fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rząd PiS

Michał Szułdrzyński: Rząd nieustannie przejściowy

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Paradoksalnie PiS stał się dziś ofiarą własnego sukcesu. Zrealizował wielkie socjalne obietnice i za bardzo nie wie, co robić dalej.

Jeśli potwierdzą się krążące informacje na temat kształtu nowego rządu Mateusza Morawieckiego, oznaczać to będzie, że powstał kolejny rząd przejściowy. Napięcie pomiędzy skrzydłami radykalnym i pragmatycznym będzie olbrzymie.

Pierwsze reprezentują Zbigniew Ziobro, ale też Przemysław Czarnek, typowany na ministra edukacji i szkolnictwa wyższego, który zasłynął wypowiedzią, że homoseksualiści nie są równi normalnym ludziom,

czy Michał Woś typowany na ministra do spraw wojny ideologicznej. A drugie – Mateusz Morawiecki czy Jarosław Gowin, który ma objąć resort rozwoju. Rząd znów będzie pełen frakcji i konfliktów, znowu będzie stał w rozkroku. A jedynym, który to wszystko ma sklejać, będzie Jarosław Kaczyński, który tym razem zadba o równowagę sił nie z zewnątrz, ale ze środka rządu.

Ktoś powie, że tak zróżnicowany gabinet to świetny pomysł, ponieważ będzie odzwierciedlać całe spektrum światopoglądowe prawicy – od strony radykalnej, bliskiej Konfederacji, aż po skrzydło bardziej umiarkowane, centrowe. Można też przekonywać, że polityka jest sferą kompromisu, że nigdy nie osiąga się pełnej stawki i gra toczy się środkiem. Tak, to z pewnością prawda.

Kłopot w tym, że to wewnętrzne napięcie przestało już być siłą Zjednoczonej Prawicy i ostatnio doprowadziło do najgłębszego konfliktu od początku jej istnienia.

To zaś prognostyk niestabilności systemu tworzonego właśnie z mozołem przez najważniejszych polityków prawicy. Jarosław Kaczyński musi bowiem dbać o równowagę różnych sił i nie może podjąć decyzji, w którym konkretnym kierunku powinien pójść obóz rządzący. Ten problem nie zniknie. Gdy tylko na nowo zostanie zbudowany rząd, Zjednoczona Prawica stanie przed pytaniem, co dalej. Przez pięć lat PiS i jego prezes mozolnie gromadzili kolejne przyczółki władzy, coraz więcej było obszarów, które przejmowali w swoje władanie. Dziś obóz rządzący, a przede wszystkim Jarosław Kaczyński, stoi przed najważniejszym pytaniem w swej historii: co z tak olbrzymią władzą, jaką posiadają, teraz zrobić? Jaką treścią polityczną wypełnić najbliższe trzy lata. Konflikty, podziały itp. są świetnym wypełniaczem politycznej przestrzeni, ale nie wystarczą, by do następnych wyborów dowieźć wysokie poparcie.

Paradoksalnie PiS stał się dziś ofiarą własnego sukcesu. Zrealizował wielkie socjalne obietnice i za bardzo nie wie, co robić dalej. Póki koniunktura sprzyjała, można było dryfować. Ale dziś, gdy w oczy zagląda poważny kryzys, a do budżetu puka kolosalny deficyt, nie będzie tego można po prostu przeczekać. Nie da już się bawić tematami zastępczymi i liczyć, że jakoś to będzie. Nie, przychodzą trudne czasy. Jarosław Kaczyński, wchodząc do rządu, bierze na siebie wielką odpowiedzialność i prędzej czy później będzie się musiał zdecydować, co zrobić z tak wielką władzą, jaką zgromadził. PR-owskie zagrywki w stylu jesiennej ofensywy programowej nie wystarczą, by napełnić treścią pozostałe trzy lata, jakie PiS będzie u władzy. Jeśli to się nie zmieni, ten rząd będzie – jak w piosence Kaczmarskiego – antylitanią na czasy przejściowe.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA