fbTrack

Rolnicy

Ekspert: odstrzał dzików nic nie da, ale będzie wykonany

AdobeStock
Zarządzony odstrzał dzików nie rozwiąże problemu ASF, ale koła łowieckie zapewne wykonają polecenie, bo będą się bały utraty obwodów do polowania – mówi Witold Daniłowicz, prawnik i myśliwy, ekspert prawa łowieckiego.

Będzie pan w weekend polował na dzika?

Nie, bo wyjeżdżam, ale polowałbym, bo polowanie w moim kole było od dawna zaplanowane. Ale nie mylmy pojęć. Akcja redukcji populacji dzika, która ma być realizowana przez koła łowieckie na polecenie ministra środowiska to coś zupełnie innego niż normalne polowania. Zresztą ta redukcja, i to na tak wielką skalę, to nie jest coś, co myśliwi chcieliby robić.

Czytaj także: Polowanie na dziki: nawet 650 zł za odstrzeloną lochę

Dlaczego?

Ponieważ myśliwi poważnie traktują swoją rolę, jako opiekuna przyrody ojczystej. Chcą pomóc w walce z wirusem, ale nie w taki sposób, który wyeliminuje populację dzika w Polsce, bo to nie rozwiąże problemu, a w dłuższej perspektywie będzie niekorzystne dla środowiska. Poza tym minister nie zapewnił myśliwym właściwych warunków dla wykonania zadania, które przed nimi postawił.

W jakim sensie?

Jak to w ogóle możliwe, że minister mówi, że redukcja odbędzie się w 3 województwach: Podlaskim, Warmińsko-Mazurskim i Mazowieckim, ale nie podaje, w których powiatach, żeby nie było protestów? Wymaga od myśliwych udziału w redukcji, a nie daje im środków prawnych, które mogłyby zapewnić jej przeprowadzenie. To dlatego, bo z projektu noweli do prawa łowieckiego ministerstwo, pod naciskiem lobby anyłowieckiego, usunęło przepis o karalności przeszkadzania w polowaniu.

A co pan myśli o samym poleceniu tak wielkiej redukcji populacji dzika w Polsce?

Jest kompletnie bezsensowne i nie zapobiegnie rozprzestrzenianiu się wirusa ASF. Zgadzam się z opiniami naukowców prezentowanymi w „Rzeczpospolitej". Wirus roznosi przede wszystkim człowiek. Dlaczego w wielkich chlewniach nie ma ognisk ASF? Bo zainwestowały w bioasekurację. Dla niewielkiego gospodarstwa jest to ogromny wydatek, więc oszczędzają, a ministerstwo rolnictwa boi się ich do tego zmusić. To tutaj jest problem i redukcja dzika nic nie da.

Czemu więc urządza się tę akcję?

To gra polityczna. Minister boi się urazić rolników w roku wyborczym narzucając im kosztowny i kłopotliwy obowiązek bioasekuracji. Dlatego wskazuje, że wszystkiemu winne są dziki i domaga się ich „depopulacji", najlepiej do zera. Winni mieliby być też myśliwi, bo nie chcą tego robić. A jak będą to robić, to przedstawia się ich jako morderców zwierząt.

Dlatego protestują ekologowie.

Jest pytanie, czemu nie protestuje też Polski Związek Łowiecki. Zapewne dlatego, że związek został formalnie podporządkowany ministerstwu - na czele PZŁ stoi osoba mianowana przez ministra. Myśliwi nie mają więc organizacji, która reprezentowałaby ich poglądy.

Jednym z argumentów przeciw redukcji jest polecenie strzelania do loch – ciężarnych czy wychowujących warchlaki.

To jest dla myśliwego wielki problem etyczny. Nasz szkoleniach wpaja się młodym myśliwym, że lochy trzeba oszczędzać – nie tylko z powodów etycznych, ale też hodowlanych.

Ale akcja redukcyjna będzie. Można odmówić jej wykonania?

Formalnie można, bo to nie rozkaz czy polecenie służbowe. Ale nie sądzę, by odmawiano, ponieważ straszy się koła łowieckie odbieraniem im obwodów.

Czy to możliwe?

Niedawna nowelizacja ustawy łowieckiej odebrała kołom łowieckim prawo pierwszeństwa w dzierżawieniu łowieckich obwodów. Dzierżawców wskazuje PZŁ, a ustawa nie podaje żadnych kryteriów ani nie określa procedury wyboru dzierżawcy. Związek ma całkowicie wolną rękę. W tej sytuacji koła boja się ryzykować, że jak w przyszłości złożą wniosek o kontynuację dzierżawy obwodu to spotkają się z odmową, bo nie uczestniczyły w redukcji dzików.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL