie, czyli cesarstwo Mogołów, a potem perła w koronie brytyjskiego imperium, były niespełnionym celem i mirażem kolejnych carów, choć kolonizacja Kaukazu i Azji Środkowej i tak się opłaciły. Rosja zyskała wspólną granicę z „chorym człowiekiem Azji", czyli cesarstwem chińskim, od którego z powodu słabości Pekinu odrywała całe prowincje. Petersburg postąpił identycznie z wasalnymi terytoriami Persji, podporządkowując sobie pod koniec XIX w. chanaty Chiwy (Chorezmu) i Buchary, co przesunęło granice imperium na linię Afganistanu, Doliny Fergańskiej i Pamiru. Nabytki kolonialne Rosji, odpowiadające terytoriom współczesnych nam: wschodniego Kazachstanu, Kirgistanu, Turkmenistanu, Uzbekistanu i Tadżykistanu, zostały podzielone na gubernię zakaspijską, Siedmiorzecze i Turkiestan Wschodni, zwany także Krajem Turkiestańskim.

Kolonie w ogniu

Strefy interesów Rosji, Wielkiej Brytanii, Turcji, Persji i Chin zostały w ten sposób określone, ale ich pogranicze – traktowane jako swego rodzaju strefa buforowa – było odtąd bardzo niespokojne. Wszystkie strony podgrzewały nastroje, dostarczając swoim klientom broń i instruktorów wojskowych. Celem było rozszerzenie wpływów kosztem konkurentów, a całość otrzymała w historii nazwę wielka azjatycka gra. Do tej gry na początku XX w. aktywnie włączyło się cesarstwo niemieckie. Nic dziwnego, że z chwilą wybuchu I wojny światowej Zakaukazie i Azja Środkowa stanęły w ogniu. Pierwszy region był obszarem zaciekłych walk Rosji i Turcji, tworząc tzw. front kaukaski, ale po przejściowych sukcesach Stambułu inicjatywa przeszła zdecydowanie na stronę Petersburga. W 1915 r. Rosja zdobyła znaczną części tureckiej Armenii, jednak Turcja oraz Niemcy nie złożyły broni i wzięły rewanż rok później, gdy ich agenci działający z terytorium chińskiego doprowadzili do antyrosyjskiego buntu Turkiestanu Wschodniego i Siedmiorzecza.

Bezpośrednią przyczyną wybuchu powstania był rozkaz Turkiestańskiego Okręgu Wojskowego o mobilizacji tubylców do prac inżynieryjnych na froncie kaukaskim. Rosyjskie dowództwo spodziewało się poboru ok. 300 tys. mężczyzn, jednak nie wzięło pod uwagę, że poddani z Azji Środkowej to w większości wolni koczownicy lub chłopi z majątków należących do miejscowych feudałów i islamskich przywódców religijnych. Nie wzięli także pod uwagę fali muzułmańskiego odrodzenia, które rozpoczęło się w regionie na początku XX w., oczywiście, nie bez wpływu tureckich i niemieckich służb wywiadowczych. Powstańcy opanowali najważniejsze stacje kolejowe i telegraficzne, odcinając Turkiestan i Siedmiorzecze od reszty imperium. Palili masowo wsie rosyjskich osadników, wykorzystując fakt, że kozackie wojsko terskie zabezpieczające niespokojne pogranicze walczyło na frontach I wojny. Doszło więc do prawdziwych rzezi rosyjskich kolonistów, w których zginęło klika tysięcy starców, kobiet, dzieci oraz rosyjskich urzędników. Odwet był równie straszny, bo karne ekspedycje wojskowe z Wiernego (Ałma Aty), Samarkandy oraz Buchary odpowiedziały krwawymi pacyfikacjami i sądami doraźnymi, w wyniku których zostało eksterminowanych ok. 30 tys. tubylców, a 300 tys. koczowników zmuszono do ucieczki na stronę afgańską, chińską i perską. Tak zakończył się pierwszy, ale nie ostatni akt zaprowadzania porządku w Azji Środkowej.

Już rok później w ogniu stanęło Zakaukazie, a wojna miał się tam tlić aż do 1924 r. Po wybuchu demokratycznej rewolucji lutowej 1917 r. kaukascy posłowie Dumy uchwalili powstanie Federacji Narodów Zakaukazia oraz utworzyli własny parlament – Sejm. Główne role polityczne odgrywały narodowe partie: armeńskich nacjonalistów – Dasznak, azerskich muzułmanów – Mussawat i gruzińskiej koalicji Socjaldemokratów oraz Socjalistów-Rewolucjonistów. Niestety, równie szybko okazało się, że narody Kaukazu Południowego nie mogą dojść między sobą do porozumienia, co wylało się rzeką wzajemnych konfliktów terytorialnych, a w przypadku Azerów i Ormian – także etnicznych. Baku oraz Nachiczewań w Górskim Karabachu stały się areną krwawych pogromów i czystek narodowościowych, wszystko razem zaś przesądziło o rozpadzie federacji na trzy demokratyczne republiki: Gruzji, Armenii i Azerbejdżanu.

Oliwy do ognia dolał bolszewicki pucz w Rosji, który promieniował wpływami komunistycznymi na Zakaukaziu. Już w 1918 r. bolszewicy azerscy podjęli udaną próbę zamachu stanu i przejęli władzę w Baku. Kraj od sowietyzacji uratowała najpierw interwencja wojskowa Turcji, a po zakończeniu I wojny światowej militarna obecność brytyjsko-francuska. Zachodnia pomoc nie potrwała długo, bo Paryż i Londyn postawiły na polityczną normalizację z Moskwą, dlatego w latach 1920–1921 siły ententy stopniowo wycofywały się z Zakaukazia, tym samym oddając region w ręce Sowietów. Ci nie dali na siebie długo czekać, dokonując kolejnych interwencji wojskowych, a ich scenariusz wyglądał zawsze tak samo. Formalnie Rosja sowiecka podpisała z Gruzją, Armenią i Azerbejdżanem pokojowe umowy międzypaństwowe, ale nie przeszkodziło to w utworzeniu specjalnej 11. Armii Czerwonej, skoncentrowanej na sąsiednim Kaukazie Północnym. W tym czasie specjalne grupy dywersyjne utworzyły w Baku, Erywaniu i Tyflisie (Tbilisi) podziemne jaczejki bolszewickie, które na sygnał z Moskwy wznieciły „robotnicze powstania" i poprosiły Rosję o internacjonalistyczną pomoc. Siły były od początku nierówne, bo każda z republik była w stanie wystawić kilkutysięczną armię, a wzajemne konflikty skutecznie zapobiegły skoordynowanemu oporowi. Jako pierwszy uległ Azerbejdżan, a po nim Armenia, która w obliczu tureckiego zagrożenia wybrała mniejsze, jak się wówczas wydawało, sowieckie zło.

Jako ostatnia w 1921 r. upadła Republika Gruzji, choć opór w Adżarii trwał jeszcze przez kilka miesięcy, do czasu, gdy garnizon portu w Batumi został ewakuowany przez francuską eskadrę. Gruzini bronili się dzielnie także za sprawą ormiańskiej dywersji, bo mimo sowieckiej obecności militarnej przez krótki czas istniała równolegle dasznacka, czyli narodowa armia. I to jej oddziały w czasie agresji sowieckiej na Gruzję podniosły ostatni bunt, który wyhamował tempo bolszewickiej ofensywy. Mimo wojennej klęski Gruzja nie zamierzała się łatwo poddać, bo w latach 1922–1924 wybuchły kolejne powstania niepodległościowe utopione we krwi.

Ostatecznie kres walce zbrojnej na Zakaukaziu położyło OGPU, które od połowy lat 20. XX w. dokonywało regularnych czystek, uderzając głównie w narodową inteligencję oraz duchowieństwo. Na przykład w prawosławnej Gruzji na początku kolejnej dekady z 1800 klasztorów i cerkwi pozostało 60. W Azerbejdżanie czystek elit intelektualnych dokonywano pod pretekstem walki z ruchem panislamskim. Reszty dokonały stalinowskie represje połączone ze świadomą polityką wynarodowienia. Język azerski został pozbawiony alfabetów: arabskiego, a przede wszystkim łacińskiego, zamienionych przymusowo na cyrylicę. Eksterminacji ulegli naukowcy, pisarze i poeci tworzący w językach narodowych. Faworyzowano żywioł rosyjski, dokonując rusyfikacji kadr administracyjnych i edukacyjnych. Sowietyzacja Zakaukazia trwała aż do końca epoki stalinowskiej, ale opór odrodził się w latach 60. XX w., przybierając postać nacjonalistycznego ruchu dysydenckiego, z takimi postaciami, jak Zwiad Gamsachurdia w Gruzji czy Abulfaz Elczibej w Azerbejdżanie. Najważniejsze, że na Zakaukaziu udało się uratować przed sowietyzacją narodowe substancje w postaci języków oraz dóbr kultury materialnej i niematerialnej, co zaowocowało wybuchem niepodległości w momencie rozpadu sowieckiego imperium.

Zabić basmaczy

Równolegle z bolszewicką „rekonkwistą" Zakaukazia dokonywał się powtórny podbój Azji Środkowej, w czym zresztą komuniści prześcignęli carskich zdobywców. O ile Siedmiorzecze uznało bolszewicki zamach stanu, o tyle w guberni zakaspijskiej i Kraju Turkiestańskim rzecz miała się inaczej, co zaskoczyło komunistów. W 1918 r. te rozległe obszary zaludniało jedynie ok. 11 mln osób, z których tylko 14 proc. było mieszkańcami miast. Przeważającą część populacji stanowili koczownicy lub chłopi, a poziom analfabetyzmu wynosił 97 proc., równając się zresztą liczbie wyznawców islamu. Tak więc przeważająca część społeczeństwa, a raczej plemion i klanów pochodzenia turkieskiego wiodła nomadyczny, a w każdym razie półkoczowniczy tryb życia i trudno było mówić o tożsamości narodowej.

Początkowo wszystko szło po myśli bolszewików, którzy bez trudu opanowali Taszkient i proklamowali powstanie Turkiestańskiej Republiki Rad, uznając jednak suwerenność dotychczasowych carskich protektoratów – chanatów Chorezmu i Buchary. Była to oczywiście polityczna zasłona dymna. Jak pisze rosyjski publicysta Piotr Bołogow, w tym samym czasie Lenin deklarował z Moskwy, że ze względu na opóźnienie cywilizacyjne, a tym samym niezdolność do suwerenności państwowej narodów Azji Środkowej jedynym dla nich wyjściem jest federacyjny sojusz z Rosją. Niemniej turkiestańscy i zakaspijscy deputowani Dumy (muzułmanie), którzy po bolszewickim przewrocie schronili się w obu chanatach, odmówili uznania władzy Sowietów, powołując do życia konkurencyjną Autonomię Turkiestańską.

To wystarczyło, aby w Turkiestańskiej Republice Rad wybuchło powstanie. Jak twierdzi Bołogow, jego przyczyny leżały zarówno w sytuacji ekonomicznej, jak i politycznej. Podczas rosyjskich zawirowań ustrojowych całkowitej dewastacji uległa struktura gospodarcza regionu, traktowanego dotychczas jako bawełniane zaplecze cesarstwa. Z chwilą, gdy metropolia przestała odbierać zbiory plantacji bawełny, pracę straciły setki tysięcy sezonowych robotników, a same uprawy wraz z kosztownym systemem irygacyjnym uległy szybkiej dewastacji. Jednocześnie bolszewicy traktowali Azję Środkową jak brutalni kolonizatorzy, nie licząc się ani z konserwatywną strukturą klanową, ani z silnym wpływem islamu. Wystarczyło, że spróbowali zburzyć feudalną hierarchię społeczną, konfiskując ziemie należące do świątyń muzułmańskich i biorąc zakładników spośród rodowej starszyzny i duchowieństwa. Ze względu na ówczesną specyfikę tożsamościową trudno uznać dziś antybolszewicki opór Azji Środkowej za w pełni świadomy ruch narodowy i wyzwoleńczy. Był to raczej spontaniczny akt oddolnej niezgody o głównie lokalnym charakterze, który przybrał postać partyzanckiego oporu, z prostym hasłem: „Dołoj krasnych!" (Precz z czerwonymi!).

Partyzanci byli określani wspólnym mianem basmaczy. Nazwa pochodzi od wyrażenia oznaczającego napady na karawany, czyli rodzaju rzemiosła uprawianego od wieków przez miejscowych watażków, szczególnie na pograniczu stref interesów wielkich mocarstw. Choć basmacze z powodzeniem mieścili się w regionalnej tradycji, to pejoratywnego znaczenia nadali im bolszewicy, zaskoczeni czynnym oporem. Zresztą w propagandzie wiązali basmaczy z intrygami brytyjskiego imperializmu, bo to jakoby Londyn poprzez swoje afgańskie i chińskie rezydentury wywiadu miał dostarczać partyzantom nowoczesną broń. Tak powstał powielony przez sowiecką kinematografię negatywny stereotyp basmacza: krwawego rzezimieszka kawalerzysty, uzbrojonego obowiązkowo w bolo (pistolet typu Mauzer), względnie w ręczny karabin maszynowy Lewis. Po pierwsze, bolo był importowany z Republiki Weimarskiej na zamówienie OGPU, a nazwa jest skrótem od słowa „bolszewik". Po drugie, oprócz basmaczy pochodzenia turkmeńskiego żaden partyzant nie był dobrym jeźdźcem umiejącym walczyć w szyku. Oddziały partyzanckie uderzały z pieszych zasadzek, a wierzchowce służyły im wyłącznie do transportu. Jeśli chodzi o broń, to przeważały muszkiety skałkowe pochodzenia perskiego i chińskiego, a nieliczne partie nowoczesnych karabinów pochodziły z dostaw tureckich. Niemniej w latach 1919–1924 powstanie basmaczy sparaliżowało bolszewicką władzę w Azji Środkowej, a Dolinę Fergańską uczyniło niedostępną dla bolszewików. W szczytowym momencie nasilenia oporu w szeregach basmaczy walczyło ponad 30 tys. osób, zorganizowanych m.in. w półregularną Armię Chłopską, a ich polityczni emisariusze nawiązali kontakty z „białą armią" Piotra Wrangla i Antona Denikina.

Sytuacja była na tyle poważna, że w 1919 r. powołano specjalny front fergański, którym dowodził bliski współpracownik Lenina, Siergiej Kamieniew, a następnie „czerwony Napoleon Bonaparte" – marszałek Michaił Frunze. Kamieniew wydał zresztą w 1924 r. specjalny podręcznik dla oddziałów pacyfikacyjnych, w którym opisywał podjazdową taktykę basmaczy, zwracając uwagę na ich niespotykaną ruchliwość i typowo wschodnie elementy podstępu oraz zaskoczenia. W latach 1919–1920 front fergański spacyfikował Dolinę Fergańską i anektował Autonomię Turkiestańską, czyli oba chanaty. Uczyniono to w sposób identyczny jak na Zakaukaziu. OGPU metodami agenturalnymi doprowadziło do podziałów w politycznym ruchu Szuro-i-Islamia koordynującym walkę zbrojną, po czym jego lewe skrzydło wezwało na pomoc Armię Czerwoną.

Bolszewicy sięgnęli po metody polityczne, ale byli też zmuszeni do daleko idących ustępstw. Wspólna komisja partyjno-klanowa przywróciła meczetom i medresom (szkołom koranicznym) tradycyjne prawo posiadania ziemi oraz sądy szariackie (religijne), które uzyskały takie same kompetencje jak bolszewicki wymiar sprawiedliwości. Co więcej, specjalna uchwała krajowego komitetu partii narzuciła jaczejkom komunistycznym oraz administracji cywilnej obowiązek wzywania wiernych do namazu, czyli codziennych modlitw, sankcjonując karanie nieposłusznych (z rozstrzelaniem włącznie). Dopiero takie porozumienie osiągnięte w 1922 r. poprawiło sytuację i pozwoliło Sowietom na wzmocnienie własnych struktur wykonawczych oraz policyjnych, a przede wszystkim na penetrację agenturalną basmaczy, którzy wycofali się w niedostępne góry Karakorum. W efekcie OGPU zdołało dokonać podziału wśród dowódców partyzanckich, tworząc oddziały tzw. czerwonych basmaczy.

Walka zbrojna trwała jednak aż do 1931 r., a siły partyzanckie dokonywały corocznie rajdów na terytorium sowieckie, wykonując egzekucje na milicjantach, pracownikach kołchozów i aktywistach partyjnych. W antysowieckim oporze wsławił się najbardziej Hodży Mahomet Ibrahim Hodżyjew, zwany Ergaszem, były dowódca milicji Autonomii Turkiestańskiej, który zapoczątkował partyzancki opór. Innym popularnym komendantem był Dżunaid-Chan, który aż do śmierci w 1938 r. dokonywał najazdów na sowiecką granicę. Trzecim wielkim dowódcą został Madamin-Bek, z tym że po aneksji autonomii przeszedł na stronę bolszewików i wraz z Michaiłem Frunzem niebagatelnie przyczynił się do sowieckich sukcesów. Za zdradę zapłacił głową: został zastrzelony podczas próby przewerbowania innego dowódcy.

Według rosyjskich historyków antysowiecki ruch oporu w Azji Środkowej miał także inny wymiar. W latach 30. XX w. wybuchło wiele cywilnych buntów związanych z przymusową kolektywizacją wolnych ludów koczowniczych. Czynny opór zbrojny trwał jeszcze na przełomie lat 30. i 40. – oddziały pograniczne NKWD odnotowywały do kilkudziesięciu potyczek rocznie. Dopiero w 1941 r., po ataku III Rzeszy na ZSRR, Moskwa podpisała z Londynem sojusznicze porozumienie o wspólnej okupacji Persji i uszczelnieniu granicy afgańskiej, które doprowadziło do likwidacji powstańczych baz w tych krajach. Propaganda ZSRR narzuciła negatywny wizerunek ruchu basmaczy jako zbrojnej rewolty na wpół kryminalnych, na wpół anarchistycznych band rabunkowych. Współczesna interpretacja każe na zbrojny opór Azji Środkowej spojrzeć inaczej. Historycy Tadżykistanu, Uzbekistanu i Turkmenistanu redefiniują, może nieco na wyrost, społeczny i polityczny aspekt ówczesnych działań partyzanckich, włączając legendę basmaczy w tożsamościowy mit swoich młodych państwowości.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA